Raport MAK nie wiąże Polski
Z prof. Markiem Żyliczem, ekspertem w dziedzinie międzynarodowego prawa
lotniczego, członkiem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, rozmawia
Anna Ambroziak
Minister Jerzy Miller zadeklarował, że rekomendacja polskiej komisji
badającej przyczyny i okoliczności smoleńskiej katastrofy będzie optowała w
kierunku uznania lotu Tu-154M za pasażerski. Minister uzasadnia to tym, że był
to lot pasażerski, a pasażerów wozi się według reguł cywilnych. I nie ma
znaczenia to, czy ktoś nosi mundur, czy też nie, byle zachowywał się jak kapitan
statku…
– Rozumiem to w ten sposób, że przewodniczący komisji uważa, że jej rekomendacje
doprowadzą do tego, że loty samolotów VIP-owskich powinny być traktowane tak jak
loty pasażerskie z punktu widzenia bezpieczeństwa: bezpieczeństwa lotów,
przygotowania załóg itp., i że w tym kierunku pójdą zalecenia komisji. Z badań
komisji wynika bowiem, że przygotowania lotów państwowych były gorsze aniżeli
lotów cywilnych. Chodzi o to, by loty typu HEAD nie były organizowane mniej
bezpiecznie niż loty pasażerskie w lotnictwie cywilnym.
Teraz mówi się o locie państwowym, a jednak zastosowano procedurę do
wyjaśniania wypadków lotów cywilnych, na co zgodził się rząd.
– Wielokrotnie mówiłem o tym, że to, czy samolot ma być traktowany jako cywilny,
czy też jako państwowy nie jest sprawą prostą. To, czy ma być to cecha stała,
czy ma o tym decydować użycie samolotu w danym przypadku, jest kwestią sporną.
Oba rządy – polski i rosyjski – w tej kwestii się nie wypowiedziały, decydując
się na zastosowanie cywilnej procedury do badania tej katastrofy. Ale to nie
przesądza, jak ten samolot miałby być traktowany w świetle innych przepisów
prawnych.
Konkretnie jakich?
– Nie chciałbym się wypowiadać na ten temat bez głębszego przeanalizowania całej
sytuacji prawnej. Mogę powiedzieć natomiast, że moim zdaniem, o sposobie
wykonywania lotów w międzynarodowym ruchu lotniczym decydują przepisy państwa, w
obszarze którego dany samolot się porusza. Tych przepisów musi przestrzegać
załoga obcego państwa powietrznego zarówno cywilnego, jak i państwowego. Ale
niezależnie od tego załoga musi się stosować do przepisów własnego państwa,
które określa według jakich zasad dowódca statku ma podejmować decyzje –
niezależnie od tego, czy jest to samolot cywilny, czy też uznamy go za
państwowy.
Jednak lotnisko Siewiernyj było wojskowe, kontrolerzy wieży smoleńskiej
pełnili funkcje wojskowe…
– To prawda, że na lotnisku obowiązywały reguły stosowane w obszarze lotnisk
wojskowych. Zauważmy jednak, że polska komisja nie otrzymała pełnej
dokumentacji, która określałaby, czy kontrolerzy ruchu ze Smoleńska mieli lub
też nie mieli prawa czy obowiązku zamknąć lotniska w tych warunkach, jakie tam
wtedy panowały. Tych przepisów nie dostaliśmy. To jest jeden z braków, które
zarzucamy raportowi MAK, a który nie wyjaśnił całego szeregu zagadnień leżących
po stronie rosyjskiej ani też nie pozwolił tego zrobić naszemu
przedstawicielowi. Dlatego mogę stwierdzić to, co minister Miller powiedział w
swym wywiadzie, że komisja rosyjska pomija sprawę kontrolerów, pomija sprawy
lotniska oraz rozmów wieży z samolotem rosyjskim, który ostatecznie nie
wylądował. Nie zostało to w raporcie MAK do końca wyjaśnione. Nawet jeśli mamy
pewne poszlaki, które wskazywałyby na to, że pewne okoliczności były ważne, to
nie mamy co do tego dokładnych wyjaśnień, nie mamy przepisów, które w Rosji
obowiązywały w obszarze lotniska wojskowego.
Minister Miller stwierdza, że mgła nie była jedyną przyczyną katastrofy, ale
że było ich aż kilkadziesiąt. Mówi, że ułożyły się one w długi ciąg zaniedbań.
Ale ich nie wymienia. Czy Pan jako członek komisji mógłby to zrobić?
– Rzeczywiście, tych okoliczności, które mogły być przyczyną tej katastrofy,
było wiele. Ich ustalenie jest zadaniem całego zespołu eksperckiego polskiej
komisji. Tak samo jak ustalenie, które z nich miały większe znaczenie, a które
mniejsze. Każdy z ekspertów analizuje swój odcinek badań, potem referują oni
wyniki na forum komisji. Ja nie należę w tej komisji do grupy ekspertów
lotniczych od kwestii technicznych czy pilotażu. Moja rola w pracach komisji
jest ograniczona do konsultacji w sprawach prawnomiędzynarodowych. Nie
uczestniczę więc w badaniach szczegółowych. Faktem jest natomiast, że każdy
aspekt tej złożonej historii musi zostać zbadany przez specjalistów i dopiero po
zestawieniu ich wyników można uzyskać obraz całościowy tego tragicznego
wydarzenia i ustalić rekomendacje, które będą dotyczyć przyszłych działań
zapobiegawczych.
Miller wspomina, że w rozmowie z nim szefowa MAK Tatiana Anodina sugerowała,
że skoro strona polska przyjęła konwencję chicagowską, to komisją właściwą do
zbadania katastrofy byłby MAK…
– Tu chciałbym zaznaczyć, że w obliczu katastrofy, niezależnie od zastosowania
aneksu 13, polski rząd ma obowiązek powołać komisję do zbadania jej okoliczności
i przyczyn, to zakłada polskie prawo. Jednak trzeba też pamiętać, że obie
komisje – i ta rosyjska, i ta polska, działają niezależnie, w innym reżimie
prawnym. Komisja MAK działała na podstawie półformalnego porozumienia obu stron
– polskiej i rosyjskiej, które to porozumienie mogło dojść do skutku chociażby
przez sam fakt, że strony przystąpiły do jego realizacji.
To dopuszcza prawo międzynarodowe: jeśli strony nie mówią nawet, że jest to
porozumienie, ale postępują zgodnie, przyjąwszy określoną zasadę postępowania,
to może to być uznane za porozumienie. To mogło mieć miejsce – jak rozumiem – w
przypadku zastosowania aneksu 13 konwencji z Chicago. Według tego aneksu
działała komisja Anodiny, nasza komisja działa w innym reżimie prawnym, na
podstawie polskiego prawa lotniczego.
Aneksu 13, który MAK złamał…
– Tak się składa, że ten raport rosyjskiej komisji miał być zgodny z aneksem 13,
a nie jest. Pytaniem pozostaje, czy teraz nasz rząd będzie zabiegał o to, by
Rosjanie uzupełnili dokument MAK.
W jaki sposób?
– Są różne sposoby. Możliwe jest np. uzupełnienie raportu przez to, że rząd
rosyjski to nakaże MAK. Tak samo rząd Federacji Rosyjskiej może nam dostarczyć
pewne dane, ale nie poprzez MAK. To jednak działoby się poza przepisami
konwencji chicagowskiej. Jedno jest pewne: MAK wyznaczony przez rząd rosyjski
nie wykonał rzetelnie zobowiązań wynikających z aneksu 13, więc my mamy prawo
ten raport kwestionować. Możemy mieć pretensje do rządu rosyjskiego, gdyby nie
zrobił czegoś w kierunku, aby te braki uzupełnić.
Czy zależy to tylko od dobrej woli Władmira Putina, czy też obowiązują go w
tym zakresie przepisy prawa międzynarodowego?
– We wszystkich krajach cywilizowanych obowiązuje pewna kluczowa zasada prawa
międzynarodowego "pacta sunt servanda": umów należy przestrzegać. Jeśli więc po
stronie rosyjskiej agencja wyznaczona przez rząd rosyjski nie wypełniła
zobowiązań wynikających z porozumienia o zastosowaniu aneksu 13, to mamy prawo
oczekiwać, że strona rosyjska zechce wywiązać się z tego, z czego nie wywiązał
się MAK i uzupełnić to, czego w raporcie brakuje i na co polska komisja zwróciła
wagę. Jeżeli rząd rosyjski tego nie zrobi, będzie to niezgodne z zasadami prawa
międzynarodowego.
Czy możliwe są wspólna polsko-rosyjska deklaracja lub raport rządowy?
Minister Miller zakłada, że jest to możliwe: "Może będzie tak, że mamy raport
MAK na 12 stycznia. I raport polski na dzień taki i taki. Może doczekamy się
raportu wspólnego na dzień kolejny. (…) 12 stycznia nie zamknięto dyskusji o
wypadku lotniczym w MAK ani w Rosji".
– Rozumiem wypowiedź ministra Millera jako dopuszczającą różne możliwości
uzupełnienia braków raportu MAK. Z punktu widzenia prawa może to być także
wspólne oświadczenie lub dopuszczenie do dodatkowych badań polskich ekspertów
lotniczych na terenie Rosji. Może to być także uzupełnienie raportu MAK poprzez
przesłuchania prokuratorskie.
Czy ten uzupełniony dokument może być publikowany w nowej wersji na stronach
Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO)?
– Wydaje się to możliwe.
Minister Miller nie kryje, że współpraca z MAK nie przebiegała zbyt gładko i
że Rosjanie nie byli szczęśliwi, gdy ujawniliśmy zapis czarnych skrzynek…
– Z punktu widzenia prawa bez zgody strony rosyjskiej publikacja części
materiałów dowodowych była niedopuszczalna. Ale nie sądzę, że tej sprawy nikt z
rządu polskiego z Rosjanami nie konsultował. Co do tego nie chciałbym się jednak
wypowiadać. Z drugiej strony, nasz przedstawiciel przy MAK też nie otrzymał
wielu materiałów, mimo że o nie wnioskował. To są wszystko dodatkowe punkty na
liście uchybień ze strony MAK. Należy też wziąć pod uwagę, że cechą ekspertów
rosyjskich jest to, że w żaden sposób nie chcieliby rzucać cienia podejrzeń na
swoich ludzi.
Miller mówi o nieznajomości języka rosyjskiego przez nawigatora kpt. Artura
Ziętka. A w uwagach do raportu MAK, firmowanych jego nazwiskiem, czytamy: "brak
podstaw do wyciągnięcia wniosków co do znajomości języka rosyjskiego przez
członków załogi". To schizofreniczne.
– Nie potrafię tego komentować. Prawdopodobnie Rosjanie to stwierdzili, nie
dokumentując tej kwestii.
Pierwsze spotkanie ministra Millera z Anodiną zakończyło się prezentacją
animacji ostatnich sekund lotu. Odbyło się to, jeszcze zanim MAK opublikował
swoje tezy. Czy rosyjska komisja miała prawo tak postąpić? I co wtedy powinni
zrobić polska komisja i rząd?
– MAK nie miał prawa zakończyć treści raportu przed próbą jej uzgodnienia ze
stroną polską. Po otrzymaniu polskich uwag eksperci MAK powinni się z nimi
zapoznać, prawdopodobnie to zrobili (a może nie do końca) i podjąć próbę
uzgodnienia z drugą stroną tego, co się da. Tego nie zrobili, czym złamali aneks
13. W trakcie badania możliwa jest prezentacja drugiej stronie wyników
cząstkowych. Ostatecznym aktem jest przedstawienie raportu.
Czy przewodniczący komisji może sygnować raport bez definitywnego ustalenia
wszystkich przyczyn i okoliczności katastrofy? Bez ostatecznego rozeznania,
dlaczego załoga zeszła poniżej poziomu 100 metrów?
– O tym, że załoga zeszła poniżej wysokości 100 m, mogły zadecydować różne
okoliczności. Pytanie tylko, dlaczego to zrobili. Prawdopodobnie jednak nasza
komisja będzie to w stanie wyjaśnić.
Jednak już wiadomo, że piloci byli błędnie naprowadzani przez wieżę.
– Tak, możemy to stwierdzić już na podstawie tych materiałów, którymi
dysponujemy.
Ustalenie wszystkich przyczyn i okoliczności nie będzie jednak łatwe, skoro
nie mamy pełnej dokumentacji lotniska.
– Sądzę, że ustalenia te będą możliwe na podstawie tej dokumentacji, która jest
obecnie w posiadaniu komisji. Jakkolwiek może nie być do końca wyjaśnione, jaka
np. była rozmowa między kontrolerem a generałem z Moskwy.
Wróćmy do wcześniejszego pytania. Czy przewodniczący komisji może podpisać
raport bez rozeznania wszystkich okoliczności wypadku?
– Może to zrobić. Jeśli jakichś danych brakuje i nie ma możliwości ich
uzupełnienia, to komisja będzie musiała poprzestać na tym, co ma. Do kompletu
naszych badań jest potrzebne dodatkowe wyjaśnienie szeregu działań, jakie miały
miejsce po stronie rosyjskiej, czyli po stronie infrastruktury lotniska i po
stronie kontrolerów ruchu. Nawet jeśli Rosjanie by tych materiałów nie
uzupełnili, to do stwierdzenia, że były nieprawidłowości i niejasności ze strony
lotniska i ruchu lotniczego, wystarczy to, czym dysponuje nasza komisja. I to
może być stwierdzone w raporcie.
"Jeżeli naprawdę chcemy usunąć przyczyny wypadku, to nas nie interesuje, kto
stoi za tymi przyczynami" – mówił Jerzy Miller.
– Chodzi o to, że komisja nie bada winy i odpowiedzialności osób. Ma tylko
ustalić okoliczności i przyczyny wypadku lotniczego.
Jak Pan ocenia ujawnienie w raporcie MAK nazwiska generała Andrzeja Błasika w
konwencji, że był pod wpływem alkoholu?
– Tak się nie postępuje. Aneks 13 zakłada, że nie ujawnia się nazwisk, tylko
funkcje.
Prace komisji są na etapie formułowania załączników i dopiero po ich
skompletowaniu komisja rozpocznie redagowanie raportu końcowego. Czy Pan jako
członek tej komisji może powiedzieć coś więcej na ten temat?
– Nie mogę się tu wypowiadać szczegółowo. Do końcowych wniosków dochodzi się
dopiero po zakończeniu badań w poszczególnych sektorach. Dopiero po zakończeniu
tych wszystkich badań będzie można ustalić jakiś ciąg przyczyn katastrofy i
złożyć rekomendacje na przyszłość, by uniknąć tego typu wypadków.
Kiedy raport będzie gotowy?
– Tego nie wiem. Wiem, że życzeniem rządu było to, by był to koniec lutego. Moim
zdaniem, praca komisji powinna trwać tak długo, aż zakończy ona wszystkie swoje
badania. Nie można jej popędzać.
Czy po ogłoszeniu raportu polska komisja zostanie rozwiązana?
– Komisja istnieje, być może zmieni się tylko jej skład. Tak jak minister Miller
powiedział, że raport MAK może być uzupełniony, tak też prawdopodobnie będzie z
naszą komisją. Po sporządzeniu swego raportu, kiedy być może wyjdą jakieś nowe
okoliczności tej katastrofy, badania komisji mogą zostać uzupełnione.
Opublikowanie raportu nie kończy dyskusji nad okolicznościami i przyczynami
katastrofy.
– Nie, tak samo jak może być wznowione badanie przeprowadzane w trybie
załącznika 13 konwencji chicagowskiej, jeśli wyjdą jakieś nowe okoliczności tego
wypadku.
Czy przewiduje to konwencja z 1944 roku?
– To jest jeszcze jedna z możliwości, które można realizować. Byłoby to zgodne z
aneksem 13. Jeżeli kwestionujemy rzetelność i ważność rosyjskiego raportu, to on
nas nie wiąże. Dla nas będą istotne ustalenia naszego raportu. Chyba że MAK lub
rosyjski rząd uzupełnią rosyjski raport. Wtedy będziemy musieli go w pełni
honorować.
A jeśli tego nie zrobią, to musimy uwzględniać dokument MAK?
– Moim zdaniem, nie. Polski rząd nie może być związany ustaleniami i wnioskami
dokumentu sporządzonego przez MAK z naruszeniem aneksu 13.
Ale przecież nasz raport nie będzie miał statusu międzynarodowego. Co więc to
zmieni? Raport MAK już jest, będzie opublikowany przez ICAO, w świat pójdą
główne jego tezy.
– Wydźwięk na arenie międzynarodowej na pewno zmieni to, jeśli oficjalnie
zakwestionujemy raport MAK.
Jak ICAO może się zachować w przypadku zastosowania któregoś z aneksów do
sytuacji, które nie są objęte konwencją?
– Według artykułu 84 konwencji można żądać, żeby ICAO wypowiedziała się co do
kwestii spornych dotyczących interpretacji aneksu. ICAO może też dokonać oceny
kwalifikacji MAK jako instytucji powoływanej do badania wypadków lotniczych.
Dziękuję za rozmowę.
