Radio Maryja gwarantem polskiej demokracji

Demokracja współczesna, którą należy – jak pisze Jan Paweł II – rozumieć
nie tylko jako formę ustroju społecznego, ale także jako pewną postawę umysłową
i obyczajową, odpowiada "rozumnej i społecznej naturze człowieka, a w
konsekwencji wymogom sprawiedliwości społecznej. Trudno bowiem nie przyjąć, że
jeżeli społeczeństwo składa się z ludzi, a człowiek jest istotą społeczną, to
jest konieczne dopuszczenie każdego do uczestnictwa choćby pośredniego – we
władzy" (Pamięć i tożsamość, s. 134). Często jednak to, co miało być lekarstwem
na "bolączki" czasów, zamiast uzdrawiać życie społeczne ludzi, przynosi chorobę.
Najczęstszym źródłem tej choroby jest brak poszanowania podstawowych norm
etycznych, którymi winna rządzić się zdrowa demokracja.

Znakiem choroby polskiej demokracji jest to, że wskutek nadużycia wolności przez
różne grupy społeczne, a także instytucje państwowe, dochodzi do paradoksów, a
nawet wynaturzeń, przed którymi ostrzegali już starożytni. Widzimy na co dzień,
jak w "wirze walki o demokrację" pozbawia się praw innych ludzi, a także całe
grupy społeczne. W imię walki o prawa człowieka pozbawia się prawa do życia
nienarodzone dzieci czy nieuleczalnie chorych. W imię wolności i swobód
obywatelskich jednych grup, np. homoseksualnych czy proaborcyjnych, pozbawia się
prawa do wolności i swobód obywatelskich tych, którzy myślą i mówią inaczej. Nic
więc dziwnego, że w imię tak rozumianej walki o demokrację chce się pozbawić
praw słuchaczy Radia Maryja i jego dyrektora o. dr. Tadeusza Rydzyka do
wyrażania własnych poglądów i społecznego komunikowania się. W imię walki o
tolerancję nie toleruje się Radia Maryja, jego dyrektora i słuchaczy itd.
Trwający od wielu lat bezpardonowy atak na toruńską rozgłośnię odsłania chorobę
polskiej demokracji.

Od paradoksów demokracji do totalitaryzmu
Czy nie należy uznać za objaw chorobowy faktu, że oprawcy komunistyczni mają
większe prawa niż ich ofiary, że ci, którzy system komunistyczny wprowadzali i
utrwalali, dziś chcą wykluczać tych, którzy w tym systemie cierpieli? Czy nie
jest chorobą polskiej demokracji możliwość swobodnego zakładania antykatolickich
gazet i bezkarnego poniżania w nich osób wierzących, przy jednoczesnym
utrudnianiu działania mediom katolickim, a nawet ich prześladowaniu? Czy nasza
demokracja nie jest chora, skoro promowane mogą być w niej homoseksualizm,
aborcja, eutanazja, a ośmieszana rodzina, wartość życia, małżeństwo itd.? Na te
paradoksy polskiej demokracji, które zaczynają w naszej Ojczyźnie przybierać
coraz to szersze i ostrzejsze formy, wskazał w homilii na Jasnej Górze ks. abp
Lwowa Mieczysław Mokrzycki, podczas XIX Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja. Mówił,
że "jeśli radio, telewizja albo jakieś inne medium umożliwia obywatelowi
włączenie się do życia społecznego, to pełni ono funkcję demokratyczną i
polityczną zarazem. Nie brać zaś udziału w polityce, to znaczy: nie żyć. Bo
każda wypowiedź publiczna ma wymiar polityczny. Jeśli zaś system albo grupa
ludzi chce uniemożliwić innym swobodne wypowiadanie tego, co uznają za ważne dla
swojego życia i pożyteczne dla życia publicznego, to taką postawę nazywamy
totalitaryzmem".
Przejawem tendencji totalitarystycznych jest próba podporządkowania sposobu
myślenia, mówienia, wartościowania obywateli, a co za tym idzie, ich działania
zideologizowanej demokracji propagowanej przez upartyjnione ośrodki władzy i
media.

Odrzucenie prawdy i dobra zamachem na demokrację
Skąd to wszystko wyrasta? Odpowiedź jest jedna – z odrzucenia istnienia
niezmiennej prawdy i dobra. Demokracja bez wartości – wskazywał Jan Paweł II –
prędzej czy później musi przerodzić się w totalitaryzm. Ów totalitaryzm może
występować na różnych płaszczyznach życia społecznego. Może to być totalitaryzm
polityczny, zgodnie z którym obywatele pozbawieni zostają praw i swobód
obywatelskich. Jednak w istocie, demokracji zagraża totalitaryzm relatywizmu
prawdy i dobra. Hasło rzucone kiedyś przez Fryderyka Nietzschego, by
"przewartościować wszystkie wartości" – stało się dziś dla wielu środowisk
zasadą demokratyzacji polskiego życia społeczno-politycznego.
Ośmieszanie tych, którzy szukają i domagają się prawdy, głoszenie, że prawda
zagraża demokracji oraz wolności i jest przejawem fundamentalizmu – to stałe
elementy narracji, jaka kierowana jest do polskiego społeczeństwa przez środki
masowego przekazu i różnego rodzaju czasopisma oraz dzienniki. Tymczasem dostęp
do prawdy jest podstawą zdrowej demokracji. Tam, gdzie człowiekowi utrudniania
się dostęp do prawdy i dobra wspólnego, dokonuje się zamach na demokrację i
zaczyna wyłaniać się "duch" totalitaryzmu. Dziś rodzi się nowe zadanie Radia
Maryja: dociekać prawdy i komunikować ją słuchaczom, by nie dopuścić do
zwyrodnienia demokracji.
Drugim wyznacznikiem zdrowej demokracji jest szacunek dla dobra, a zwłaszcza
dobra osoby i dobra wspólnego. Także w tej dziedzinie dokonuje się dewastacja
demokracji, która przejawia się w jego relatywizacji i subiektywizacji. "Nie ma
obiektywnego dobra" – głoszą współcześni zwolennicy relatywizmu. Jest nim to, co
ja uważam za dobre i co jest dobrem dla mnie. Z tej racji wszystko jest
dobrem-środkiem, które należy używać, by realizować właściwe cele. Tymczasem
wśród dóbr, które nas otaczają, oprócz dóbr-środków są także dobra-cele. A więc
takie dobra, którym winniśmy podporządkować nasze działanie. Takim zaś
dobrem-celem w społeczeństwach jest tylko człowiek. Ludzka osoba jest
dobrem-celem. To dla dobra osoby istnieją: rodzina, Kościół, państwo, ustrój
społeczny, instytucje państwowe, nauka i technika. Żadna rzecz nie ma większej
wartości niż człowiek. Obrona zatem nienaruszalności życia ludzkiego, jego
godności i świętości, rodziny jako pierwszej naturalnej społeczności – jest
obroną demokracji.

Strzec prawości sumień – to strzec etosu demokracji
Tym, co niszczy prawdziwą demokrację, jest narzucany różnymi środkami relatywizm
prawdy i dobra, głoszony często jako naczelna zasada demokracji. Z kolei
relatywizm prawdy i dobra dokonuje destrukcji ludzkich sumień, które powinny być
miarą wielkości oraz godności człowieka. Jeśli owa miara zostanie pomniejszona,
ba, zniszczona, pomniejszeniu i zniszczeniu w swej godności i świętości ulegnie
sam człowiek. Demokracja, która miała zagwarantować dostęp do pełnego rozwoju
ludzkiej osoby, przez destrukcję ludzkich sumień przyczynia się do jej
deformacji.
Dyktat relatywizmu prawdy i dobra skutkuje powstawaniem cmentarzysk ludzkich
sumień. Zwrócił na to uwagę Jan Paweł II w encyklice "Veritatis splendor",
zauważając, że rozpowszechniana jest w społecznościach ludzkich, zwłaszcza
katolickich, opinia, która podaje w wątpliwość istnienie wewnętrznego i
nierozerwalnego związku pomiędzy sumieniem a prawdą o dobru. "Sumieniu
indywidualnemu przyznaje się prerogatywy najwyższej instancji osądu moralnego,
która kategorycznie i nieomylnie decyduje o tym, co jest dobre, a co złe. Do
tezy o obowiązku kierowania się własnym sumieniem niesłusznie dodano tezę, wedle
której osąd moralny jest prawdziwy na mocy samego faktu, że pochodzi z sumienia.
Wskutek tego zanikł jednak nieodzowny wymóg prawdy, ustępując miejsca kryterium
szczerości, autentyczności, "zgody z samym sobą", co doprowadziło do skrajnie
subiektywistycznej interpretacji osądu moralnego. […] Zanik idei uniwersalnej
prawdy o dobru, dostępnym poznawczo dla ludzkiego rozumu, w nieunikniony sposób
doprowadził także do zmiany koncepcji sumienia: nie jest już ono postrzegane w
swojej rzeczywistości pierwotnej, czyli jako akt rozumowego poznania dokonywany
przez osobę, która w określonej sytuacji ma zastosować wiedzę uniwersalną o
dobru i tym samym wyrazić swój sąd o tym, jaki sposób postępowania należy uznać
tu i teraz za słuszny. Powstała tendencja, by przyznać sumieniu jednostki
wyłączny przywilej autonomicznego określania kryteriów dobra i zła oraz zgodnego
z tym działania. Wizja ta łączy się z etyką indywidualistyczną, według której
każdy człowiek staje wobec własnej prawdy, różnej od prawdy innych. Posunięty do
skrajnych konsekwencji indywidualizm prowadzi do zaprzeczania samej idei natury
ludzkiej" (nr 32).
Dziś trzeba budzić świadomość zagrożeń, które wkradają się do życia
demokratycznego naszej Ojczyzny, co właśnie robi Radio Maryja. Wszystko to
bowiem, co uderza w dobro wspólne, nienaruszalność życia, prawo do prawdy i
wolności, godność i prawość sumień ludzkich, uderza także w demokrację. Tylko
prawda o dobru chroni ją przed popadnięciem w totalitaryzm relatywizmu, a co za
tym idzie, przed destrukcją samej demokracji. Radio Maryja staje się zatem
jedyną obroną i gwarantem polskiej demokracji.
 

Ks. prof. Andrzej Maryniarczyk SDB

 


Autor jest filozofem, kierownikiem Katedry Metafizyki i Zakładu Metafizyki
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, redaktorem naczelnym
Powszechnej Encyklopedii Filozofii, prezesem Polskiego Towarzystwa Tomasza z
Akwinu.

drukuj