Przyjął śmierć z podniesionym czołem

Z Franciszkiem Batorym, bratem Józefa Batorego, który wraz z sześcioma
innymi członkami IV Zarządu Głównego Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" 1 marca
1951 r. został zamordowany w mokotowskim więzieniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak wspomina Pan proces brata?
– Na własne oczy widziałem ten od początku do końca wyreżyserowany proces
zgotowany IV Zarządowi Głównemu Zrzeszenia WiN, którego finałem była okrutna
zbrodnia. Jako 21-letni młodzieniec, student umiałem rozróżnić, co jest prawdą,
a co jest kłamstwem, podobnie zresztą jak inni członkowie rodzin oskarżonych.
Kiedy przysłuchiwałem się temu wszystkiemu, to w głowie mi się nie mieściło, że
takie sytuacje, że taka manipulacja i kłamstwo mogą mieć miejsce sześć lat po
wojnie, w kraju niby wolnym. Oskarżonym odmówiono prawa do godności i własnej
obrony. Szczególnie napastliwy był prok. ppłk Jerzy Tramer. Żądał on od sądu
odebrania głosu oskarżonym, jeżeli tylko chcieli przedstawić w swoich zeznaniach
coś innego niż to, co z góry zostało założone i wymuszone potwornymi torturami
podczas śledztwa. Wobec żądań prokuratorskich niezwykle posłuszny był
przewodniczący składu sędziowskiego płk Aleksander Warecki, który już wcześniej
we Wrocławiu dał się poznać jako wydający wyroki śmierci na polskich patriotów.

Proces to były trzy lata nierównej walki o prawdę, niestety, walki na pozór
przegranej…

– W efekcie śledztwa i procesu prowadzonego w potwornych warunkach od listopada
1947 r. do października 1950 r., na podstawie fabrykowanych na użytek
postępowania materiałów sąd wydał wyrok śmierci na siedmiu członków IV Zarządu
Głównego WiN: Łukasza Cieplińskiego, Józefa Batorego, Franciszka Błażeja, Karola
Chmiela, Mieczysława Kawalca, Adama Lazarowicza i Józefa Rzepkę. Ludzi, którzy
byli solą tej ziemi i synami polskiego Narodu, którym obca była nienawiść,
nazwano zdrajcami Ojczyzny, oskarżono o nigdy niepopełnione skrytobójcze mordy i
napady. Szczytem hipokryzji, nienawiści i głupoty wspomnianego prokuratora i
składu sędziowskiego było pomówienie tych wspaniałych oficerów, gorących
patriotów polskich okresu okupacji o współpracę z hitlerowskim okupantem.

Mord sądowy poprzedziły lata ciężkiego więzienia…
– Zanim zapadł ten haniebny wyrok i zanim został wykonany, żołnierze WiN
przeszli prawdziwą drogę krzyżową. Doznali cierpień fizycznych i moralnych, a
przy tym byli przedmiotem wyrafinowanych tortur, fałszywych oskarżeń i
bestialstwa graniczącego z odczłowieczeniem i poniżeniem ludzkiej godności.
Zdyskredytowani przed światem, ale godni miana patriotów nie zdradzili tajemnic
konspiracyjnej działalności, z podniesionym czołem przyjęli śmierć, składając
ofiarę Ojczyźnie, której wiernie służyli do końca. Gdybym nie uczestniczył w
procesie i gdybym sam nie doświadczył bezmiaru niesprawiedliwości, kłamstwa i
obłudy, nigdy nie uwierzyłbym, że takie rzeczy mogą się wydarzyć. Może to jest
niezrozumiałe zwłaszcza dla ludzi młodych, ale tak rzeczywiście było, że sąd,
który miał stać na straży praworządności, niszczył jej wszelkie przejawy. Teraz,
kiedy pamięć o historii prawdziwej na nowo odżywa, kiedy po raz pierwszy
obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych", czas najwyższy na
odbudowę i kształtowanie na prawdzie historycznej tożsamości narodowej.
Przekazywanie i pielęgnowanie pamięci o swoim Narodzie to szczególne zadanie nie
tylko rodziców, ale także nauczycieli i wychowawców. Tylko wówczas ofiary
komunistycznych zbrodni, przed laty skazane na zapomnienie i mieszane z błotem,
znajdą godne miejsce w naszej pamięci.

Dlaczego, Pana zdaniem, tak długo trzeba było czekać, aż czyny i ofiara
bohaterów WiN znajdą uznanie państwa polskiego?

– Władze PRL były zainteresowane wyłącznie zacieraniem śladów postaw
patriotycznych i fałszowaniem historii, a nie eksponowaniem pamięci tych, którzy
walczyli o niepodległy byt Polski. Potem też nie było odpowiedniego klimatu.
Dobrze jednak, że po wielu latach niegdyś zapomniani, odarci z wszelkiej czci i
godności i na śmierć zakatowani działacze Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN,
którzy w pokojowy sposób chcieli ratować suwerenność Ojczyzny po II wojnie
światowej, teraz powracają w chwale do panteonu narodowej pamięci. Czas
najwyższy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj