Przyjąć Boga, który jest Miłością
Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, biblistą z Uniwersytetu Kardynała
Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, rozmawia Bogusław Rąpała
Co wydarzyło się ponad 2000 lat temu w Betlejem?
– To, co się wtedy wydarzyło w Betlejem, ma decydujące znaczenie dla całej
ludzkości i każdego człowieka z osobna, nawet jeżeli liczba wyznawców Chrystusa
wciąż nie dorównuje liczbie mieszkańców Ziemi. Znaczenie tego niezwykłego
wydarzenia nie zmieniło się ani trochę w ciągu dziejów i można je najkrócej
streścić tak: Bóg w osobie Jezusa z Nazaretu, urodzonego przez Maryję w
Betlejem, wszedł w ludzką historię i stał się człowiekiem. Od najdawniejszej
starożytności ludzie chcieli dorównać bogom i podejmowali rozmaite wysiłki, by
tak się stało. W Betlejem te kategorie zostały zupełnie odwrócone: Bóg
przychodzi na świat jako człowiek, dokonuje się więc Jego przedziwne zstąpienie,
którego potwierdzenie i owoc stanowi ludzka natura Jezusa.
Ludzie od zawsze byli przekonani, że Bóg istnieje.
– Prawdziwy ateizm jest zjawiskiem stosunkowo rzadkim także dlatego, że wymaga
równie wielkiej odwagi jak wiara, a stawia człowieka przed przepaścią bez
wyjścia. Wiara wymaga rozumu i się nim posługuje, dając ponadto pole dla emocji
i wyobraźni. Stąd wynika wielość oraz rozmaitość religii, w których wyczuwano i
przedstawiano mniej albo bardziej prawdziwy obraz Boga. Istniało jednak coś
więcej, a mianowicie tęsknota za tym, aby Bóg był blisko, czyli aby był obecny w
dziejach świata i w losach ludzi. Tę nadzieję, która wraz z wybraniem Izraela
przerodziła się w pewność, podtrzymywali i rozwijali wielcy biblijni bohaterowie
wiary, zwłaszcza prorocy. Nazywano Boga Ojcem Izraela, którego wybrał sobie
spośród innych ludów i narodów, oraz Ojcem całej ludzkości, którą stworzył i
powierzył jej potencjał przekazywania daru życia. Na rozmaite sposoby
wyczekiwano szczególnej interwencji Boga, co znalazło wyraz w nadziejach
mesjańskich biblijnego Izraela. Ale to, co się wydarzyło w Betlejem, a dziewięć
miesięcy wcześniej w Nazarecie, wychodzi poza ramy wszelkich ludzkich wyobrażeń
o Bogu oraz Jego relacji wobec człowieka i świata.
Na czym polega ta zasadnicza nowość Bożego działania?
– Bóg nie tylko ukazał nam swoje oblicze, nie tylko odpowiedział na wielkie
wołanie ludzkości, by potwierdzić nam swoje istnienie i obecność, ale stał się
jednym z nas. Doniosłość i waga tajemnicy Betlejem polegają na tym, że o ile
przez akt stworzenia jesteśmy dziećmi Bożymi, o tyle przez wcielenie Syna Bożego
staliśmy się braćmi Jezusa Chrystusa, a więc w pewien sposób braćmi samego Boga.
To niezwykle piękna i wzniosła perspektywa, która pozwala nam lepiej zrozumieć,
kim naprawdę jest człowiek i skuteczniej uszanować jego wielkość i godność.
Ludzie zawsze wyobrażali sobie Boga w Jego majestacie i chwale. Zarówno w
religiach pogańskich, jak i w religii biblijnego Izraela oddawaniu czci Bogu
towarzyszyły wystawność i splendor. Tymczasem Syn Boży przyszedł na świat jako
najbiedniejszy z biednych. W taki sposób znalazła wyraz pokora Boga i Jego
bezgraniczna solidarność z każdym człowiekiem. Wobec ubóstwa Betlejem nikt nie
może się czuć pominięty, niezauważony, zepchnięty na margines albo niepotrzebny.
W Jezusie najlepiej widać również to, co w życiu naprawdę najważniejsze. Jezus i
Jego Rodzice nie mieli prawie nic z rzeczy materialnych, ale Maryja i Józef
ofiarowali Dziecięciu wszystko, czego potrzebowało, to jest miłość.
Nie wszyscy jednak radośnie witali Mesjasza…
– Od samego początku temu, co wydarzyło się w Betlejem, towarzyszyła niewiara i
sprzeciwy. Kiedy Jezus przychodził na świat, w sąsiedniej Jerozolimie rosło już
drzewo na Jego krzyż. Ten krzyż był wpisany w całe Jego życie. Wraz z
narodzinami w Betlejem stał się On znakiem sprzeciwu i również w tym względzie
widać trwałą aktualność betlejemskiej nocy. Nie było dla nich miejsca w
gospodzie, ale gdy się znalazło, Święta Rodzina doświadczyła znacznie
poważniejszych zagrożeń. Przyszły ze strony ówczesnych władz, których
przedstawicielem był król Herod. Ewangelista Mateusz napisał, że "nastawał na
życie Dziecięcia, aby je zgładzić". Również dzisiaj nie jest tak, że Bóg ma w
świecie samych przyjaciół. Wprawdzie nie brakuje ludzi, którzy Go wyznają i są
Mu wierni, ale nie brakuje również innych, którzy albo nie wierzą w Boga, albo
się Bogu i Jego obecności w świecie mniej czy bardziej otwarcie sprzeciwiają.
Jeżeli chodzi o przyczyny niewiary, wynikają one przede wszystkim stąd, że
niektórzy ludzie nie dopuszczają do siebie możliwości, iż Bóg mógł tak głęboko
wejść w dzieje świata, że dla nas i naszego zbawienia stał się człowiekiem.
Odrzucają zatem możliwość, że Bóg stał się tak bardzo ludzki. Pod tym względem
Boże Narodzenie wciąż pozostaje ogromnym wyzwaniem, którego sedno polega na tym,
by przyjąć Boga nie takim, jakim Go sobie wyobrażamy, ale takim, jakim On jest
naprawdę, czyli z Jego bezgraniczną miłością do człowieka.
Dlaczego Pan Jezus przyszedł na świat właśnie w tamtym momencie historycznym?
– Zapewne nigdy nie będziemy znali pełnej odpowiedzi na to pytanie. Gdyby się
narodził gdzie indziej i w innym czasie, także byśmy je zadawali. Jesteśmy więc
zdani na zgadywanie, ale mamy pewne cenne drogowskazy. Właśnie wtedy życie
Izraela jako ludu Bożego wybrania zatoczyło wielkie koło. Z jednej strony
istniały wytężone i silne oczekiwania oraz nadzieje mesjańskie. Przybierały one
różne kształty, co sprawiało, że religia biblijnego Izraela i jego pobożność
były wielopostaciowe i wielokierunkowe. Dotyczy to Palestyny oraz coraz bardziej
wówczas prężnej i coraz bardziej wpływowej diaspory żydowskiej. Odnosi się
wrażenie, że wołanie o wyraźne znaki Bożej obecności w świecie było pod koniec
czasów Starego Testamentu bardziej natarczywe niż kiedykolwiek przedtem. Z
drugiej strony Bóg, będąc Panem historii znającym wszystkie wymiary czasu, a
więc nie tylko przeszłość i teraźniejszość, lecz i przyszłość, wpisał życie Syna
w tamten czas dlatego, że niedługo po Jego śmierci ustało sprawowanie kultu w
świątyni jerozolimskiej, a więc ustało także składanie ofiar. Nie jest zapewne
przypadkiem, że około 40 lat przed zburzeniem świątyni i całkowitym zanikiem
starotestamentowych obrzędów ofiarnych Jezus na Kalwarii własną krwią sprawił,
że ofiary Starego Testamentu stały się niepotrzebne. W tej zbieżności możemy
dopatrywać się wskazówek do właściwego zrozumienia, dlaczego Bóg wybrał tamten,
a nie inny czas. Spełnienie obietnic mesjańskich oznaczało nastanie "pełni
czasu", to jest definitywną obecność Boga w świecie. Potwierdzeniem tej
świadomości ze strony człowieka jest m.in. rachuba czasu i kalendarz z
określeniami "przed Chrystusem" i "po Chrystusie". Rzeczywiście, dzieje świata
zostały jakby przełamane na dwie połowy. Pierwszą stanowiło żmudne i cierpliwe
oczekiwanie, a drugą spełnienie się obietnic Bożych.
Wielu katolików zastanawia się, jak przyjęlibyśmy Jezusa, gdyby narodził się
we współczesnym świecie.
– Dla Boga nie ma nic niemożliwego. Gdyby Jezus dzisiaj przyszedł na świat,
mielibyśmy do czynienia z tymi samymi paradoksami co wtedy, tyle tylko, że
bylibyśmy informowani o niezwykłym wydarzeniu w nowoczesnej oprawie medialnej.
Zapewne byłoby tak, że wiele stacji telewizyjnych urządziłoby transmisję, abyśmy
mogli obejrzeć to, co uznano za ważne i modne. Na pewno wielu ludzi wykazałoby
zainteresowanie podawanymi informacjami, otwierając się na działanie Boga. Nie
zabrakłoby współczesnych "pasterzy" i "mędrców", jak ci trzej ze Wschodu, którzy
odpowiedzieliby z wiarą i entuzjazmem, ofiarując Nowonarodzonemu to, co
najlepsze i najcenniejsze, czyli swoją miłość.
Nie zabrakłoby z pewnością również kontestujących to doniosłe wydarzenie.
– Z drugiej strony natychmiast pojawiliby się komentatorzy, specjaliści i
politycy, a każdy z nich przedstawiałby inny punkt widzenia na temat narodzin
Mesjasza. Jeden uznałby, że to niemożliwe, drugi, że nie ma większego znaczenia,
a trzeci, że być może ma jakieś znaczenie, ale nie teraz i nie dla nas.
Uczestnictwo w dyskusji na ten temat uznaliby za dobrą okazję do promowania
własnej osoby. Dyskusja byłaby przerywana reklamami, a prowadzący spointowałby
ją stwierdzeniem, że "do tematu jeszcze będziemy wracać". Z całą pewnością
mielibyśmy zatem do czynienia z taką samą niewiarą i takimi samymi oporami i
sprzeciwem, które doszły do głosu wówczas, gdy Herod zadrżał na wieść o tym, że
narodził się "król żydowski". Także dzisiaj niejeden "Herod" miałby poważne
obawy, iż Nowonarodzony, o którym tyle się mówi, może zagrozić jego władzy, a w
każdym razie chwilowo lepiej wypada w rankingach i sondażach opinii publicznej.
Mijają wieki, a gotowość ludzi na przyjęcie Nowonarodzonego się nie
zmienia…
– Ludzkość jest więc przygotowana, a zarazem nieprzygotowana na przyjęcie Jezusa
Chrystusa tak samo, jak była przygotowana i nieprzygotowana ponad dwa tysiące
lat temu. Najważniejsze pytanie dotyczy tego, po której stronie ja bym się
znalazł, a także moje otoczenie i ci, których znam. Okazałoby się, że wiele
dokonanych wyborów by nas zaskoczyło, bo granica między dobrem i złem nie
przebiega między ludźmi, lecz w sercu każdego człowieka.
Dlaczego ludziom tak ciężko jest przyjąć i zrozumieć istotę Bożego
Narodzenia? Wszyscy przecież pragniemy dobra, miłości, ciepła.
– To pragnienie jest w nas wpisane. Ale wielu nie wierzy, że prawdziwa miłość,
dobro i ciepło są możliwe, ponieważ ich nie doświadcza bądź nie odwzajemnia.
Warto być dobrym, bo dobro samo w sobie jest wartością, która stanowi nagrodę;
warto kochać, bo miłość sama w sobie jest wartością, której nic nie zastąpi. Kto
nie zna tych wartości ani ich nie ceni, na ogół nie potrafi otworzyć się na
Boga.
W nasze pełne trosk i niedoskonałości życie wkracza sam Bóg. Na czym polega
właściwe przeżywanie świąt Bożego Narodzenia?
– Na tym, żeby w swojej rodzinie, miejscu pracy i wszędzie tam, gdzie jesteśmy,
wytworzyć taki klimat i taką duchową atmosferę, w której pojawią się i rozwiną
wartości będące podstawą dobrego i głębokiego przeżywania tego, co stanowi
prawdziwą i radosną treść świąt Bożego Narodzenia. Stając się człowiekiem, Bóg
"zstąpił" do nas, abyśmy "wstąpili" do Niego, czyli dojrzewali do życia
wiecznego w Jego obecności. Im więcej innym będziemy okazywać miłości,
lojalności i wierności, tym bardziej będą oni w stanie przyjąć Boga, który jest
Miłością. A jeżeli człowiek raz Go doświadczy, będzie to miało ogromny wpływ na
całe życie. Dokonaliśmy ogromnych postępów w zakresie techniki, technologii i
wynalazków, które ułatwiają nam życie, ale uczyniliśmy bardzo niewiele, by nasze
życie nabrało sensu i znaczenia oraz takiego blasku, jaki mieć powinno.
W święta Bożego Narodzenia powinniśmy sobie głębiej uświadomić, że Bóg nam
niczego nie zabiera, lecz wszystko daje. Nie powinniśmy mylić wolności ze
swobodą ani swawolą, bo te nas zubożają i niszczą. Bóg w Jezusie Chrystusie
powołuje nas do życia w wolności, a wolność polega nie tyle na wybieraniu między
dobrem a złem, bo to zaledwie minimum, ile na wybieraniu coraz większego dobra.
Dziękuję za rozmowę.
