Przez żołądek do szóstek
Rozmowa z Kamilą Lenard, p.o. kierownik Sekcji Żywienia, Żywności i Przedmiotów Użytku, oraz Jolantą Kozak, młodszym asystentem Oświaty Zdrowotnej i Promocji Zdrowia w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Radzyniu Podlaskim
Żywieniowcy coraz głośniej biją na alarm, że polskie dzieci i młodzież źle się odżywiają. Nierzadko przychodzą do szkoły głodne, a na ich codzienne menu coraz częściej składają się batony, kolorowe gazowane napoje, zawierające cały zestaw związków chemicznych, hot dogi, pizze, frytki, chipsy, ciastka, drożdżówki. W dodatku te posiłki spożywane są nieregularnie, w biegu. Jakie skutki ma taki sposób odżywiania na zdrowie i samopoczucie dzieci?
Kamila Lenard: – Taki jadłospis zawiera dużo kalorii, których źródłem są tłuszcze i cukry, a zupełnie brakuje w nim tego, co niezbędne dla zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego oraz dobrej kondycji intelektualnej: naturalnych witamin, mikroelementów i błonnika. Nie wystarczy przecież wypełniony żołądek, by być dobrze odżywionym. Dzieci i młodzież stanowią grupę najbardziej wrażliwą na ujemne skutki nieprawidłowego żywienia. Na tym etapie życia szczególnie ujawniają się niekorzystne zmiany w rozwoju somatycznym spowodowane niedoborami witamin i mikroelementów lub wadliwie skomponowanym żywieniem. Głód, pragnienie czy żywienie nieprawidłowe, niezaspakajające zapotrzebowania na wszystkie składniki odżywcze, powodują obniżenie zdolności do koncentracji, ograniczają aktywność psychofizyczną ucznia, źle wpływają na samopoczucie, a tym samym mają ujemny wpływ na efektywność procesu nauczania. Uczucie głodu oraz niedobór płynów zwiększają drażliwość uczniów, sprzyjając powstawaniu konfliktów, zmniejszają odporność na stres. Uczniowie, którzy nie spożywają regularnie posiłków lub odżywiają się nieracjonalnie, częściej odczuwają osłabienie, skarżą się na bóle głowy, osiągają gorsze wyniki w nauce i sporcie w porównaniu z rówieśnikami żywiącymi się prawidłowo.
Ponadto prawidłowe żywienie w dzieciństwie to również inwestycja na całe życie: od tego, co je Jaś, w dużej mierze zależy, w jakiej kondycji zdrowotnej będzie Jan. Współczesne badania wykazują bowiem, że sposób żywienia w okresie dzieciństwa ma istotny wpływ nie tylko na aktualną kondycję zdrowotną, psychiczną i intelektualną dziecka, ale wpływa również na stan zdrowia człowieka dorosłego. Udowodniono, że odpowiednia dieta, racjonalne żywienie, może zapobiec zawałowi serca, cukrzycy typu II, osteoporozie, niektórym rodzajom nowotworów, a także otyłości, nadciśnieniu tętniczemu i miażdżycy.
Co więc powinno się znaleźć w codziennej diecie ucznia?
K.L.: – Zgodnie z zasadami racjonalnego żywienia, posiłki dzieci i młodzieży powinny być urozmaicone, niezbyt obfite, ale o wysokiej wartości odżywczej, podawane regularnie i atrakcyjne pod względem organoleptycznym, czyli smakowym. Główną zasadą racjonalnego żywienia jest, aby każdy podstawowy posiłek: śniadanie, obiad, kolacja, zawierał produkty będące źródłem pełnowartościowego białka, witamin, składników mineralnych i błonnika oraz węglowodanów złożonych. Wystarczy przypomnieć sobie tzw. piramidę żywienia. Jej podstawę stanowią produkty o dużej zawartości węglowodanów złożonych: pieczywo, makarony, kasze, płatki zbożowe, ziemniaki. Na drugim miejscu znajdują się warzywa i owoce, w tym nasiona roślin strączkowych. Kolejne miejsce zajmują mleko i jego przetwory, szczególnie jogurt, kefir, sery twarogowe, sery podpuszczkowe – w niewielkiej ilości ze względu na dużą zawartość tłuszczu i cholesterolu. Kilkakrotnie w ciągu tygodnia powinno się spożywać mięso i jego przetwory – głównie mięso drobiowe oraz ryby morskie. Spożycie słodyczy powinno być raczej oszczędne i w miarę możliwości zastępowane np. owocami i sokami.
Należy dodać, że w żywieniu dzieci nie powinno się stosować dużej ilości ostrych przypraw, jak również soli i octu. Należy je zastąpić mieszankami ziołowymi: majeranku, tymianku, bazylii i czosnku. W wielu przyprawach ziołowych znajdują się korzystne dla zdrowia substancje zmniejszające ryzyko rozwoju niektórych chorób żywieniowozależnych.
Żywieniowcy podkreślają, że ważne jest nie tylko co, ale również kiedy się jada. Ile razy dziennie powinno się spożywać posiłki i jakie to ma znaczenie?
Jolanta Kozak: – Dzieci i młodzież powinny spożywać regularnie 5 posiłków w ciągu dnia, z przerwami nie większymi niż 4 godziny. Zbyt długie przerwy między posiłkami powodują powstanie uczucia głodu i opisane powyżej jego skutki. Ponadto spożywanie większej liczby posiłków, a więc 4 czy nawet 5, pozwala na lepsze wykorzystanie białka: gdy spożywamy je w 1 lub 2 posiłkach, zostaje ono zużyte na uzyskanie energii, a nie na cele budulcowe, co ma szczególne znaczenie dla rozwijających się organizmów dzieci. Jak wiadomo, bardzo ważne jest, by dziecko jeszcze w domu zjadło pierwsze śniadanie, ponieważ po przerwie nocnej ma obniżony poziom glukozy we krwi, co powoduje apatię, rozkojarzenie. Drugi posiłek dziecko powinno zjeść w szkole po 3-4 godzinach od śniadania. Dobrze, gdy może ono w tym czasie zjeść obiad serwowany w szkolnej stołówce. Jeśli nie ma takiej możliwości, należy je zaopatrzyć w kanapkę i napój. Jeżeli dla uspokojenia sumienia wciśniemy mu do ręki 2 złote, to zapewne kupi sobie za to batona lub chipsy i kolorowy napój gazowany, co na zdrowie mu nie wyjdzie.
Nie jest najlepszym wyjściem jadanie obfitej obiadokolacji, na co skazanych jest wiele rodzin, w których rodzice pracują do godz. 16.00. Prowadzi to do przeładowania żołądka i powstania zaburzeń snu. Sprzyja to także powstawaniu otyłości, ponieważ niemożliwe jest spalenie dużej ilości pokarmu tuż przed położeniem się spać. W dodatku gdy jesteśmy cały dzień głodni, organizm stara się odłożyć jak najwięcej zapasów, następnego ranka nie czujemy głodu, idziemy więc do pracy bez śniadania, w ciągu dnia czujemy się zmęczeni, zdekoncentrowani, mamy wahania nastroju. Pojawiający się głód zaspakajamy jakimiś „zapychaczami” i tak wkoło…
Niektórzy rodzice chcący zdrowo żywić swoje dzieci skarżą się jednak, że nie chcą się one poddać niektórym zasadom: mają swe ulubione potrawy, innych nie chcą wziąć do ust.
J.K.: – Jeśli to nie wynika ze złych nawyków żywieniowych, podatności na reklamy, przyzwyczajenia do słodyczy, napojów typu cola, to należy uwzględnić te upodobania. Każdy człowiek jest swoistą indywidualnością pod względem biochemicznym i jego organizm ma inne nieco zapotrzebowanie na poszczególne składniki pokarmowe. Dotyczy to również dzieci, dla przykładu: jedne uwielbiają mleko i przetwory mleczne, inne ich nie tolerują, jedne mają apetyt na mięso, inne rzadko biorą je do ust, podobnie jest z warzywami. Często potrzebne jest zatem przemyślenie diety dziecka i takie jej skomponowanie, by przy określonych preferencjach czy niechęci do spożywania pewnych rodzajów posiłków miało dostarczone niezbędne dla zdrowia i prawidłowego rozwoju składniki.
Wspomniały Panie o negatywnym wpływie na zdrowie i samopoczucie dzieci różnego rodzaju fast foodów i innych wypełniaczy, typu batony, chipsy itd. Tymczasem nauczyciele sygnalizują, że dzieci po przyjściu do szkoły natychmiast biegną do sklepików szkolnych i kupują nawet po kilka paczek chipsów. Dostrzegają też zależność tego typu odżywiania i otępiałego wręcz zachowania się dzieci na lekcjach.
K.L: – W 2003 r. w Anglii przeprowadzono eksperyment, któremu zostali poddani dwaj 5-letni bliźniacy, Krzysztof i Michał Parker. Wcześniejsze testy wykazały u nich ten sam iloraz inteligencji. Przez 2 tygodnie Krzysztof jadł tak, jak się żywi większość dzieci: nie żałowano mu gazowanych napojów, słodyczy, aromatyzowanych chipsów, Michała zaś tych „przyjemności” pozbawiono, jadł wyłącznie zdrową żywność – naturalną, bez E-dodatków. Okazało się, że 14 dni wystarczyło, by stwierdzić, iż Michał stał się bardziej pewny siebie, rozmowny, pogodny i dużo spokojniejszy niż jego brat, a w dodatku jego IQ było o 15 proc. wyższe niż brata karmionego żywnością z E-dodatkami.
Wyniki tego eksperymentu mówią chyba same za siebie. Wniosek dla każdego rodzica nasuwa się taki, że zanim kupimy i podamy dziecku baton, napój czy inny „przysmak”, powinniśmy dokładnie przeczytać, jakie składniki zawiera kolorowo opakowany produkt. Czasem ta krótka chwila wystarczy, by włos się zjeżył na głowie i byśmy ten produkt odłożyli z powrotem na półkę.
Słyszymy jednak, że do żywności dodaje się składniki dopuszczone do użycia i w ilościach bezpiecznych dla zdrowia.
K.L.: – Każda substancja dodatkowa ma wyznaczony maksymalny limit „bezpiecznego dziennego pobrania” określany w miligramach na kilogram wagi ciała. Efekt toksyczny zależy od masy ciała konsumenta. Jeśli taką samą ilość kolorowego napoju wypije 20- czy 25-kilogramowe dziecko, a nawet 40- czy 50-kilogramowy nastolatek, to skutki będą dużo gorsze, niż gdyby taką samą ilość pochłonął ważący 70-90 kg rodzic. Nadto młodzi ludzie to grupa docelowa agresywnej reklamy napojów kolorowych, lodów, lizaków i gum do żucia. Zdarza się często, że dziecko spożywa te produkty w ciągu jednego dnia. Wchłonięte z tych wszystkich źródeł substancje chemiczne w postaci barwników, aromatów, wzmacniaczy smaku i zapachu, słodzików oraz konserwantów często wielokrotnie przekraczają dozwoloną dawkę, stanowiąc zagrożenie szczególnie wrażliwych konsumentów.
Jednak dzieci nie mają zwyczaju dokładnie czytać etykiety, wybierają produkty reklamowane, ładnie zapakowane albo modne – takie, jakie najczęściej jadają koledzy.
J.K.: – Jedyne, co możemy robić, to jak najwięcej mówić na te tematy – do dzieci i ich rodziców. Pogadanki w szkołach, także na lekcjach – przyrody czy techniki, zwracanie uwagi dzieciom na korytarzach szkolnych czy przy sklepiku – to wszystko jest ważne. Wiele się ostatnio mówi o tym, by zwracać uwagę na to, jaką żywność oferują sklepiki szkolne. Niestety, dotychczas nie mamy żadnych oficjalnych pism, które pozwoliłyby nam zwracać się do dyrektorów szkół, by spowodowali wycofanie ze sklepików szkodliwych dla zdrowia dzieci produktów. W wielu placówkach jednak już coś się dzieje w tym kierunku, by można było w szkole kupić kanapkę, jogurt, owoce czy nawet ciepły posiłek. Na razie może to być zorganizowane w nowych, dużych szkołach, w których sklepiki mogą mieć zaplecze w formie urządzeń chłodniczych czy umywalek. Zdarzają się szkoły, których dyrektorzy z własnej inicjatywy regulują sprawę asortymentu sprzedawanych w sklepikach artykułów spożywczych, organizują pogadanki z dziećmi i rodzicami na temat racjonalnego odżywiania się. Wiele placówek, także małych, wiejskich, dostrzega ten problem i organizuje dożywianie w szkole. Staraniem dyrekcji i władz samorządowych oraz rodziców udaje się zorganizować stołówki serwujące ciepłe posiłki – zdrowe, pożywne i tanie dla wszystkich dzieci. Dzieci syte nie zapychają się słodyczami i chipsami.
Daje się zauważyć zwiększające się zainteresowanie wokół tematu żywienia dzieci. Uczniowie z rodzin ubogich, które jednak z różnych względów nie kwalifikują się do refundacji posiłków z pomocy społecznej, często znajdują sponsorów, którzy opłacają im obiady w stołówkach szkolnych – czy to osoby indywidualne, czy organizacje i stowarzyszenia społeczne albo o charakterze religijnym. Dobrym pomysłem jest akcja „Podziel się kanapką”, polegająca na tym, że w rodzinach, które na to stać, przygotowuje się dwie kanapki – jedną dla swego dziecka i drugą, składaną do kosza, z którego może wziąć ją głodne dziecko. Ponadto w wielu stołówkach gorącą zupę może zjeść także ten, kto nie ma wykupionych obiadów. Wszystkie pomysły są dobre, jeśli w racjonalny, korzystny dla organizmu dziecka sposób służą zaspokojeniu głodu.
Anna Wasak
