Przewodniczący KRRiT i prywatny biznesmen
Jan Dworak od pierwszych dni III RP mocno związał się z telewizją
publiczną. Potem został prywatnym producentem dla telewizji. Jego związek z
telewizją publiczną i prywatnymi spółkami trwał wiele lat i był na tyle silny,
że nawet po wyborze na członka i przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i
Telewizji posiadał udziały w firmie "Prasa i Film". Przez ponad dwa miesiące był
równocześnie członkiem KRRiT i wchodził w skład władz prywatnej spółki
medialnej. Sytuacja równoczesnego zasiadania w KRRiT i posiadania akcji jest
sprzeczna z prawem.
W czasach PRL Dworak pracował w pismach sportowych: "Boks", "Piłka Nożna",
"Żagle", Lekkoatletyka" i "Taternik". Jednocześnie działał w opozycji
antykomunistycznej, w środowiskach prawicowych, m.in. w Ruchu Obrony Praw
Człowieka i Obywatela. Był sekretarzem redakcji "Opinii" – pisma ROPCiO. Poznał
wówczas Leszka Moczulskiego, Andrzeja Czumę, Macieja Grzywaczewskiego, Mariana
Piłkę, Bronisława Komorowskiego.
"Rzeczpospolita" twierdziła, że jednym z jego głównych przyjaciół
politycznych, niezmiennie od 40 lat, jest właśnie Bronisław Komorowski. W 1979
r. razem organizowali manifestację, po której Komorowski został aresztowany,
potem Dworak odbierał go z więzienia w Pułtusku.
W 1980 r. Dworak został szefem Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w
Młodzieżowej Agencji Wydawniczej. Rok później zaczął pracę w "Tygodniku
Solidarność", wkrótce został sekretarzem redakcji. Podobno przed stanem wojennym
planował stworzenie dziennika "S". Po 13 grudnia 1981 r. przez pół roku
przebywał w obozie internowanych. Po wyjściu na wolność pracował (m.in. z
Jackiem Żakowskim) w prasie katolickiej – był sekretarzem redakcji miesięcznika
"Powściągliwość i Praca", a potem "Przeglądu Katolickiego". Współpracował także
z prasą podziemną (np. "PWA" i "21"), był członkiem Klubu Myśli Politycznej
"Dziekania".
W obozie "grubej kreski"
Pod koniec lat 80. sytuował się wśród prawicowych zwolenników porozumienia z
komunistami. W 1989 r. został zastępcą sekretarza komitetu organizacyjnego przy
Lechu Wałęsie ds. Okrągłego Stołu. Razem z Jackiem Moskwą zajmował się sprawami
technicznymi związanymi z tymi obradami. Uczestniczył w rozmowach Okrągłego
Stołu w podzespole ds. środków masowego przekazu.
W 1989 r. reaktywował z Tadeuszem Mazowieckim "Tygodnik Solidarność". Kiedy
Mazowiecki został premierem, przejął obowiązki redaktora naczelnego, jego
zastępcami byli Michał Boni i Ludwika Wujec. Jednak Wałęsa redaktorem naczelnym
mianował Jarosława Kaczyńskiego. W obronie Dworaka stanęła m.in. "Gazeta
Wyborcza", która publikowała takie listy: "Pełniący obowiązki naczelnego Jan
Dworak cieszył się zaufaniem zespołu, Jarosław Kaczyński jest człowiekiem
narzuconym". Dworak zwolnił się z tygodnika na własną prośbę.
Pierwsze spółki w TVP
Praktycznie natychmiast Mazowiecki powołał go na wiceprzewodniczącego Komitetu
ds. Radia i Telewizji. Szefem Komitetu był wtedy Andrzej Drawicz. Drugim
wiceprzewodniczącym Radiokomitetu – Lew Rywin. Dworak odpowiadał za sprawy
programowe, Rywin za finanse i administrację. Obserwatorzy wskazywali, że
Drawicza i Rywina łączyła serdeczna przyjaźń: "Polegali na sobie, a szczególnie
Drawicz, który nie miał pojęcia o telewizyjnych układach, wspierał się na
kompetencjach i doświadczeniu swojego zastępcy".
Rywina chwalił dyrektor Programu II TVP Józef Węgrzyn, który wprowadził do TVP
prywatnych producentów: "(…) uruchomiłem pierwszych producentów niezależnych,
m.in. Chojeckiego w Paryżu, Terleckiego, Lampkę, Grzywaczewskiego w Gdańsku,
Kwiecińskiego, Manna i Maternę, Zientarskiego, Kęcika… Wszyscy zakładali
firmy. Jaki świetny był wtedy skład kierownictwa TVP: Andrzej Drawicz – prezes,
Lew Rywin i Jan Dworak – wiceprezesi, i dyrektor biura reklamy Piotr Gaweł.
Wspaniale było pracować pod wodzą tych ludzi. (…) funkcję dyrektora Jedynki
objął Maciej Strzembosz".
Nawet po latach Dworak pozytywnie oceniał Rywina z tego okresu: "Ciągnęła się za
nim sława człowieka o szerokich kontaktach, w czym wydatnie pomógł mu wieloletni
pobyt w Stanach Zjednoczonych".
Rywin forsował projekt prywatyzacji Programu II TVP. Jan Dworak wspominał w
"Polityce", że był przeciwny: "Koncepcję Rywina, żeby sprzedać Dwójkę za dwa
miliony dolarów, uważałem za chybioną iniebezpieczną. (…) Podjąłem decyzję,
aby zbudować telewizyjną agencję reklamową iwten sposób zdobywać pieniądze dla
TVP. Mimo tego ideowego sporu nasze stosunki zRywinem były poprawne. Podziwiałem
go za cuda, których potrafił dokonywać w dziedzinie finansów".
Wśród agentów
Niewątpliwie na kształcie TVP zaważył fakt, że nie przeprowadzono zmian
kadrowych. Odpowiadają za to pierwsze władze telewizji. Historyk IPN Grzegorz
Majchrzak wskazywał, że Drawicz przejawiał niechęć do rozliczenia i usunięcia z
TVP dziennikarzy, którzy po 13 grudnia 1981 r. weryfikowali i zwalniali innych.
Szef Radiokomitetu opowiedział się przeciwko rozliczeniu dziennikarzy
zasłużonych dla PRL: "Programy dotyczące rocznicy wprowadzenia stanu wojennego
powinny być pozbawione akcentów rewanżyzmu, nawoływania do odwetu itd., powinny
natomiast stworzyć wśród widzów odczucie zadośćuczynienia moralnego i
politycznej satysfakcji; należy się wystrzegać jakichkolwiek ataków
personalnych, a zwłaszcza ewentualnych prób dezawuowania osoby prezydenta PRL
[tzn. Wojciecha Jaruzelskiego – przyp. P.B.]".
Sytuacja w TVP wywoływała liczne protesty, np. w 1990 r. działacze telewizyjnej
"S" protestowali, że "nie chcą pracować w PRL-owskim radiu i telewizji". Dworak
odpowiadał, że "nie czuje się peerelowskim prezesem".
Jednocześnie TVP była w tamtym czasie bardzo wybiórcza, jednostronnie ukazywała
rząd Mazowieckiego, eliminowała głosy krytyczne. Kiedy w 1990 r. "S" upominała
się o równe szanse dla wszystkich kandydatów na prezydenta, Dworak twierdził, że
związkowcy grają rolę bezstronnego sędziego, choć są zaangażowani po stronie
Wałęsy: "To niedopuszczalne, by związek przynosił program i żądał jego emisji.
Zawsze byliśmy gotowi rozmawiać z "Solidarnością", chyba dlatego teraz wydaje im
się, że mogą tu decydować o wszystkim".
Na blisko dwa miesiące przed ósmą rocznicą 13 grudnia prezes Drawicz rozesłał do
podległych mu dyrektorów wytyczne dotyczące prezentowania stanu wojennego w
programach TVP. Andrzej Drawicz wskazywał, że "należy zachować zasadę równego
dystansu w stosunku do ówczesnych dwu stron konfliktu". Zalecał również
wystrzegać się ataków wobec gen. Jaruzelskiego. Tym samym szef TVP zrównał
komunistyczny reżim z podziemną "S".
Po latach ujawniono, że z akt SB wynika, iż Drawicz był zarejestrowany jako
tajny współpracownik "Kowalski" i "Zbigniew". Natomiast Rywin był zarejestrowany
jako TW "Eden". Agent ten donosił m.in. na amerykańskich dziennikarzy
relacjonujących pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski. Lew Rywin kategorycznie
zaprzeczał, że współpracował z SB. Dworak, jako jedyny z szefów Radiokomitetu,
uzyskał status poszkodowanego IPN, ale w tamtym czasie konserwował "grubą
kreskę" w mediach.
Po zwycięstwie Lecha Wałęsy w wyborach prezydenckich odwołano szefów
Radiokomitetu. Jan Dworak wspominał, że zapamiętał pożegnalne spotkanie z
kolegium dyrektorów: "Odchodziliśmy więc tak, jakby nie było warto powiedzieć
nam: do widzenia. W końcu w tej przerażającej ciszy zabrzmiał głos Rywina: ja tu
jeszcze wrócę".
Pieniądze jak paliwo
Po odejściu z Radiokomitetu Dworak został kierownikiem biura prasowego Unii
Demokratycznej. Od 1990 r. był zresztą członkiem UD, a potem Unii Wolności. W
latach 1997-2001 należał do Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, następnie aż do
2004 r. do Platformy Obywatelskiej, z członkostwa w PO zrezygnował dopiero
wtedy, kiedy został prezesem TVP. Był również radnym AWS mazowieckiego samorządu
wojewódzkiego.
Równocześnie prowadził działalność producencką, założył kilka spółek. W 1992 r.
powołał razem z Maciejem Strzemboszem agencję producencką "Prasa i Film" oraz z
Alicją Resich-Modlińską "Studio A". Jego firmy wyprodukowały kilka tysięcy
godzin programu, np. filmy "Weiser" i "Czas zdrady" Wojciecha Marczewskiego,
programy publicystyczne "Pytania o Polskę", talk-show "Wieczór z Alicją",
"Historia opozycji w PRL", "Spotkania z Janem Pawłem II. Niezwykły pontyfikat" –
16 rozmów z ks. Adamem Bonieckim i o. Maciejem Ziębą, oraz seriale komediowe dla
Polsatu, TVN i TVP – "Miodowe lata", "Kasia i Tomek", "Bar Atlantic" oraz
"Ranczo".
Był także współzałożycielem i członkiem władz Stowarzyszenia Niezależnych
Producentów Filmowych i Telewizyjnych oraz Krajowej Izby Producentów
Audiowizualnych.
W mediach przekonywał: "Niezależny producent jest współtwórcą wielu ważnych
rzeczy, a robienie pieniędzy nie jest niczym złym".
Walczył o wyższe stawki dla producentów prywatnych: "Pieniądze są dla nas niczym
"paliwo". Od tego, ile ich mamy, zależy rozmach naszych programów. (…) Do
odejścia poprzedniego szefa TVP Wiesława Walendziaka współpraca między telewizją
a producentami układała się świetnie. Podpisywane przez nas umowy były
elastyczne i gwarantowały godziwy zarobek".
Kiedy szefem KRRiT został Bolesław Sulik, Jan Dworak był członkiem zespołu,
który planował decentralizację mediów publicznych.
Bliżej Komorowskiego niż PO
W lutym 2004 r. Dworak został prezesem TVP. Był to czas ujawnienia afery Rywina
i kompromitacji SLD. Faktem jest, że Dworak dopuścił do TVP kilka wartościowych
programów i dziennikarzy (np. Jana Pospieszalskiego i Anitę Gargas), chociaż
teraz odżegnuje się od tej decyzji. Był krytykowany za brak zmian w TVP, sam
przyznawał, że jego poprzednik, Robert Kwiatkowski, zachował ogromne wpływy. W
dodatku przez szereg miesięcy zastępcą Dworaka był Ryszard Pacławski,
protegowany SLD, który bronił najbliższych współpracowników Kwiatkowskiego.
Swoje sympatie polityczne Dworak ujawnił w 2005 r. w okresie wyborów
prezydenckich. "Rzeczpospolita" przytacza historię, kiedy dziennikarki pojechały
do Gdańska, by zrobić materiał o Donaldzie Tusku. Jednak cofnięto je do
Warszawy, ponieważ coraz częściej mówiono o sprawie dziadka z Wehrmachtu.
Podobno sztab wyborczy Tuska zaalarmował TVP, a Maciej Grzywaczewski, ówczesny
szef Jedynki, zablokował ten materiał i zdjęto cały cykl.
Jednak po odejściu z TVP Jan Dworak nie znalazł się w bliskiej orbicie PO, nie
był członkiem jej władz, nie był też doradcą. Informator "Rzeczpospolitej"
charakteryzuje Dworaka: "Bardziej jest związany z Bronisławem Komorowskim niż z
partią".
Z TVP do ATM i na multipleks
Z TVP odszedł wtedy również najbliższy współpracownik Dworaka Maciej
Grzywaczewski, który od lipca 2004 r. był szefem Programu 1. Grzywaczewski
przeszedł do prywatnego sektora, został członkiem zarządu spółki producenckiej
ATM, a od 2008 r. nawet jej wiceprezesem. Spółka ATM posiada powiązania
kapitałowe i personalne z innym nadawcą, Polsatem. Spółka od lat współpracuje z
Polsatem i TVP, a razem z Agorą posiada udziały w spółce A2 Multimedia. ATM
posiada 9 firm zależnych, m.in. spółkę Studio A. Była to ta sama firma
producencka, którą w 1994 r. założyli Alicja Resich-Modlińska oraz właśnie Jan
Dworak.
Media podawały, że osoby związane z ATM wpłaciły w 2007 r. na kampanię PO
przynajmniej 38 tys. złotych. Na listach tych wpłat znajdują się m.in. była
wiceprezes ATM Dorota Michalak-Kurzewska (ponad 14 tys. zł) i Maciej
Grzywaczewski (10 tys. zł).
ATM Grupa wystąpiła do KRRiT z wnioskiem o rozszerzenie koncesji na nadawanie
rozsiewcze cyfrowe dla kanału ATM Rozrywka. Już w maju 2011 r. Grzywaczewski
chwalił się, że "według informacji medialnych – taką koncesję otrzymaliśmy.
Więcej informacji na ten temat nie mogę podać". W połowie stycznia 2012 r. mówił
już: "Chcielibyśmy wystartować z kanałem ATM Rozrywka pod koniec maja br.".
Spółka ATM była producentem seriali "Świat według Kiepskich", "Ekipa" oraz
programu "Big Brother" i "Bar".
W spółce i w KRRiT
Dworak po odejściu z TVP powrócił do spółki z o.o. "Prasa i Film". Według wpisów
KRS w styczniu 2008 r. nabył 230 udziałów w tej spółce i został członkiem jej
zarządu, był nim do 17 września 2010 roku. Wcześniej, bo 7 lipca 2010 r.,
marszałek Komorowski, jeszcze jako pełniący obowiązki prezydent, powołał go do
nowej KRRiT, a 10 sierpnia został on wybrany na przewodniczącego Rady.
Tymczasem zgodnie z art. 4 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu
prowadzenia działalności gospodarczej, osoby publiczne w okresie pełnienia
funkcji i zajmowania stanowisk, nie mogą być m.in. członkami zarządów, rad
nadzorczych spółek prawa handlowego oraz nie mogą być zatrudnione lub wykonywać
innych zajęć w spółkach prawa handlowego, które mogłyby wywołać podejrzenie o
ich stronniczość lub interesowność.
Również ustawa z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji w art. 8
stanowi, że nie można łączyć funkcji członka Krajowej Rady z posiadaniem
udziałów albo akcji spółki bądź w inny sposób uczestniczyć w podmiocie będącym
dostawcą usługi medialnej lub producentem radiowym lub telewizyjnym.
Dworak przez blisko 10 tygodni nie spełniał ustawowych wymogów. Co oznacza, że
mogło dojść do naruszenia tych przepisów.
Po wyborze na przewodniczącego KRRiT Dworak przyznawał rację, że nie można
oddawać miejsca w Radzie partii, która "media bezprecedensowo upartyjniła",
czyli PiS. Wypowiadał się również krytycznie o programach Jana Pospieszalskiego
i Anity Gargas: "Gdyby wtedy robili takie programy, jakie robią teraz, to moja
ocena byłaby wobec nich skrajnie krytyczna. I pewnie bym ich nie przyjął".
Podobnie ocenił film Ewy Stankiewicz "Solidarni 2010": "Nie puściłbym tego
filmu, bo on poruszał się po powierzchni wydarzeń. Obrońcy tego filmu mówią, że
zarejestrował rzeczywiste zachowania ludzi. Ale według mnie nie zarejestrował
rzeczywistych zachowań".
Słowa te wypowiadał już jako szef KRRiT, ale równocześnie nadal był członkiem
zarządu prywatnej spółki producenckiej "Prasa i Film". W tym okresie KRRiT
zażądała również, aby Radio Maryja przesłało jej nagrania swoich audycji. Media
podawały, że dotyczyło to audycji o sprawie krzyża przed Pałacem Prezydenckim
oraz jakoby rozpowszechniania w trakcie programu reklam.
Sam Dworak pozytywnie ocenił usunięcie krzyża: "To, co się działo wokół krzyża,
wprowadzało fałsz do debaty publicznej. To było organizowanie dialogu
społecznego wokół spraw tak naprawdę nieważnych. Nie chodziło tu przecież o
sprawę krzyża czy o miejsce religii w państwie – co jest sprawą fundamentalną –
ale o rodzaj powstającej wokół tej sprawy sekty".
Natomiast skrytykował media: "Ta sprawa pokazała braki w wykształceniu
dziennikarzy, brak umiejętności odróżniania spraw ważnych od nieważnych.
Telewizji publicznej można zarzucić przede wszystkim dużą stronniczość, ale i
brak wnikliwości, niechęć do zrozumienia zjawiska, do pogłębiania sprawy".
Chwalił również TVN: "Pan Pospieszalski kreował wydarzenia, czego jako
dziennikarz nie powinien robić, a reporterzy TVN24 o nich opowiadali".
W kontekście odmowy koncesji dla Telewizji Trwam wygląda to tak, jakby Dworak za
cel postawił sobie nienaturalne prześwietlenie tych mediów. Postawa to bardzo
dziwna.
Piotr Bączek publicysta
Autor był członkiem komisji weryfikacyjnej WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił
funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po
objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z
Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
