Pikieta budzenia sumień
Na przechodzących w czwartkowe późne popołudnie obok wejścia głównego do
Szpitala Bielańskiego w Warszawie czeka niecodzienny widok: spora grupa
modlących się, przeważnie młodych ludzi, palące się znicze ułożone w kształcie
krzyża oraz duży transparent, na którym widać rozerwane i leżące w kałuży krwi
ciało nienarodzonego dziecka. W ten sposób czuwający manifestują niezgodę na
zabijanie dzieci z zespołem Downa w tej placówce. Organizatorem cotygodniowych
spotkań przed szpitalem jest Fundacja PRO – Prawo do Życia.
Poznań odmówił, Warszawa nie
O tym, że zabijanie dzieci nienarodzonych z powodu podejrzenia o chorobę to w
Szpitalu Bielańskim standardowa praktyka, można się było dowiedzieć w
październiku ubiegłego roku, kiedy w prasie ukazała się historia matki dziecka z
zespołem Downa, którego lekarze nie zgodzili się abortować w
Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w
Poznaniu. Wówczas kobieta trafiła do Szpitala Bielańskiego, gdzie dziecko bez
skrupułów zabito. To wówczas prof. Romuald Dębski, ordynator oddziału
położnictwa i ginekologii, publicznie przyznał, że do szpitala trafiają kobiety
z całego kraju i dopiero na jego oddziale mogą "znaleźć pomoc". Od tego czasu
fundacja PRO – Prawo do Życia organizuje przed szpitalem pikiety w obronie
zabijanych tam dzieci. – To haniebne, że lekarze, którzy powinni bronić życia,
zabijają. Dzieci chore powinno się leczyć, a nie zabijać – podkreśla Katarzyna
Kruszewska, jedna z osób czuwających przed Szpitalem Bielańskim. – Jeżeli żyjemy
w państwie, gdzie aborcja jest dopuszczalna z tego względu, że dziecko jest
podejrzane o chorobę, to jest to kraj, gdzie zbrodnia jest na porządku dziennym.
Chcemy doprowadzić do sytuacji, kiedy każdy człowiek niezależnie od tego, czy
jest słaby i chory, czy też zdrowy i silny, będzie miał prawo do życia – mówi
Kinga Małecka-Prybyło, członek zarządu Fundacji PRO – Prawo do Życia. Podkreśla,
że swoją obecnością wyrażają sprzeciw wobec ciężkiego wykroczenia moralnego i
bestialstwa, jakim jest zabijanie dzieci nienarodzonych. – Ten apel skierowany
jest do lekarzy ginekologów, do parlamentarzystów i do wszystkich ludzi, którzy
nie chcą jeszcze uznać tego, że każdy człowiek ma prawo do życia i do jego
ochrony, zwłaszcza wtedy, kiedy jest ono najbardziej zagrożone – dodaje.
Nie pozwólmy się oszukiwać
Pikiety przed szpitalem raz w miesiącu przybierają formę modlitewnego
czuwania. Wśród zebranych przeważają młodzi ludzie. Nie odstrasza ich styczniowy
ziąb ani padający śnieg z deszczem. Modlą się, śpiewają pieśni, rozmawiają.
Wśród uczestników czuwania jest Paweł Zych z Krakowa, ojciec trojga dzieci, w
tym dwuipółletniej Martynki z zespołem Downa. Jakże wymownie, szczególnie w tym
miejscu, brzmi jego świadectwo. – Przyjęliśmy to dziecko jako kolejny Boży dar.
Razem z nim wiele przeszliśmy, m.in. operację serca i kilkumiesięczny pobyt w
szpitalu na hematologii. Ale po tym trudnym okresie wszystko zaczęło się
szczęśliwie układać i dziecko pięknie się rozwija. Dlatego czuję się wewnętrznie
zobowiązany do dawania świadectwa – wyznaje. Deklaruje, że jest tutaj, bo chce
bronić wszystkich dzieci nienarodzonych, nie tylko tych z zespołem Downa. – To
największe okrucieństwo, największa możliwa zbrodnia – zabić niewinnego w
najpiękniejszym i najbardziej bezpiecznym miejscu, w którym żyje, czyli pod
sercem matki – podkreśla pan Paweł i dodaje, że wszelkie inne nazywanie i
tłumaczenie zagadnienia aborcji to oszukiwanie samego siebie. Jest głęboko
poruszony i zbudowany całą akcją. – Przyjechałem, aby razem z wami modlić się za
lekarzy, którzy zatracili swoje człowieczeństwo oraz lekarską intuicję, za
dzieci z zespołem Downa oraz rodziców, aby nie bali się ich przyjąć – mówi.
Dodaje też otuchy zgromadzonym. – Modlę się również za was, żebyście wytrwali.
Nie jesteście sami, tak jak wy, myśli wielu ludzi w Polsce.
Wyjść z domu i działać
Po modlitwie jest chwila, żeby porozmawiać. Ktoś przyniósł termos z gorącą
herbatą. Można uzgodnić szczegóły następnych spotkań i kolejnych akcji oraz
zapytać, co robią na co dzień i dlaczego się tutaj znaleźli. Wieczór ten mogliby
przecież spędzić, jak większość Polaków, odpoczywając przed telewizorem.
– Jako katolik uznałem, że powinienem podjąć konkretne działania w obronie
życia dzieci nienarodzonych, a nie tylko to deklarować. Wiara bez czynów jest
martwa. Równocześnie chcę przełamać strach przed publicznym ujawnianiem swojej
wiary w Boga – mówi Waldemar Kopacki, nauczyciel historii.
Z kolei dla Magdaleny Pinderskiej, studentki filologii polskiej Uniwersytetu
Warszawskiego, najlepszym wytłumaczeniem jej obecności pod Szpitalem Bielańskim
jest miłość. – To miłość do kogoś najbardziej bezbronnego, kto nie potrafi
krzyczeć, kiedy czuje ból. A jeżeli człowiek kocha, nie pyta, dlaczego podejmuje
taki czy inny wysiłek – wyjaśnia. Według niej, siedząc w domu, czujemy strach
przed działaniem, wydaje się nam, że jest nas mało albo nawet jesteśmy sami i
niczego nam się nie uda zmienić. – Zbierając się tutaj, pokazujemy innym, że
walczymy o sprawę najważniejszą – ludzkie życie. Nie można przechodzić obojętnie
obok faktu zabijania dzieci nienarodzonych – podkreśla. Nie zastanawia się, czy
jej obecność coś zmieni, po prostu wie, że musi tu być.
– Stoimy tu po to, żeby powiedzieć, że dzieci z zespołem Downa nie wolno
zabijać. One potrzebują miłości i opieki – mówi Mariusz Dzierżawski, jeden z
organizatorów pikiety, członek Rady Fundacji oraz pełnomocnik Komitetu
Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji". – Sytuacja, kiedy te dzieci mordowane
są przez lekarzy, jest makabryczna. Nie chcemy żyć w takim kraju, w
społeczeństwie, które akceptuje zabijanie dzieci – stwierdza. Wyraża nadzieję,
że ich obecność pod szpitalem obudzi sumienia lekarzy dokonujących aborcji oraz
rodziców, którzy się do nich zgłaszają. – To pewnie trochę potrwa, ale my nie
ustąpimy, dopóki nie uda się zmienić tej strasznej rzeczywistości – podkreśla.
Zagubione społeczeństwo
Zastanawiając się nad tym, dlaczego w polskim prawie wciąż istnieją przepisy
umożliwiające – jak w czasach hitlerowskich – zabijanie w łonach matek dzieci
poczętych, nie da się uniknąć pytania o kondycję moralną naszego społeczeństwa i
jego przedstawicieli w parlamencie. – To niedopuszczalne, żeby w Polsce, tak jak
w państwach faszystowskich, zabijano dzieci nienarodzone – oburza się kolejny z
pikietujących Michał Kołakowski. Przypomina, że prawo naturalne nie może zależeć
od wyników takiego czy innego głosowania. – Tak naprawdę niewielu Polaków
zastanawia się nad tym, na kogo głosuje i co ci ludzie sobą reprezentują –
zauważa Waldemar Kopacki. Z kolei Magdalena Pinderska wskazuje, że w czasach
wszechobecnego relatywizmu znaczna część Polaków czuje się bardzo zagubiona. –
Miesza nam się wolność ze swawolą, miłość z seksem, procesje z paradą –
wyjaśnia. Według niej, ten kryzys wartości można przezwyciężyć tylko poprzez
powrót do korzeni chrześcijańskich.
Kinga Małecka-Prybyło podkreśla, że większość społeczeństwa jest przeciwna
aborcji. Świadczy o tym 600 tys. zebranych podpisów wyrażających poparcie dla
ustawy całkowicie zakazującej aborcji. – Ciągle też zgłaszają się do nas osoby,
które w swoich miastach również chciałyby organizować podobne pikiety. Już
przeszkoliliśmy kilkanaście osób z całej Polski – zauważa.
Czuwający pod Szpitalem Bielańskim nie spodziewają się szybkich rezultatów
swojej akcji, ale są przekonani, że w ich osiągnięciu pomoże im modlitwa. – Nie
musimy od razu widzieć wszystkich skutków naszych modlitw, ale z pewnością każda
modlitwa trafia do Boga i przynosi zbawienny skutek w życiu samych modlących
się, tych, za których się modlą, i w historii całego świata – podkreśla Kopacki.
Jest nas dużo, będzie jeszcze więcej
Badania prenatalne, na podstawie których podejmuje się decyzję o zabiciu
dziecka z zespołem Downa, Paweł Zych określa mianem ordynarnej, zerojedynkowej
diagnostyki.
– U mojej córki badania genetyczne wykazały pełen obraz zespołu Downa, a mimo
to pięknie się rozwija. I to jest nasza odpowiedź dla wszystkich, dla wierzących
i niewierzących – podsumowuje.
– Jest nas coraz więcej. Wiemy, że popiera nas wiele osób z całej Polski,
które z racji odległości nie są w stanie tutaj przyjechać, ale deklarują swoje
poparcie, chociażby za pośrednictwem Facebooka – mówi Kinga Małecka-Prybyło.
Fundacja PRO – Prawo do Życia od momentu powstania w 2005 r. nieustannie
organizuje różne akcje mające na celu ochronę życia ludzkiego od momentu
poczęcia do naturalnej śmierci oraz wspieranie i umacnianie instytucji rodziny.
Na stronie internetowej www.stopaborcji.pl znajdują się szczegółowe informacje
na temat jej działalności i jak można zostać "prolajferem". A liczba osób, które
chcą działać w ramach fundacji, rośnie. Obecnie tworzona jest komórka
warszawska. Jej lider Damian Borkusewicz zachęca tych, którzy chcą się włączyć w
obronę życia ludzkiego, do przyjścia na najbliższe spotkanie, które zaplanowano
na 3 lutego o godz. 17.00 w siedzibie fundacji w Warszawie przy ulicy Wilczej 9.
– Będzie to nasze pierwsze spotkanie o charakterze informacyjnym. Po spotkaniu
będzie można podjąć decyzję o przyłączeniu się do budowy naszej komórki. Każda
osoba jest mile widziana – deklaruje Borkusewicz.
Personel Szpitala Bielańskiego zauważa obecność pikietujących pod swoimi
oknami. Pytany o to, co myśli na temat prowadzonej akcji, odsyła do prof.
Romualda Dębskiego. Niestety, ordynator odmówił komentarza na ten temat.
Bogusław Rąpała
