Czechy: trwa 24-godzinny strajk ostrzegawczy w mediach publicznych
Dwudziestoczterogodzinny strajk ostrzegawczy, związany z przyjętym przez rząd projektem zmiany w finansowaniu mediów publicznych, trwa od północy w poniedziałek w czeskiej telewizji i radiu publicznym. Zamiast środków z abonamentu TV i radio mają dostawać pieniądze z budżetu.
Dla widzów czeskiej telewizji strajk widoczny jest poprzez opóźnienie niektórych programów o minutę. W 24-godzinnej stacji informacyjnej CT24 co pół godziny widoczne jest zaciemnione puste studio, a wmiksowany zegar odlicza jedną minutę. Prezenterzy w czarnych strojach informują o powodach opóźnienia. W górnej części ekranu widoczny jest pasek z informacją o strajku i zapewnienie, że pracownicy TV robią wszystko, aby zagwarantować emisję w pełnym zakresie. Protest nie jest widoczny w programach dla dzieci.
Na siedzibach mediów publicznych wywieszone są bilbordy i plakaty, a także czarne flagi. W Pradze przed gmachem radia protestujący utworzyli symboliczny łańcuch obejmujący budynek, który chcą chronić. Już dwukrotnie na antenie radia przez minutę panowała cisza. Wielu dziennikarzy i pracowników ma czarne koszulki z napisem strajk oraz hasłem: „Dla Was, nie dla polityków”. Zorganizowano także czytanie przez artystów praskich teatrów różnych tekstów dotyczących wolności słowa, a także fragmentów kodeksu etycznego radia.
Przed siedzibą telewizji w południe zebrali się ci z dziennikarzy i pracowników, którzy nie musieli pracować przy emisji programów. Podczas wiecu popularni prezenterzy m.in. zwracali uwagę na różnorodność programową, która jest zagrożona przez plany rządu. Na wiecu wystąpił także przewodniczący czeskiej centrali związkowej, Josef Strzedula, który podziękował pracownikom TV za odważne sięgnięcie po strajk jako formę protestu.
Protest dziennikarzy i pracowników zainicjowała inicjatywa „Publicznie” przy wsparciu związków zawodowych przeciwko przyjętemu przez rząd projektowi zmian w finansowaniu mediów publicznych oraz planowanemu zniesieniu opłat abonamentowych. Ich zdaniem zagrożona jest niezależność mediów, które stracą około 15 proc. budżetów. Zmiana wymusi zwolnienia około 700 dziennikarzy i pracowników, a także ograniczenie oferty programowej.
Minister kultury, Oto Klempirz, powiedział, że szanuje protest w formie strajku, ale widzi w nim wyraz sprzeciwu wobec wysokości środków, jakie media mają otrzymać z budżetu.
Premier Andrej Babisz wielokrotnie zaprzeczał, jakoby rząd chciał poprzez planowaną regulację ingerować w treści nadawane przez media publiczne. Prezydent Petr Pavel uznał strajk za uzasadniony.
PAP




