Przemilczany świadek Katynia
Z krytykiem literackim prof. Jackiem Trznadlem, członkiem jury
przyznającego Nagrodę im. Józefa Mackiewicza, rozmawia Piotr
Czartoryski-Sziler
Choć minęło właśnie 25 lat od śmierci jednego z największych pisarzy
minionego wieku Józefa Mackiewicza, autor „Drogi donikąd” wciąż pozostaje
nieznany. Jego książek nie ma w księgarniach, bibliotekach ani w kanonie lektur
szkolnych. Dlaczego?
– Wydaje mi się, że są dwa istotne powody.
Pierwszy z nich to całkowity zakaz książek Mackiewicza do 1989 roku. Józef
Cyrankiewicz, wieloletni premier rządu komunistycznego w Polsce, w przemówieniu
na Wawelu w roku 1966 powiedział, że Józef Mackiewicz należy do najbardziej
zaciekłych wrogów Polski Ludowej i komunizmu. To wszystko tłumaczy. W tym czasie
więc świadomość czytelników była zerowa. Oczywiście po 1981 roku w podziemnym
ruchu wydawniczym, który był nielegalny i poza cenzurą, wydano wiele książek
Józefa Mackiewicza.
Jednak podziemny drukarz „Solidarności Walczącej”, a obecnie autor
monografii o Mackiewiczu „Pisarz dla dorosłych” Grzegorz Eberhardt twierdzi, że
Adam Michnik blokował już wtedy wydawanie Mackiewicza…
– To
prawda. Jak widać, Mackiewicz nie przylegał do światopoglądu Adama Michnika,
jednego z tych ludzi, którzy uzurpowali sobie wpływ na ocenę zarówno PRL, jak i
III Rzeczypospolitej. Na zebraniu podziemnych drukarzy, co relacjonuje w swojej
książce o Mackiewiczu Grzegorz Eberhardt, pojawił się Adam Michnik i powiedział,
że absolutnie nie godzi się na wydawanie książek Józefa Mackiewicza. Jest kilku
świadków wystąpienia Michnika. Myślę, że w kręgach, które Adam Michnik
reprezentował, były jeszcze inne sposoby umniejszania wagi dzieł Mackiewicza, o
których wspomina jako doświadczony drukarz Grzegorz Eberhardt, np. zmniejszenie
wewnętrznych podziemnych dotacji dla tych wydawnictw, które Mackiewicza chciały
wydawać. Dodam, że Adam Michnik należał i później, już w okresie III
Rzeczypospolitej, do zaciętych wrogów Józefa Mackiewicza i przyłączał się w ten
sposób do tej elity powojennej w Polsce, także emigracyjnej, która myślała o
Mackiewiczu jak najgorzej. Nie tylko o jego twórczości, ale również biografii. W
jednym z wywiadów Czesław Miłosz ostro przerwał Michnikowi wypowiedź w tym
duchu.
Chodziło o rzekomą kolaborację Mackiewicza z Niemcami i wyrok śmierci
wydany na niego przez władze Armii Krajowej?
– Tak. Były na przykład
wypowiedzi i listy zbiorowe ludzi z tytułami profesorskimi, bardzo wysoko
postawionymi w Armii Krajowej, którzy uważali, że domniemany – bo nie wiemy
nawet, czy tak naprawdę było – wyrok śmierci na Józefa Mackiewicza w Wilnie miał
swoje uzasadnienie. Że Mackiewicz rzeczywiście był kolaborantem z okupantem
niemieckim. Dla mnie to w ogóle nie trzyma się jakiejś racjonalnej idei.
Mackiewicz krótko współpracował z „Gońcem Codziennym”, pismem koncesjonowanym
przez Niemców, ale nie był nigdy w jego redakcji, o co go pomawiano. Wydrukował
w „Gońcu” kilka artykułów, które miały na celu wzbudzenie w obywatelach polskich
czujności, by nie wierzyli w to, że gdy do naszego kraju wejdzie Armia Czerwona,
skończy się okupacja. Jego artykuły sprawdziły się w sposób proroczy.
Mackiewicz był człowiekiem bezkompromisowym, nieprzejednanym wrogiem
bolszewizmu. W rubryce „narodowość” zadeklarował raz prowokacyjnie:
„antykomunista”. Czy to był główny powód niechęci do niego wielu
środowisk?
– Józef Mackiewicz należał do tych, którzy w sposób
przenikliwy widzieli rozmaite polskie ograniczenia i je krytykowali, co się
wielu nie podobało. Był krytykowany także jego wyjazd do Katynia. To jest bardzo
istotna sprawa, bo Mackiewicz stał się po wojnie jednym z najważniejszych
świadków Katynia, tym, który w czasie ekshumacji, w maju 1943 roku, stał nad
otwartymi grobami polskich oficerów i doszedł do niechybnego wniosku, że jest to
dzieło sowieckie, dzieło NKWD. Nie mówi się w ogóle, jak wielkim aktem odwagi
był jego wyjazd do Katynia dla zbadania polskiej racji stanu. Przecież po
powrocie stamtąd, o czym wie mało osób, PPR wydała na niego wyrok śmierci.
Chodziło o wywiad z Mackiewiczem pt. „Widziałem na własne oczy”, jaki ukazał się
po jego powrocie z Katynia w „Gońcu Codziennym”.
Ujawniając fakty, o których – w opinii większości – „nie trzeba
głośno mówić”, Mackiewicz zyskiwał wielu przeciwników, pozostając w swej
postawie osamotniony. Tak było również w przypadku Katynia. Jaka jest waga tzw.
białej księgi o zbrodni katyńskiej, którą pisarz opracował na zlecenie Biura
Studiów II Korpusu gen. Andersa?
– „Zbrodnia katyńska w świetle
dokumentów” to zasadnicze, dokonane prawie w całości przez Mackiewicza
opracowanie. Ale Mackiewicz wydał w 1949 roku całkowicie własną książkę o
Katyniu, którą przetłumaczono na wiele języków europejskich. Nie było tylko
oryginalnej podstawy polskiej, którą wydałem z rękopisu w 1997 roku. Za co
jestem oskarżony.
Zakazane przez cenzurę książki Józefa Mackiewicza pozwalały zrozumieć
istotę czerwonego zniewolenia, a także sposoby, jakimi system sowiecki
zakłamywał rzeczywistość i łamał wolę poszczególnych ludzi i całych grup
społecznych. Czy jego twórczość jest dziś wciąż aktualna?
–
Oczywiście. O wadze twórczości Józefa Mackiewicza świadczą nie tylko oceny
pozytywne, ale i szczególna zawziętość, z jaką pewnego typu kręgi i pewni ludzie
starają się pozbawić ją wartości i nie dopuścić do tego, żeby była ona
powszechnie czytana w Polsce. Przykładem tego jest sposób wydawania jego książek
przez Ninę Karsov-Szechter. To zresztą rodzinny krąg Michnika.
W opinii
wybitnych przedstawicieli kultury polskiej rola Mackiewicza i jego twórczości w
XX wieku, szczególnie po II wojnie światowej, każe go zaliczyć do
najwybitniejszych pisarzy tego okresu. Każda z jego książek, które nie mogły
oczywiście ukazywać się w Polsce, bo objęte były całkowitym zapisem cenzury –
nie można ich było nawet omawiać i krytykować – trafiała w jakiś ważny nerw
współczesności. Miały one tę zaletę, że przedstawiały temat w sposób oryginalny,
nie tylko pod względem jakiegoś wachlarza sądów historycznych i politycznych
autora, ale także poprzez realizm bliski prawdziwym wydarzeniom. I bardzo wysoki
kunszt formy literackiej. Tak zazdrosny o własną sławę Miłosz przyznaje mu rangę
najwybitniejszego powieściopisarza swego czasu, którego nawet jego przeciwnicy
„czytają, aż im się uszy trzęsą”. I nie chodzi tylko o urodę pejzażu kresowego,
który tak niezwykle opisuje Mackiewicz. To także mistrz fabuły powieściowej. Ale
przede wszystkim to sprawy ludzkie, sprawy piękne, sprawy okrutne. Stylem
zadziwiająco prostym Mackiewicz potrafi ukazywać rzeczy wstrząsające, jak opis
torturowania polskich jeńców przez czerezwyczajkę w 1920 roku. Tak jest w opisie
ludobójstwa Żydów w 1943 r. w Ponarach, tak jest na niewielu stronicach we
wstrząsającym opisie bombardowania Drezna przez lotnictwo anglosaskie. Ten opis
waży tyle, ile całe książki temu poświęcone. Mackiewicz ukazywał to, co
obłudnicy, także opinia anglosaska, starali się ukryć. W powieści „Kontra” czuły
na los ludzi Kresów Mackiewicz ukazuje oddziały rosyjskie – z nienawiści do
Stalina i czerwonego terroru walczące przy boku Niemców. Anglicy całą tę armię,
na ostatnim etapie także Własowa – wbrew przyrzeczeniu, że jeśli złożą broń,
będą jeńcami angielskimi – siłą broni maszynowej załadowali na pociągi do
Związku Sowieckiego, gdzie ich w większości eksterminowano.
Który z problemów poruszanych w książkach przez Mackiewicza, zaliczy
Pan do najistotniejszych w jego pisarstwie?
– Przede wszystkim opis
tego, w jakim stopniu i w jaki sposób komunizm sowiecki zniszczył starą Europę,
by nową poddać władzy swego totalitaryzmu. Opisał wszystko dla historii Polski
najważniejsze, co miało związek z polskimi Kresami i z komunizmem, ze Związkiem
Sowieckim. Komunizm zniszczył dawne, przedwojenne jeszcze marzenie-ideę tak
zwanych krajowców, do których Mackiewicz należał. Aby kraje kresowe: Polska,
Litwa, Białoruś, Ukraina, były wspólną przestrzenią wolności. Nie przebaczał
tym, którzy za mało dla tej sprawy uczynili. Dam tylko jeden przykład. W
wielkiej powieści „Lewa wolna”, która mówi o obronie Polski przed Armią Czerwoną
Tuchaczewskiego, Mackiewicz krytykuje decyzje Józefa Piłsudskiego, który sam
przyznawał, że mógł po klęsce Michaiła Tuchaczewskiego, z pomocą białej
kontrrewolucji, zdławić zupełnie komunizm. Ale – jak wiemy – bał się powrotu
caratu i zupełnie nie rozumiał perspektyw komunizmu.
Ale choć była to
uzasadniona krytyka historyczna, emigracja polska, dawni przywódcy wojskowi nie
chcieli tego przyjąć, uważając, że jest to szkalowanie obrońców Polski i Józefa
Piłsudskiego. A przecież sam Józef Mackiewicz w oddziale kawalerii w armii
polskiej narażał sztubackie jeszcze życie, walcząc z Sowietami. Podobnie jak
wielki Stefan Żeromski uważał, że należy zdzierać tkankę obłudy. Wpływowe
czynniki byłej Armii Krajowej nie mogły mu przebaczyć powieści „Nie trzeba
głośno mówić”, gdzie opisując wojnę Niemiec i ZSRS, krytykował wszystkie
fałszywe założenia AK, między innymi to, by pomagać Armii Czerwonej, która
zbliżała się, niosąc następną okupację. Historia przyznała mu słuszność,
pokazując, jak czerwoni eksterminowali oficerów i żołnierzy AK.
„Zwycięstwo prowokacji” to rozprawa Mackiewicza o przyczynach
rozprzestrzeniania się komunizmu w świecie. Jakie widział pisarz metody obrony
przed zbrodniczym systemem?
– Jedyną metodą jest wierność prawdzie.
Mackiewicz wnikliwie i po mistrzowsku ukazywał perfidię ideologii komunistycznej
władającej obłudną psychologią w celu pozyskiwania ludzi. Widzimy to w powieści
„Droga donikąd” o okupacji Wilna, ale właściwie we wszystkim, co pisał.
„Zwycięstwo prowokacji” to przenikliwy szkic polityczno-historyczny, w którym
Mackiewicz pokazuje realizację długofalowego planu oszukiwania politycznie
dawnej Europy, by poddać ją czerwonej władzy państwowej, także za pomocą
politycznych oszustw i prowokacji.
Czy Józef Mackiewicz chciał, żeby jego książki były wydawane w
kraju?
– Oczywiście, że tak. Ostatni wywiad Józefa Mackiewicza dla
Radia Deutsche Welle, emitowany tuż po jego śmierci w 1985 roku, mówi o jego
radości z powodu wydawnictw podziemnych i faktu, że ludzie w kraju mogą czytać
jego książki.
Przynoszą one głęboką wiedzę o człowieku poddanym komunizmowi i
walczącym z nim. Jest to tak porażająca wiedza o tym, jak doszło do zaboru
środkowej Europy przez komunizm, że ci, którzy nie pozbyli się do końca tej
ideologii, chcieliby zablokować tę rewelacyjną twórczość. Mackiewicz wiedział,
że ideologia i polityka komunizmu jest międzynarodowa, pragnie pozyskać
wszystkich. Tak na początku było także z Niemcami, bez bolszewickiej pomocy
Hitler nie doszedłby do władzy. A jeszcze przed paktem Ribbentrop – Mołotow w
1938 roku najwyższy rangą w Gestapo i SS Reinhard Heydrich i w NKWD Ławrentij
Beria podpisali odpowiednie porozumienie o współpracy. Mackiewicz zwalczał po
wojnie opcję propeerelowską w kraju i na emigracji, pseudoracje historyczne i
obłudę tych, którzy mówili o wypaczeniach komunizmu, żałowali tysięcy jego
ofiar, gdy naprawdę były ich dziesiątki milionów.
Kto i co sprawia konkretnie, że twórczość Mackiewicza jest w Polsce
nadal blokowana?
– Dzieje się tak za sprawą wspomnianej Niny
Karsov-Szechter, której sąd, powołując się na testament Barbary Toporskiej,
towarzyszki życia Józefa Mackiewicza, przyznał wyłączność praw do wydawania jego
dzieł. Za wydanie w 1997 roku pism Mackiewicza o Katyniu Karsov wytoczyła mnie,
Halinie Mackiewicz, wydawnictwu Antyk i Fundacji Katyńskiej proces. W pierwszym
punkcie pozwu napisano, że postąpiliśmy wbrew woli Józefa Mackiewicza, który nie
życzył sobie wydawania swoich książek w Polsce. Jest to nikczemne kłamstwo,
ponieważ pani Karsov nie znalazła przez przeszło dziesięć lat cytatu, który by
to potwierdził. To tylko ona mówiła, od 1993 roku, i na każdym egzemplarzu
książek Mackiewicza, które wydawała, przyklejała nalepkę, że pozwala na debit
tych książek w Polsce, łamiąc wolę Józefa Mackiewicza. A przecież Józef
Mackiewicz wyraźnie zastrzegał, że nie wolno wydawać jego książek z żadnym
komentarzem czy adiustacją.
Czy te nalepki nie są pewną formą komentarza?
–
Oczywiście, że są. Książka taka niesie następujący przekaz: Mackiewicz mówi nam:
to jest moja książka, ale nie życzę sobie, żeby Polacy ją czytali. To jest
przecież przestępstwo wobec międzynarodowego prawa autorskiego. Ludzie ceniący
Mackiewicza i jego rodzina powinni wytoczyć Karsov proces o szkalowanie pamięci
pisarza. Tą czerwoną nicią szkalowania Mackiewicza Karsov stale kneblowała jego
książki, zdradzając, po co chciała mieć prawa do Mackiewicza. Przy całej
przenikliwości Mackiewicza i jego nieufności do możliwych agentów
komunistycznych, zaufanie do Niny Karsov-Szechter jest zastanawiające.
Mackiewicz wiedział przecież, że np. sekretarka pierwszego wielkiego dysydenta
sowieckiego Wiktora Krawczenki była utajnioną agentką NKWD. Karsov starała się
pozyskać zaufanie Mackiewiczów, przyczyniając się do wydania za ich życia w
założonym przez siebie wydawnictwie Kontra w Londynie kilku książek Mackiewicza.
I planowała zapewne, że jeśli uzyska prawa, zablokuje te książki dla Polski. Nie
sądzę, że powiedziała to Toporskiej, gdy uzyskała od niej zapis testamentowy.
Bądź co bądź Karsov nie potrafiła nigdy powiedzieć czegoś ważnego o Mackiewiczu,
poza tezą rozpowszechnioną w kilkunastu tysiącach ulotkowych nalepek, że pisarz
nie życzył sobie obiegu swoich książek w Polsce. Tu odkrywa prawdę, ale nie o
pisarzu, tylko o swoich perfidnych celach.
Dlaczego godząc się na to, że Karsov pozostanie jedynym spadkobiercą
praw autorskich do wydań Mackiewicza, pomijając tym samym prawa do nich jego
córki Haliny, sąd nie wziął pod uwagę „Oświadczenia” Barbary Toporskiej
opublikowanego w paryskiej „Kulturze” w marcu 1985 roku, w którym zezwala –
zgodnie z wolą Mackiewicza – na wydawanie jego książek w Polsce?
–
Dla sądu nie był to dowód, choć wspomniane oświadczenie ukazało się na całą
stronę paryskiej „Kultury”, najważniejszego pisma emigracji, z prośbą zresztą o
przedruki we wszystkich pismach. Barbara Toporska pisze w nim, że wolą Józefa
Mackiewicza jest, by upoważnić wszelkie wydawnictwa podziemne w Polsce do
wydawania jego książek. Oznacza to, że Nina Karsov nie miała debitu praw
autorskich na Polskę, a testament Toporskiej, który sąd jedynie uznał, dawał
Karsov prawa do wydawania Mackiewicza tylko na kraje zachodnie. Ponadto istnieją
listy Marii Marczak, która była w kontakcie z Józefem Mackiewiczem i wymieniała
z nim korespondencję. W jednym z nich pisze do Józefa Mackiewicza o wydawaniu
jego książek w Polsce przez Halinę Mackiewicz, pyta, co zrobić z pieniędzmi z
ich sprzedaży. Jeżeli córka pisarza pobiera pieniądze niezależnie od tego, czy
dla ojca, czy dla siebie, to znaczy, że posiada jakieś prawa!
Był jeszcze przecież list Józefa Mackiewicza do córki z 1982 roku, w
którym wyraźnie przekazywał jej te prawa…
– To bardzo ważny list,
który Maria Marczak potajemnie przywiozła do Polski. Niestety, został później
zniszczony przez Halinę Mackiewicz, która była inwigilowana i bała się rewizji
mieszkania i ujawnienia pewnych ludzi z konspiracji obiegu podziemnego.
Zniszczenie listu było pomyłką, ale pozostał on w pamięci wielu wybitnych osób
ze świata literackiego, które go czytały. Powołani na świadków zgodnie zeznali
przed sądem, że list taki istniał i jakie były jego najważniejsze treści. Józef
Mackiewicz przekazywał w nim prawa do wydawania swoich książek w kraju córce
Halinie. Niestety, sąd kazał świadkom po latach określać drugorzędne cechy
formalne listu i w końcu podał w wątpliwość jego istnienie. Uważam to za jedną z
większych niesprawiedliwości i pomyłek w sądownictwie ostatniego okresu.
Dodajmy, że zeznawać w procesie chciała wspomniana pani Marczak, jednak sąd
odrzucił taką możliwość.
Według Pana Profesora, jest jeszcze szansa, by sąd zakwestionował
wyłączność praw Karsov do Mackiewicza? Kiedy jego dzieła w komplecie zostaną
wreszcie wydane w Polsce?
– Byłby to wielki akt sprawiedliwości.
Dawno myślałem już nad tym, by niektóre utwory Józefa Mackiewicza, niewielkie
nowele czy reportaże zostały wydane w Bibliotece Szkolnej dla liceów. To
wspaniałe utwory literackie, nasycone niepowtarzalnym realizmem życia Kresów
polskich. Te utwory musiałyby się jednak ukazać w dużym nakładzie, 50-100 tys.
egzemplarzy. Nigdy Nina Karsov nie myślała nawet o takim upowszechnieniu. Nie
godzi się także na tłumaczenie książek Mackiewicza na języki obce (francuski,
niemiecki, rosyjski). Być może dokonana zostanie rewizja tego procesu w sposób
obiektywny. Uważam, że spór o Mackiewicza powinien być troską Ministerstwa
Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jakiż gwałt by się podniósł, gdyby nagle
okazało się, że nie wolno wydawać dzieł Brunona Schulza lub Witolda Gombrowicza.
A książki Mackiewicza, które nie mają właściwie debitu w Polsce i są źle i w
małych ilościach wydawane, to przecież dorobek kultury narodowej. Nie chodzi o
trzeciorzędnego pisarza, ale o jednego z najwybitniejszych klasyków ostatniego
czasu.
Dziękuję Panu Profesorowi za rozmowę.
