Prokuratorzy akt nie zobaczyli
Polscy śledczy, którzy pojechali do Moskwy przekonani, że uzyskają dostęp
do 32 tomów akt ze śledztwa smoleńskiego, wrócili do Warszawy z kwitkiem.
Okazało się, że dokumentacja jest dopiero sprawdzana w Komitecie Śledczym przy
Prokuraturze Generalnej Federacji Rosyjskiej. Na większość z zadanych przez
dziennikarzy pytań prokuratorzy nie odpowiedzieli. Prokuratura przyznała, że nie
dysponuje dowodami potwierdzającymi obecność gen. Andrzeja Błasika w kokpicie.
– Liczyliśmy, że z pobytem prokuratorów w Moskwie będzie się wiązał fakt
przekazania 32 tomów akt z rosyjskiego śledztwa, w pierwszej fazie mieli oni te
akta czytać – przyznał gen. Krzysztof Parulski, szef Naczelnej Prokuratury
Wojskowej. Jednak jak się okazało, dokumentacja ta jest sprawdzana w rosyjskim
Komitecie Śledczym.
– Nie zdążyliśmy w pełni zrealizować naszych zamierzeń – przyznał na wczorajszej
konferencji prasowej podsumowującej pobyt polskich śledczych w Moskwie ppłk
Karol Kopczyk, jeden z prokuratorów, który brał udział w działaniach polskich
śledczych w Moskwie.
Zaznaczył jednak, że nikt nie wpływał na ich decyzje. Generał Parulski wskazał,
że prokuratorzy mieli przeglądać akta, które niebawem mają trafić do Polski, ale
jak się okazało, nie przeszły one jeszcze całkowicie procedury w Komitecie
Śledczym. – Podlegają one gruntownemu sprawdzeniu, muszą przejść przez procedurę
kontrolną – poinformował Andrzej Seremet, prokurator generalny.
Podstawową czynnością przeprowadzoną przez polskich śledczych były przesłuchania
kontrolerów z lotniska w Smoleńsku. – W sumie przesłuchaliśmy cztery osoby, ale
przeprowadziliśmy łącznie sześć przesłuchań. Wynikało to z konieczności zadania
dodatkowych szczegółowych pytań dwóm osobom. Przesłuchania trwały po sześć,
osiem godzin. Umożliwiono nam zadanie wszystkich pytań, także tych, które
wynikały z przesłuchań – poinformował na wczorajszej konferencji ppłk Kopczyk.
– Odpowiedzi przesłuchiwanych świadków wyczerpały naszą "ciekawość" – podkreślił
prokurator. – To kluczowe dowody – ocenił. – Zadaliśmy szereg pytań dotyczących
przygotowania lotniska, wyposażenia lotniska w sprzęt, osób, które tam
przebywały – podkreślił prokurator. – Przesłuchania były bardzo szczegółowe,
pytania obejmowały również to, co znalazło się we wcześniejszych zeznaniach –
dodał. Chodzi o kwietniowe zeznania kontrolerów ze smoleńskiego lotniska, które
zostały unieważnione przez Rosjan.
Prokuratorzy odmówili jednak udzielenia informacji na temat szczegółowych
ustaleń wynikających z tych przesłuchań, m.in. tego, z kim dokładnie
kontaktowali się kontrolerzy ze Smoleńska podczas sprowadzania polskiego
samolotu i czy rozmowy te miały charakter nacisków.
– Nie mamy protokołów przesłuchań, nie udzielimy odpowiedzi na pytania związane
z ustaleniami wynikającymi z przesłuchań – zaznaczył prokurator Seremet. – To
nie jest chowanie się za tajemnicą – tłumaczył.
Tę oszczędność w informowaniu skrytykowali posłowie opozycji. – Po raz kolejny
usłyszeliśmy to samo. Nic nowego nie padło na konferencji. To zdumiewające,
czego obawiają się prokuratorzy i polski rząd? – pytał poseł Mariusz Błaszczak
(PiS). W jego ocenie, strona polska popełniła błąd w sprawie przekazania
postępowania o katastrofie smoleńskiej stronie rosyjskiej. – Widać, jakie są
efekty takiej błędnej polityki. Polscy piloci są obarczani winą za katastrofę, a
Polska nic nie robi – mówił.
W opinii Jerzego Polaczka (PiS), potwierdza to, iż rząd Tuska jest rządem
"spóźnionej fazy" oraz że brakuje polityki informacyjnej w stosunku do rodzin
ofiar katastrofy, społeczeństwa i organizacji międzynarodowych.
Prokuratura przyznała, że nie posiada obecnie dowodów potwierdzających obecność
gen. Andrzeja Błasika w kokpicie. Tezę taką uprawniają wyłącznie materiały
strony rosyjskiej. – Przede wszystkim nie mamy opinii fonoskopijnej, a to z tej
opinii będzie wynikać, jakie osoby, w jakim czasie znajdowały się w kokpicie i –
ewentualnie – jakie wypowiadały słowa i jakie czynności wykonywały – powiedział
wiceszef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ryszard Filipowicz.
Taką opinię prokuratorzy będą mogli otrzymać, gdy Instytut Ekspertyz Sądowych
zakończy badanie nośników, które otrzymał od prokuratury. – Opinia Instytutu
Ekspertyz Sądowych ostateczna będzie wtedy, kiedy biegli stwierdzą, że albo
zobaczyli i zbadali oryginalny rejestrator, albo – co jest mało prawdopodobne –
stwierdzą, że nie jest im konieczny ten oryginalny nośnik do tego, żeby wydać
opinię – powiedział.
Zenon Baranowski
