Proaborcyjne bojówki czują się bezkarne
Po raz trzeci w ciągu kilku miesięcy, tym razem w Poznaniu, „nieznani sprawcy” zniszczyli wystawę „Wybierz życie”, która pokazuje autentyczne zdjęcia dzieci – ofiar aborcji. Najwyraźniej czują się bezkarni. Ale czy nie mają ku temu powodów? Mimo że teren, na którym rozstawiona jest wystawa, objęty jest miejskim monitoringiem, do którego mają na bieżąco dostęp wszystkie poznańskie komisariaty, włącznie z komendą wojewódzką, dziwnym trafem nikt niczego nie zauważył. Dodajmy do tego fakt, że w śledztwie w sprawie zdewastowania w sierpniu tej samej ekspozycji podczas Przystanku Woodstock do tej pory nie przesłuchano jeszcze wszystkich świadków. A Mariusz Dzierżawski z Fundacji Pro, która wystawę organizuje, nie doczekał się też odpowiedzi na list otwarty, jaki wystosował do Jerzego Owsiaka.
Wystawę „Wybierz życie” od piątku oglądają poznaniacy na usytuowanym centralnie placu Wolności. Często całymi rodzinami. Jednak już pierwszej nocy – tak jak to było w Kostrzynie nad Odrą i w Rzeszowie – miała miejsce próba zniszczenia plakatów pokazujących prawdę o aborcji. Sprawa natychmiast została zgłoszona miejscowej policji, która zapewniła organizatorów, że udostępni nagrania z monitoringu miejskiego mające ułatwić zidentyfikowanie wandali.
Do Poznania wystawa przybyła na zaproszenie osób zaangażowanych w ruch obrony życia człowieka od momentu poczęcia – Macieja Szulca i Henryka Krzyżanowskiego. W jej zamontowaniu pomagali studenci z poznańskiego stowarzyszenia „Studenci za życiem”.
Na pierwszą noc wystawa pozostała bez opieki, chociaż organizatorzy, nauczeni wcześniejszym doświadczeniem, starali się zapewnić ekspozycji bezpieczeństwo. – Po południu w piątek pojechałem z Mariuszem Dzierżawskim załatwić ochronę, niestety, nie udało nam się podpisać z nimi umowy z powodu zbyt późnej godziny. Obiecano nam jednak, że będą pilnować wystawy od godz. 22.00 do 5.00, a w poniedziałek spiszemy umowę i uregulujemy sprawy finansowe – relacjonuje Maciej Szulc. Tymczasem w sobotę o godz. 4.20 ktoś mieszkający w pobliżu zawiadomił organizatorów, że wszystkie plakaty są pogniecione i porozrzucane po całym placu. – Dwanaście plakatów jest zawieszonych na dość twardych plastikowych paskach samozapinających się, które zostały przecięte. Jest ich blisko sto. To musiało więc trochę trwać i trzeba się było mocno napracować, żeby wystawę zniszczyć – tłumaczy Szulc.
Organizatorzy wraz z ludźmi, których ta sprawa zbulwersowała, zakasali rękawy – i do południa wystawa została przywrócona do pierwotnego stanu. Ponownie stała się dostępna dla poznaniaków. I znowu zainteresowanie było ogromne.
Niestety, tego samego dnia wieczorem wystawę „Wybierz życie” ponownie odwiedzili ludzie, którzy sensem swego życia uczynili walkę o legalizację zabijanian dzieci przed narodzeniem. Do bannerów podoczepiali proaborcyjne treści (np. napis „piekło kobiet”), które – zestawione ze zmasakrowanymi ciałami ofiar aborcji – tym większe robiły wrażenie na przechodniach. Niektórzy komentowali, że prawdziwym „piekłem kobiet” są wszelkie formy przyzwolenia na zabijanie dzieci.
Nocne zajście zostało natychmiast zgłoszone poznańskiej policji. Teoretycznie ujęcie sprawców nie powinno być zbyt trudne, ponieważ miejsce, w którym stoi ekspozycja, objęte jest monitoringiem. – Uzyskaliśmy od policji obietnicę, że będziemy mieli dostęp do tego monitoringu. Jeśli uda się zidentyfikować te osoby, to mam nadzieję, że policja postawi im zarzuty dotyczące dewastacji. Nie wiem, jaką to jest zagrożone sankcją karną, ale chcielibyśmy chociaż zobaczyć ich twarze. My zawsze występujemy otwarcie, natomiast tamte osoby wolą pozostać anonimowe – mówi Maciej Szulc.
Incydent bada komisariat Poznań Stare Miasto. Jak poinformowano nas w biurze prasowym poznańskiej policji, prowadzona jest sprawa o wykroczenie. Jeśli po podjęciu takich działań, jak przejrzenie monitoringu i przesłuchanie pracowników ochrony, sprawcy zostaną wykryci, to sprawa trafi do sądu grodzkiego. Radzimy też sprawdzić, czy służby miejskie na bieżąco nadzorują monitoring prowadzony w tym miejscu.
Najwyraźniej jednak funkcjonariusze nie szukają sprawców sobotniego zdarzenia w pobliżu samej wystawy, ponieważ w nocy z poniedziałku na wtorek znowu przecięto mocowania. Tym razem dotyczyło to sześciu banerów, z których cztery zupełnie zniknęły z placu Wolności. – Sprawcy nie zdążyli skończyć dzieła zniszczenia. Prawdopodobnie ktoś musiał zauważyć, że wystawa jest niszczona, i ich przestraszył. Mamy jeszcze nadzieję, że te cztery odcięte i zaginione plansze nie zostały skradzione, a jedynie zabrane przez jakiegoś sympatyka wystawy, który chciał je uchronić przed całkowitą dewastacją – opowiada Szulc.
Organizatorzy nie mają wątpliwości: zdewastowanie wystawy nie było zwyczajnym aktem wandalizmu. Świadczy o tym chociażby fakt, że 20 metrów dalej stoi nienaruszona wystawa o hrabi Edwardzie Raczyńskim. Została przygotowana na bazie płyt z dykty na aluminiowych mocowaniach, które jest dużo łatwiej zniszczyć. A jednak nikt się nią „nie zajął”.
Maciej Szulc nie jest zdziwiony kolejnym brutalnym atakiem aborcjonistów. – Stojąc przed tą wystawą, nie da się kłamać. Nie można opowiadać o zlepku komórek, o zygocie, że jest to najlepsze rozwiązanie dla kobiety, która jest w ciężkiej sytuacji życiowej itd. – podkreśla. – Wystawa jest niszczona, ponieważ aborcjoniści nie potrafią znieść prawdy o aborcji i chcieliby ją ukryć. Jesteśmy w stanie naszą ekspozycję szybko odtworzyć, dlatego takie ataki nas nie zniechęcają. Pokazują za to, że nasza działalność jest skuteczna. Potwierdzają to zresztą badania opinii publicznej – zwiększyła się liczba przeciwników aborcji – konkluduje Mariusz Dzierżawski.
Wystawa „Wybierz życie” zostanie w Poznaniu do 4 listopada (zgodnie z umową podpisaną z Zarządem Dróg Miejskich).
Wciąż bez zarzutów
Mimo że Przystanek Woodstock zakończył się trzy miesiące temu, sprawa nocnego zniszczenia bannerów przez grupę kilkunastu zamaskowanych mężczyzn oraz późniejszego ich zarekwirowania przez „pokojowy patrol”, czyli służby porządkowe Jerzego Owsiaka, nadal nie jest zakończona. Prokuratura Rejonowa w Słubicach nadzoruje śledztwo prowadzone przez Komisariat Policji w Kostrzynie nad Odrą. Jak poinformował nas prokurator rejonowy Mariusz Nowak, prokurator nadzorujący śledztwo zadecydował o przedłużeniu dochodzenia do 5 listopada. Adam Grochoła ze słubickiej prokuratury podał nam więcej szczegółów. – Konieczne jest przesłuchanie szeregu osób mających związek z tym zdarzeniem, a które zamieszkują w zasadzie na terenie całej Polski. Dlatego wydałem postanowienie o przedłużeniu okresu dochodzenia do 5 listopada. Liczę na to, że w tym terminie całość materiału dowodowego zostanie zgromadzona i będę mógł podjąć decyzje co do dalszego biegu postępowania, względnie jego zakończenia – wyjaśnia prokurator Grochoła. Dodaje, że z uwagi na „niewyczerpanie inicjatywy dowodowej” oraz niewpłynięcie protokołów przesłuchań wszystkich świadków nie było możliwości, żeby komuś postawić jakieś zarzuty. Równocześnie potwierdza, że przesłuchiwano już Radosława Mysłka, szefa „pokojowego patrolu”, który miał dowodzić akcją wywiezienia elementów wystawy z trawnika sąsiadującego z terenem Przystanku Woodstock. Oprócz niego przesłuchano też innych członków patrolu „mogących coś wnieść do tego zdarzenia”.
– Otrzymałem niedawno dość lakoniczną odpowiedź z resortu spraw wewnętrznych i administracji, że policja i prokuratura prowadzą postępowanie w tej sprawie – informuje poseł Stanisław Pięta (PiS), który zaraz po zniszczeniu ekspozycji w Kostrzynie, a na długo przed wyjściem na jaw afery hazardowej, skierował zapytanie poselskie do ówczesnego wicepremiera, ministra spraw wewnętrznych Grzegorza Schetyny. – To jest nieco zastanawiające, że ciągle sprawa jest na tak wstępnym etapie – zaznacza Stanisław Pięta.
