Prezes w wędzidle
Z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego,
rozmawia Maciej Walaszczyk
Środowisko naukowe, które w pewnej części nie poddało się lustracji, dziś w
jakiś sposób decyduje o losach IPN. Czy może to rodzić obawy o los instytucji
trzymającej pieczę nad archiwami służb specjalnych PRL?
– To niebezpieczne uogólnienie, bo różnie ta sytuacja wyglądała na różnych
wydziałach i uczelniach. Ja akurat mam zaszczyt zasiadać w dwóch radach
historycznych: na UJ i w Polskiej Akademii Nauk. I wiem, że nie było w nich tak
jednoznacznej opinii na temat lustracji. Wiem również, że wybraliśmy w nich
godnych reprezentantów do zgromadzenia elektorskiego IPN. Na pewno nie przesądza
ono negatywnie o losach IPN. Ostatecznie będzie można wydać werdykt w tej
sprawie po wyniku wyborów, a więc po tym, kto zostanie przez elektorów wyłoniony
i przedstawiony Sejmowi jako kandydat do Rady IPN.
Ale miał Pan przecież bardzo duże zastrzeżenia co do nowelizacji ustawy o IPN?
– Ustawa mocno osłabiła pozycję prezesa IPN. Teraz będzie on bardziej zależny
nie tylko od większości parlamentarnej, ale właśnie wybieranej przez
zgromadzenie elektorskie Rady IPN. Stąd tak ważny jest jej wybór.
Nie obawia się Pan, że Rada będzie musiała jednak dobić targu z kontrolowaną
przez PO i PSL większością sejmową? Do wyboru czy odwołania prezesa potrzebna
będzie tylko zwykła większość.
– W mojej ocenie, groźna jest właśnie ta jego zależność od każdorazowej woli
politycznej, która w danym momencie przeważa w parlamencie.
W tej sytuacji nowy szef IPN może nie odważyć się nigdy na wydanie takiej
publikacji, jak ta o współpracy Lecha Wałęsy z SB.
– Będzie to zależało tylko od determinacji prezesa i Rady IPN, która wraz z nim
będzie współdecydowała o takich sprawach. Na pewno zwiększy się "koszt"
podejmowania takich decyzji w postaci możliwości odwołania szefa Instytutu za
wydanie niewygodnej książki. Poprzedni prezes śp. Janusz Kurtyka miał jasno
określony horyzont czasowy, w którym mógł swobodnie działać i dzięki temu miał
większą niezależność. A ona właśnie jest na tym stanowisku bardzo potrzebna. Ta
nowelizacja bardzo ją ograniczyła, dlatego tym większa odpowiedzialność stoi
dziś przed osobą, która będzie pełniła funkcję prezesa Instytutu. Która być może
w pewnym momencie stanie przed koniecznością np. ujawnienia dokumentów
zawierających politycznie niewygodne fakty. Tym samym będzie płacił polityczną i
osobistą cenę w postaci ryzyka szybkiego odwołania.
Dziękuję za rozmowę.
