Prawem wyborczym w opozycję

Uchwalona 5 stycznia 2011 r. ustawa Kodeks wyborczy oraz ustawa te przepisy
wprowadzająca wnoszą kilka istotnych zmian do procedur wyborczych. Ich wspólną
cechą jest sprzeczność z wyraźnymi przepisami obowiązującej polskiej
Konstytucji, z podstawowymi standardami wyborczymi państw demokratycznych, z
orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego i dominującymi ustaleniami nauki prawa
konstytucyjnego.

Celem zmian wprowadzonych przez koalicję PO – PSL było maksymalne zwiększenie
frekwencji wyborczej, która – w ich ocenie – zwiększa szanse wyborcze
rządzących, a zwłaszcza PO. Uczyniono to jednak za pomocą rozwiązań
naruszających Konstytucję i dobre obyczaje polityczne. Nowe prawo wyborcze
wymierzone wyraźnie w opozycję (PiS) narusza też zasadę równości wyborów,
równych szans dla wszystkich istniejących partii politycznych.

Parytety
Wprost sprzeczne z Konstytucją jest wprowadzenie parytetów na listach
wyborczych, administracyjnie faworyzujących w wyborach do Sejmu kobiety.
Konstytucja w art. 96 mówi: "Wybory do Sejmu są równe". Wprowadzony parytet
narusza zaś tę równość, a konkretnie równy dostęp do biernego prawa wyborczego,
do równego kandydowania, dyskryminując mężczyzn ze względu na płeć. Parytet
sprzeczny jest też z art. 32 Konstytucji, który mówi, że wszyscy są wobec prawa
równi i nikt nie może być dyskryminowany m.in. w życiu politycznym z
jakiejkolwiek przyczyny (też dlatego, że nie jest kobietą).

Głosowanie korespondencyjne
Kodeks wyborczy wprowadza możliwość głosowania korespondencyjnego z zagranicy,
co naruszać może konstytucyjną zasadę tajności głosowania na rzecz np. różnych –
też obcych – służb operujących swobodnie w systemach pocztowych różnych państw.
Systemy te nie dają żadnych gwarancji tajności ani zachowania tajemnicy
korespondencji. Głos wyborcy wysłany do Polski np. z Rosji z dużym
prawdopodobieństwem może ulec odtajnieniu na kolejnych posterunkach kontrolnych.
Państwa europejskie wycofują się z pomysłu głosowania korespondencyjnego (np.
Francja) ze względu na liczne oszustwa ujawniane w trakcie takiego głosowania.
Wycofać się z tej możliwości planuje Austria. W Polsce zaś tę obarczoną dużym
ryzykiem procedurę właśnie rządząca koalicja wprowadziła.

Głosowanie przez pełnomocnika
Podobnie sprzeczne z wyraźnymi przepisami art. 96 i art. 97 Konstytucji,
określającymi, że wybory do Sejmu i Senatu są bezpośrednie, wprowadzono
głosowanie przez pełnomocnika. Taki sposób głosowania narusza też zasadę
tajności głosowania osoby upoważniającej i daje faktycznie niekontrolowane
możliwości nadużyć pełnomocnikowi, który w efekcie dysponuje dwoma głosami i
przez nikogo nieweryfikowany może oddać głos – także osoby upoważniającej –
dowolnie, wbrew danemu ustnie przyrzeczeniu. Osoba udzielająca pełnomocnictwa
nigdy nie może być pewna, czy jej pełnomocnik w głosowaniu tajnym oddał głos
zgodnie z jej wolą.
Lepszym rozwiązaniem, zgodnym z konstytucyjną zasadą bezpośredniości i tajności,
byłoby przybycie komisji wyborczej do chorego czy starego wyborcy, który nie
musiałby też wtedy w ogóle informować, na kogo chce głosować.

Wybory dwudniowe
Najpoważniejsze jednak zastrzeżenia budzi wprowadzona w Kodeksie wyborczym
możliwość ogłoszenia wyborów dwudniowych, wprost sprzeczna z wyraźnymi,
jednoznacznymi przepisami polskiej Konstytucji, np. z art. 98 ust. 2 i ust. 5
(dotyczącymi wyborów do Sejmu i Senatu) oraz art. 128 ust. 2 (dotyczącymi
wyborów prezydenta RP). Wspomniane przepisy dopuszczają bowiem tylko wybory
jednodniowe. Artykuł 98 ust. 2 mówi, iż "wybory do Sejmu i Senatu zarządza
Prezydent RP (…) wyznaczając wybory na dzień wolny od pracy…". Mowa jest tu
więc wyraźnie o jednym dniu wolnym od pracy, a nie o "dniach" wolnych od pracy.
Podobnie wybory na prezydenta RP zarządza marszałek Sejmu "na dzień
poprzedzający…", a w razie opróżnienia urzędu prezydenta RP "nie później niż w
czternastym dniu po opróżnieniu urzędu wyznaczając datę wyborów na dzień wolny
od pracy…" (art. 128 ust. 2 Konstytucji).
Dwudniowe wybory sprzeczne są nie tylko z wyraźnymi przepisami Konstytucji, ale
także z uznanymi standardami demokratycznymi przyjętymi w nietotalitarnych
państwach, a zwłaszcza z zasadą rzetelności i uczciwości procedur wyborczych. Co
więcej, wybory (głosowania) trwające dwa dni lub więcej (np. jak na Białorusi)
stwarzają możliwości popełniania fałszerstw na dużą skalę. Uchwalony w styczniu
Kodeks wyborczy pozbawia członków komisji wyborczych kontaktu z urnami i
materiałami wyborczymi w nocy z 1. na 2. dzień wyborów. Członkowie komisji
wyborczych muszą w nocy przebywać poza lokalem wyborczym. Według zaś nowych
przepisów, w nocy urny i materiały wyborcze na całym terenie ich działania mają
"zabezpieczyć" wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Mogą oni posłużyć się dla
tej "ochrony" urn osobami trzecimi, które będą zapewne "czuwać" przy urnach
(częściowo już zapełnionych), podczas gdy ani członkowie komisji wyborczych, ani
mężowie zaufania nie będą mieli do nich w tym czasie dostępu. Zatem mamy tu
ogromne pole do fałszerstw. Sytuacja ta ma cechy skandalu wyborczego. W
niedawnych, właśnie w takich kilkudniowych wyborach na Białorusi zwyciężył
Alaksandr Łukaszenko, którego przedstawiciele właśnie nocami "zabezpieczali"
urny.
Dwudniowe głosowanie ułatwia złamanie ciszy wyborczej, daje czas na fałszywe
komunikaty i manipulację wyborcami. Daje czas aktualnej władzy na różne
działania, w zależności od cząstkowych wyników głosowania z dnia poprzedniego.
Koalicja rządząca naruszyła nowymi przepisami wyborczymi także standardy prawne
wypracowane m.in. przez polski Trybunał Konstytucyjny i naukę prawa
konstytucyjnego. Otóż to nie ustawa decyduje, kiedy ewentualnie i czy w ogóle w
danym przypadku przeprowadzać wybory dwudniowe, lecz kompetencję tę ustawa
zostawia do swobodnego uznania prezydentowi RP. To on, organ wykonawczy,
polityczny, każdorazowo zdecyduje według sobie tylko znanych kryteriów i zgodnie
z doraźną korzyścią swojej formacji politycznej, czy aktualne wybory mają trwać
1 czy 2 dni. Następne mogą trwać krócej lub dłużej – jak znów swobodnie uzna
prezydent. Zdecyduje o tym w swym rozporządzeniu. Trzeba jednak przypomnieć, że
czas trwania wyborów jest jednym z podstawowych elementów prawa wyborczego.
Powinien być zobiektywizowany, nie zależeć od aktualnej, doraźnej kalkulacji
politycznej podmiotu ogłaszającego wybory. Powinien być określony w ustawie
przez parlament.
Wziąwszy zaś pod uwagę, iż poważnie ograniczono też partiom politycznym wolność
działania i wyrażania poglądów przez zakaz umieszczania większych ogłoszeń i
płatnych spotów reklamowych oraz wyborcom prawo do informacji i kontaktu ze
swymi partiami – funkcje dowolnego prowadzenia kampanii wyborczej przejmą media.
Odpowiednio do własnych sympatii politycznych "zaprzyjaźnione" media przetworzą
oryginalny przekaz polityczny w karykaturę i antyreklamę. Zakaz komunikowania
się partii politycznych z jej wyborcami, utrudnianie partiom przekazu do
wyborców (co w Polsce dotyczy w zasadzie tylko PiS) wprost godzi w demokrację,
prawa i wolności obywatelskie. Wprowadzone w prawie wyborczym zmiany mają
wszelkie cechy prawnych szykan wobec największej partii opozycyjnej.
Sejmowa arytmetyka wykorzystywana jest przez koalicję PO i PSL do wszelkich –
też sprzecznych z prawem i utrwalonymi standardami – działań mających
doprowadzić do trwałego wykluczenia opozycji z życia publicznego.
Twierdzenie, że mamy obecnie w Polsce "demokrację fasadową", zostało kolejny raz
potwierdzone nowym prawem wyborczym.
 

Prof. Krystyna Pawłowicz
 

Autorka jest prawnikiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem
Trybunału Stanu.

drukuj