Praca ciężka i trochę niedoceniana

Choć liczące ponad 200 tys. osób środowisko polskich pielęgniarek jest
mocno podzielone i stawia różne postulaty, to jedno nie ulega wątpliwości:
pielęgniarki pracują w poczuciu niedocenienia i krzywdy, a wykonują naprawdę
niezwykle ciężki i odpowiedzialny zawód. Warto o tym pamiętać nawet wtedy, gdy
jedne z nich spierają się z drugimi.

Podczas ostatniego protestu, w ramach którego członkinie Ogólnopolskiego Związku
Zawodowego Pielęgniarek i Położnych głodowały na sali sejmowej, domagając się,
aby rząd wprowadził zakaz zatrudniania pielęgniarek w szpitalach na kontraktach
i pozostawił jako obligatoryjną pracę na etacie. Natomiast pielęgniarki
pracujące na kontraktach opowiadały się za utrzymaniem możliwości pracy na
podstawie umów-kontraktów.
– Dziś problem ochrony zdrowia w Polsce został zdominowany przez kwestię
roszczeń poszczególnych grup zawodowych – uważa Maria Ochman, szefowa
sekretariatu ochrony zdrowia NSZZ "Solidarność". – To jest niestety wina
rządzących, a konkretnie Ministerstwa Zdrowia, które od trzech lat uprawia
politykę "dziel i rządź", konfliktując jednych przeciwko drugim, co uderza
przede wszystkim w pacjentów. To, o co "Solidarność" upomina się od wielu lat,
to spojrzenie na pracę wszystkich ludzi zatrudnionych w szpitalu jak na pewną
systemową całość. Wyjęcie jakiejkolwiek cegły z tego muru spowoduje, że zacznie
się sypać. Niestety, ten rząd zdaje się tego nie dostrzegać.

Trudno dociągnąć do emerytury
Neurologia to jeden z cięższych oddziałów w każdym szpitalu. Trafia tu bardzo
wielu pacjentów z udarami, które stały się już naszą chorobą cywilizacyjną.
Obsadę pielęgniarską neurologii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im.
Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie stanowią wyłącznie kobiety.
– Po udarze mózgu pacjent bardzo często pozostaje niepełnosprawny, leży i wymaga
stałej opieki pielęgniarskiej – mówi mgr Dorota Nalepa, kierownik ds.
pielęgniarstwa Oddziału Neurologicznego z Pododdziałem Udarowym, inaczej mówiąc,
pielęgniarka oddziałowa. – Na naszym oddziale pielęgnacja, a zwłaszcza
profilaktyka przeciwodleżynowa, przeciw zapaleniu płuc i wszelkim zatorom,
zajmuje bardzo dużo czasu w codziennych obowiązkach pielęgniarki.
Pacjenci leżący, a tacy stanowią ok. 80-90 proc. chorych na oddziale, wymagają
pielęgnacji non stop, począwszy od karmienia, podłączenia kroplówek, po wszelkie
inne zabiegi wynikające ze zleceń lekarskich. Ci, którym stan zdrowia nie
pozwala na kąpiel w łazience, są myci w łóżkach. Składa się na to toaleta głowy,
toaleta jamy ustnej i całego ciała.
Pielęgniarki wskazują, że wiele wykonywanych przez nie zabiegów wiąże się z
ciężką fizyczną pracą. Niełatwo jest bowiem zmienić pozycję leżącemu pacjentowi,
szczególnie gdy waży ok. 100 kg, co nie należy do rzadkości. Muszą to robić
trzy, cztery osoby, pielęgniarkom często pomagają sanitariuszki.
– A taką profilaktykę przeciwodleżynową, w czasie której pacjent jest
naklepywany i nacierany, prowadzimy co dwie godziny – mówi mgr Dorota Nalepa.

W szpitalach pielęgniarki pracują ma ogół w systemie zmianowym. Dyżur trwa 12
godzin, od godz. 7.00 do 19.00. Nocny odpowiednio od godz. 19.00 do 7.00. Dzień
pracy rozpoczyna się raportem, który siostra schodząca z dyżuru przekazuje
rozpoczynającej pracę. Później zaczynają się zabiegi. – U nas zleceń lekarskich
jest dużo, bo leżą tu z reguły pacjenci w ciężkim stanie – mówią pielęgniarki z
neurologii.
Na oddziale znajduje się też sala intensywnej opieki medycznej, gdzie trafiają
pacjenci w stanie krytycznym. Ci, którzy cierpią na niewydolność oddechową, są
podłączeni do respiratorów i sztucznie wentylowani.
– Przy opiece nad takimi pacjentami dochodzi cała pielęgnacja drzewa
oskrzelowego, obsługa respiratora i – tak jak u każdego pacjenta w ciężkim
stanie – pielęgnacja w postaci zmiany pozycji, profilaktyki przeciwodleżynowej
itd. – wskazuje oddziałowa.
Czasami pojawiają się na oddziale agresywni pacjenci, niekiedy pod wpływem
alkoholu. Trafiają tu chorzy z atakami padaczki, często pobudzeni, wymagający
interwencji wręcz kilkunastu osób. Ponieważ na oddziale pracują wyłącznie
kobiety, zmuszone są wtedy wzywać ochronę szpitala do obezwładnienia agresywnego
chorego. Niektórzy z nich wysyłani są później na psychiatrię, ale wcześniej
trzeba ich na miejscu wyciszyć, uspokoić i zdiagnozować.
Bardzo często na oddziale dochodzi do reanimacji. Wiadomo, choćby z filmów, z
jak dużym wysiłkiem jest to związane. Konieczne jest wtedy natychmiastowe
podjęcie decyzji, błyskawiczne działanie, bo od tego zależy czyjeś życie.
– To pielęgniarka jako pierwsza widzi pacjenta, ma z nim bezpośredni kontakt.
Czasami, zanim powiadomi lekarza, sytuacja wymusza na niej podjęcie decyzji
ratującej życie – mówi Dorota Nalepa. – Jest to praca wymagająca od kobiet siły
fizycznej i umiejętności natychmiastowego reagowania.
Średnia wieku pielęgniarek pracujących na neurologii to 35-40 lat. Raczej nie
mogą liczyć na to, że bez poważnego uszczerbku na zdrowiu dopracują tu do
emerytury.
– Starsze osoby fizycznie nie dają rady w tej pracy – wskazują pielęgniarki. –
Przeciążenia skutkują chorobami kręgosłupa, przez co prawie wszystkie na
oddziale cierpimy na dyskopatię, która niestety nie jest uznana za chorobę
zawodową pielęgniarek.

Pomyłka może mieć nieodwracalne skutki
– Zawód pielęgniarki jest bardzo odpowiedzialny i obciążający psychicznie i
fizycznie, a już praca w szpitalu w systemie zmianowym wymaga ogromnego
skupienia uwagi na pacjencie – uważa mgr Ewa Kawalec, zastępca pielęgniarki
oddziałowej na Oddziale Wewnętrznym Szpitala Specjalistycznego w Puławach.
Na oddziale wewnętrznym, czyli tzw. internie, dominują pacjenci z chorobami
układu krążenia, układu oddechowego, układu krwiotwórczego, przewodu
pokarmowego, chorobami metabolicznymi, jak np. cukrzyca.
– Na internie mamy głównie do czynienia z pacjentami przewlekle chorymi, często
niepełnosprawnymi, a nierzadko również w terminalnej fazie choroby – wskazuje
mgr Kawalec, która jako pielęgniarka pracuje od 24 lat. – To bardzo obciążające
psychicznie, gdy pielęgniarka styka się często ze śmiercią. Nieprawda, że
człowiek się przyzwyczaja. Zawsze mocno przeżywa się każdą śmierć pacjenta na
oddziale, i to pomimo wielu lat pracy.
Wszystkie czynności wynikające z kompetencji pielęgniarskich, jak podawanie
leków różnymi drogami, opieka nad nieprzytomnym czy przewlekle chorym, udział w
reanimacji – wszystko to wymaga od pielęgniarki ciągłej gotowości, skupienia i
odpowiedzialności za własne działania, ponieważ pomyłka może mieć nieodwracalne
skutki.
– Proszę porównać to, co robimy, choćby z pracą nauczyciela, która również
uznawana jest za bardzo obciążającą – mówi pani Ewa. – Tam można błędy
skorygować, powtórzyć jakiś materiał, a u nas niestety pomyłka często jest
sprawą życia i śmierci.
Praca pielęgniarki wymaga ciągłej gotowości, sprawności – także tej manualnej, i
umiejętności przewidywania skutków swoich działań.
Zdaniem Ewy Kawalec, najbardziej specyficznymi dla tego zawodu są funkcje:
opiekuńcza, wychowawcza, promowania zdrowia i profilaktyczna.
W szpitalu pielęgniarka najdłużej z całego personelu medycznego jest przy
chorym, towarzyszy mu, stwarza poczucie bezpieczeństwa. Zazwyczaj to do
pielęgniarki pacjent ma też większą śmiałość niż do lekarza, zgłaszając swoje
dolegliwości. – Pacjent otwiera się przy nas, mówi o swoich dolegliwościach,
obawach, lękach, sytuacjach stresogennych, które są związane z hospitalizacją,
diagnostyką czy procesem leczenia – podkreśla Ewa Kawalec.
Jej zdaniem, w dysputach o roli pielęgniarek mało się mówi o tym, że spoczywa na
nich tzw. miękki wymiar opieki.
– O ile twardym wymiarem opieki medycznej jest bezpośrednie zetknięcie się
pacjenta z diagnostyką, terapią, aparaturą, zabiegami, o tyle miękkim jest
właśnie bycie przy chorym, wysłuchanie go, udzielenie wsparcia, ciepłe słowo,
dotyk, uśmiech, niwelowanie napięć czy sytuacji stresogennych – wylicza.
Z ponad 20-letniego doświadczenia Ewy Kawalec wynika, że pacjent podłączony do
aparatury medycznej, gdy nie dostanie takiego wsparcia drugiej osoby, znacznie
gorzej znosi chorobę. – Uśmiech, dotyk, ciepłe słowo, zatrzymanie się nad drugą
osobą są wręcz czynnikami leczniczymi – podkreśla. – Warto o tym pamiętać w
dzisiejszym chaosie i pogoni za pieniądzem.
W zawodzie pielęgniarskim niezbędne jest stałe podnoszenie kwalifikacji,
nadążanie za postępem, jaki dokonuje się w medycynie. Siostry muszą mieć
najnowszą wiedzę z zakresu działania i stosowania leków, jednostek chorobowych,
opieki pielęgniarskiej.
– Jak zaczynałam pracę, to w leczeniu chorych na cukrzycę na palcach jednej ręki
można było wyliczyć nazwy insulin – zresztą były to insuliny słabo oczyszczone,
pacjenci wstrzykiwali je sobie strzykawkami, czasami wywoływały one u nich różne
powikłania – wspomina Ewa Kawalec. – Od tego czasu nastąpił ogromny postęp,
medycyna zrobiła wręcz milowy krok. Dziś insuliny są już dobrze oczyszczone,
pacjenci mają specjalne wstrzykiwacze.
Jej zdaniem, to głównie na pielęgniarce spoczywa ciężar wyedukowania pacjenta i
jego rodziny, aby umiał korzystać z dobrodziejstw nowoczesnej medycyny, czy
stosował w życiu zasady, które zapobiegną powikłaniom lub ostrym stanom
chorobowym.
W zasadzie mało kto nie zgadza się z tym, że praca ok. 200 tys. pielęgniarek na
co dzień troszczących się o nasze zdrowie ma ogromne znaczenie. A jednak
pielęgniarki od lat nie czują się usatysfakcjonowane i doceniane przez polski
system ochrony zdrowia. Uważają, że ich zawód jest mało płatny, a bardzo
odpowiedzialny i wymagający dużej determinacji.
– Chciałabym doczekać lepszych czasów dla pielęgniarstwa pod względem warunków
pracy i płacy – stwierdza Ewa Kawalec. – Mamy cały czas takie odczucia, że nasza
praca i nasza grupa zawodowa są jednak gdzieś tam u decydentów, na górze
niedoceniane. Przeważa myślenie w rodzaju: a jakoś to będzie, poprotestują
trochę, pokrzyczą i przejdą nad tym, co jest, do porządku dziennego. To wszystko
jest dość przykre, żenujące, a zawód jest naprawdę bardzo obciążający, trudny.
Owszem, daje wiele satysfakcji, ale też z czasem prowadzi do wypalenia
zawodowego. Ile można ciągle walczyć, domagać się, prosić, apelować…

 

Adam Kruczek

drukuj