Powrót do niechlubnej przeszłości

Wydawałoby się, że w kraju, w którym w majestacie prawa uśmiercano ludzi
tylko dlatego, że ich życie narodowi socjaliści uznali za bezwartościowe, temat
eutanazji pozostanie na zawsze najbardziej wstydliwą kartą historii. Niestety, w
Niemczech coraz częściej podejmuje się dyskusję dotyczącą legalizacji zabijania
ludzi pod pozorem "niesienia pomocy" w cierpieniu.

W czerwcu Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe uniewinnił adwokata
Wolfganga Putza, który został wcześniej skazany przez sąd niższej instancji na
karę pozbawienia wolności w zawieszeniu za to, że doradził swojej klientce,
której matka od pięciu lat znajdowała się w śpiączce, odcięcie jej od aparatury
zaopatrującej w pokarm. Pacjentka miała kiedyś rzekomo wyrazić wolę, że gdyby
kiedykolwiek znalazła się w sytuacji ograniczającej jej samodzielność do tego
stopnia, że musiałaby korzystać ze sztucznego odżywiania, to wybrałaby śmierć.
Chora znajdowała się w domu opieki społecznej, którego personel robił wszystko,
by podtrzymywać ją przy życiu. W efekcie działań córki i jej adwokata kobieta
zmarła. W orzeczeniu sędzia Ruth Rissing-van Saan, przewodnicząca trybunału,
stwierdziła, że dom opieki społecznej nie miał prawa zignorować prawa swojej
pacjentki do samostanowienia. W dalszej części uzasadnienia wyroku znalazło się
stwierdzenie, że w przypadku pojawienia się wątpliwości co do dalszego
podtrzymywania chorego przy życiu decydować będzie nie to, czy pacjent
faktycznie umiera, ale jego wola, którą wcześniej wyraził pisemnie bądź ustnie.
Oprócz tego, według trybunału, dopuszczalna forma eutanazji może polegać nie
tylko na zatrzymaniu czynności podtrzymujących życie, ale również na aktywnym
działaniu – tak jak to było w przytoczonej sytuacji. Wyrok wzbudził krytykę
Kościoła katolickiego. Biskupi niemieccy podkreślili, że etyka chrześcijańska
wyraźnie rozgranicza eutanazję od odstąpienia od uporczywej terapii w sytuacji,
gdy w żaden sposób nie da się uniknąć śmierci chorego, a stosowane leczenie nie
przynosi skutku. "Zaprzestanie zabiegów medycznych kosztownych, ryzykownych,
nadzwyczajnych lub niewspółmiernych do spodziewanych rezultatów może być
uprawnione. Jest to odmowa 'uporczywej terapii’. Nie zamierza się w ten sposób
zadawać śmierci; przyjmuje się, że w tym przypadku nie można jej przeszkodzić.
Decyzje powinny być podjęte przez pacjenta, jeśli ma do tego kompetencje i jest
do tego zdolny; w przeciwnym razie – przez osoby uprawnione, zawsze z
poszanowaniem rozumnej woli i słusznych interesów pacjenta" – czytamy w
Katechizmie Kościoła Katolickiego. Dlatego niepokój niemieckich biskupów
wzbudził wyrok trybunału, w którym zabrakło wyjaśnienia, czym różni się
eutanazja od zaprzestania uporczywej terapii.
Dyskusja o eutanazji rozgorzała po tym, jak władze Holandii zalegalizowały
zabijanie chorych przez lekarzy, a w Niemczech głośno zrobiło się o pracach
komisji działającej pod nazwą "Patientenautonomie am Lebensende" ("Autonomia
pacjenta pod koniec życia"). Komisja działająca przy ministerstwie
sprawiedliwości zajmuje się wypracowaniem takich rozwiązań prawnych, które
pozwoliłyby uznawać za wiążące oświadczenie (testament życia), które pacjent
wyraził bądź sporządził, zanim zapadł w stan uniemożliwiający mu decydowanie o
własnym losie.
W Niemczech tylko eutanazja aktywna, czyli polegająca na czynnym spowodowaniu
śmierci człowieka chorego, jest karalna. Nie jest natomiast ścigana prawem tzw.
eutanazja bierna. Niedawno jednak komisja bioetyczna działająca w
Nadrenii-Palatynacie opowiedziała się również za możliwością aktywnego
uczestnictwa w przerwaniu życia w wyjątkowych sytuacjach, co wywołało ostrą
krytykę zarówno ze strony Kościoła katolickiego, jak i wielu środowisk
lekarskich. Problemem jest zatem ustalenie tego, kiedy i kto może decydować o
tym, że osoba umierająca powinna zostać odłączona od aparatury podtrzymującej
życie. I czy wola pacjenta dotycząca niepodtrzymywania go przy życiu może i
powinna być respektowana.

Bogusław Rąpała

drukuj