Powrócić mogli jedynie nieliczni
Obchody 70. rocznicy pierwszej deportacji Polaków do Kazachstanu
Ponad tysiąc osób, głównie repatriowanych z Kazachstanu, uczestniczyło w spotkaniu
zorganizowanym w Niepołomicach w 70. rocznicę pierwszej wielkiej deportacji
polskiej ludności do Kazachstanu. To tylko nieliczni rodacy, którzy mieli szczęście
po latach tułaczki powrócić do Ojczyzny. Daleko na Wschodzie nadal zamieszkuje
ponad 50 tysięcy osób polskiego pochodzenia. Czy dane im będzie przyjechać
na stałe do Polski? Dotychczasowa skala repatriacji nie napawa optymizmem,
jednak podejmowane prace legislacyjne zakładające zmianę istniejącej sytuacji,
dają jeszcze nadzieję.
W 70. rocznicę deportacji osób narodowości polskiej do Kazachstanu, repatrianci
zamieszkujący w Polsce spotkali się w Zamku Królewskim w Niepołomicach. – Jesteśmy
tu, by upamiętnić tych, którzy za Polskę, polski język, polską tradycję i wiarę
ojców zapłacili życiem i wygnaniem – mówiła Aleksandra Ślusarek, prezes Związku
Repatriantów RP, współorganizator spotkania. Wspominała swoją podróż do Kazachstanu
w 1994 roku. – Tam, pięć tysięcy kilometrów od granic Rzeczypospolitej, w małych
osadach pośrodku stepów, spotkałam prawdziwą Polskę… Obudziła się we mnie
bolesna świadomość bezczynności wobec sprawy tych, którzy po dziś dzień własnym
życiem, z pokolenia na pokolenie powtarzają "Jeszcze Polska nie zginęła,
póki my żyjemy" – mówiła.
Repatrianci uczestniczyli we Mszy św., której przewodniczył o. Józef Marecki,
duszpasterz Sybiraków. Szczególnym gościem spotkania był ks. prałat Zdzisław
Peszkowski, duszpasterz rodzin katyńskich. Przypomniał, iż Jan Paweł II codziennie
modlił się za ofiary Katynia i Golgoty Wschodu. Prosił, by repatrianci byli
świadkami historii, by zapisywali swoje dzieje i przekazywali je kolejnym pokoleniom.
Podkreślał, iż prawo powinno być budowane tylko na prawdzie, tylko prawda pozwala
przebaczyć.
Szanse na zmiany
Po ponad półwieczu zapomnienia i kilkunastu latach nieudolnej repatriacji Polska
zaczyna coraz głośniej mówić o tych, którzy pozostali na Wschodzie. Trwają
prace nad zmianą ustawy o repatriacji, nad Kartą Polaka oraz ustawy o obywatelstwie
polskim. Coraz głośniej przedstawiciele rządu mówią o tym, że obowiązkiem
jest umożliwienie jak największej ilości Polaków przebywających poza Ojczyzną,
a zwłaszcza na Wschodzie, powrotu na ojczystą ziemię. – Jest to sprawa bardzo
ważna, gdyż tylko w ten sposób Polska może spłacić dług rodakom, którzy zostali
na Wschodzie – mówił Michał Dworczyk, doradca premiera ds. Polonii i Polaków
za granicą. Pracy jest jednak sporo. Dotychczas funkcjonujące przepisy sprawiły,
że za repatriację tak naprawdę odpowiadają gminy, a te nie zawsze potrafią
uporać się z przysługującym im prawem. By repatriacja mogła ruszyć pełną
parą i objąć możliwie największą liczbę osób, powinien wziąć odpowiedzialność
za nią rząd. Korekt wymaga także ustawa o repatriacji. Do rozwiązania pozostają
sprawy m.in. przekazywania uprawnień emerytalnych i rentowych repatriantów,
zaliczania lat pracy ich współmałżonków niepolskiego pochodzenia. Trzeba
także objąć lepszą opieką osoby, które przybywają do Polski, ułatwiając im
asymilację.
Oni mogli wrócić
Oleg Czerniawski kilka lat temu przybył do Polski wraz z bratem i rodzicami.
Zamieszkali w Sosnowcu. Udało im się zadomowić w Polsce. Oleg po skończonych
studiach znalazł pracę. Nie żałuje, że opuścił Kazachstan, jednak podkreśla,
że dziś pewnie nie podjąłby decyzji o wyjeździe.
– Wtedy rodzice wyjeżdżali dla nas. Dziś sytuacja ekonomiczna w Kazachstanie
poprawiła się. Gdyby teraz przyszło mi decydować o wyjeździe, pewnie bym został
– powiedział.
Zamek w Niepołomicach zgromadził wielu repatriantów rozsianych po całej Polsce.
Była to okazja do wzruszających spotkań osób zamieszkujących niegdyś te same
miejscowości w Kazachstanie. Rozmawiali o swoich losach, rodzinach, ale też
o tych, którym jeszcze nie dane było powrócić do Polski. Była to również chwila
podziękowań dla osób, które nigdy nie zapomniały o deportowanych i dokładały
wielu starań, by jak największa ich liczba mogła przyjechać do kraju, by kultura
polska i język polski przetrwał wśród pozostałych w Kazachstanie Polaków.
Deportowani za polskość
Polacy, którzy po wojnie polsko-bolszewickiej zostali po pokoju ryskim w Związku
Sowieckim, traktowani byli jako obywatele sowieccy. Na obszarach ich zamieszkiwania
władze komunistyczne utworzyły dwa okręgi autonomiczne: tzw. Marchlewszczyznę
i Dzierżyńszczyznę – miały być one propagandową wizytówką, jak Kraj Rad traktuje
mniejszości narodowe. Eksperyment nie udał się, bo Polacy okazali się niepodatni
na ideologiczne wpływy komunizmu i ateizmu. Jako wrogowie Związku Sowieckiego
w maju 1936 r. zostali deportowani do Kazachstanu. W kilkanaście minut całe
rodziny musiały opuścić swoje domy. Przewiezieni na kazachstańskie stepy
mieli rozpocząć nowe życie pod kontrolą NKWD, bez praw do kontaktów z bliskimi,
przemieszczania się. Pierwsze lata były bardzo ciężkie, wielu zesłańców przetrwało
tylko dzięki pomocy Kazachów. Jednak ogromna część dzieci, osób starszych
nie przeżyła w tak trudnych warunkach. Po 1939 r. do Kazachstanu trafili
wraz z falami następnych wielkich deportacji kolejni Polacy, tym razem z
Kresów Wschodnich II RP. Większość z nich objęta została w 1941 r. tzw. amnestią,
kolejni mogli powrócić do Ojczyzny na mocy porozumienia polsko-sowieckiego
z 1945 roku. Jednak deportowani w latach 30., jako obywatele Związku Sowieckiego,
musieli pozostać. Do 1956 r. oficjalnie pozostawali pod nadzorem NKWD. W
1959 r. otrzymali prawa obywatelskie, ale brak dokumentów nadal nie pozwalał
im na przemieszczanie się, nawet po Związku Sowieckim.
W trudnych chwilach nadzieję dawała wiara, która dzięki gorliwości kobiet przetrwała
w polskich rodzinach. Ciągle brakowało duchownych. Pierwsi księża trafili do
Kazachstanu prawie 50 lat temu, pierwszy katolicki biskup pojawił się tam dopiero
w 1991 roku. W 2001 r. do Kazachstanu przybył Ojciec Święty Jan Paweł II, który
zapewniał deportowanych Rodaków, że nigdy o nich nie zapomniał.
W Polsce o Kazachstanie głośno zrobiło się w końcu lat 80. ubiegłego wieku.
Do deportowanych wyruszyli wtedy liczniej nauczyciele, księża, a młodzi z Kazachstanu
mogli przyjechać do Polski na studia. Powstał Związek Polaków w Kazachstanie,
stowarzyszenia krzewiące polską kulturę i naukę. Jednak dopiero w 1993 r. rozpoczęła
się akcja repatriacyjna. Pierwsi repatrianci przybyli na zaproszenie gmin Reszel
i Niepołomice. Od 9 lat funkcjonuje ustawa o repatriacji. Mimo to z Kazachstanu
do Polski udało się zaprosić tylko ponad 2 tysiące rodaków. Wciąż przebywa
ich tam około 50 tysięcy.
Marcin Austyn
Zdjęcie Łukasz Korzeniowski
