Laboratorium wiary – uczynki miłosierdzia – Urazy chętnie darować (5)

Jakże łatwo można kogoś urazić. Ludzie są tacy delikatni:
bolą ich słowa gwałtowne, nie w porę, zbyt ostre, niesprawiedliwe. Reagują
nie tylko na słowa, lecz także
na postawy, miny, gesty… Interpretują je jako skierowane przeciwko sobie,
nieżyczliwe, złowrogie. Jakże łatwo samemu zostać urażonym – tak niewiele trzeba,
aby w sercu
przyjęło się ziarenko urazy, które szybko urośnie w drzewo niechęci, uprzedzenia,
odepchnięcia. Nim się człowiek obejrzy, wpadnie w obsesję udowadniania swoich
racji.

Wśród uczynków miłosierdzia względem duszy znajduje się wskazanie "urazy
chętnie darować". Mam wrażenie, że ten, kto układał listę tych uczynków,
był doskonałym znawcą duszy ludzkiej. Zachęca do darowania uraz zaraz po wezwaniu
do cierpliwego znoszenia krzywd. Te dwa uczynki idą ze sobą w parze. Uraza jest
następstwem "razu" – ciosu. Urazić kogoś to, inaczej mówiąc, boleśnie
go dotknąć; głęboko zranić jego dumę i przez to zniechęcić do siebie. Skutkiem
urazy jest lęk przed tym, kto uraża, wyrażający się w izolacji od niego i nieufności
(bo może dokuczyć raz jeszcze). Temu odsunięciu towarzyszy głęboka niechęć,
która szybko przeradza się w nienawiść i pragnienie zemsty. Człowiek urażony
boczy
się, odsuwa, świadomie szuka dystansu do tej osoby, która go dotknęła, a jednocześnie
nie potrafi uwolnić się od myśli o niej.
Kościół wzywa do rzeczy trudnej: darować. Co więcej – to darowanie nie może
być wymuszone, opieszałe. Mamy "chętnie" darować urazy. Czemu chętnie?
Dlaczego ten pośpiech? By nie pozwolić, aby doznana krzywda stała się powodem
rozgoryczenia i smutku duszy. Ten uczynek miłosierdzia jest nam wszystkim bardzo
potrzebny, i to niejako podwójnie: jako tym, których mogą urazić inni, i jako
tym, którzy potrafią sprawić przykrość bliźniemu. Z umiejętnością darowania
uraz, podobnie jak z umiejętnością przebaczania winowajcom, żyje się naprawdę
łatwiej.
Darując, sprawiamy, że szybciej goją się duchowe rany, a my nie tracimy pokoju
ducha. Co więcej – nie zamykamy nikomu drogi do naszego serca, naszej przyjaźni
czy ludzkiej życzliwości.
Trzeba ćwiczyć się w pełnieniu tego uczynku miłosierdzia. Oszczędzi on nam
samym wielu przykrości i duchowych cierpień. Ale – co najważniejsze – może
pomóc nam
pozyskać tych, którzy świadomie lub bezwiednie nas urazili. A przecież właśnie
o to chodzi. Tego uczy nas Chrystus – abyśmy nie zamykali się w kręgu doznanych
przykrości i krzywd, nie izolowali się od bliźnich, którzy sprawili nam ból,
lecz uczyli ich, że prawdziwy sens nadaje życiu tylko miłość. Nawet tak trudna,
jak miłosierdzie wobec winowajców. Wzorem jest dla nas sam Chrystus, który
nie chował uraz do nikogo. Nie obrażał się na ludzi, którzy nie zawsze Go rozumieli
i postępowali uczciwie wobec Niego. Jego miłość była silniejsza od poczucia
krzywdy.
Jezus potrafił zapanować nad naturalnym odruchem szukania i udowadniania "swej
prawdy" za wszelką cenę. On wiedział, że prawda obroni się sama, a łagodność
i cierpliwość potrafią utorować jej drogę do najbardziej opornych ludzkich
serc.

ks. Zbigniew Sobolewski

Laboratorium wiary – uczynki miłosierdzia – Krzywdy cierpliwie znosić (4)

Laboratorium wiary – uczynki miłosierdzia – Strapionych pocieszać (3)

Laboratorium wiary – uczynki miłosierdzia – Wątpiącym dobrze radzić (2)

Laboratorium wiary – Wątpiącym dobrze radzić (1)

drukuj