Poszukiwanie kozła ofiarnego za klęskę w Iraku?
Protesty
emerytowanych generałów przeciwko ministrowi obrony USA są postrzegane jako
początek procesu ustalania, kto jest winien rozpętania "wojny z wyboru,
a nie z konieczności", jak i klęski w Iraku. Protest generałów może też
służyć jako manewr mający na celu niedopuszczenie do ataku USA na Iran. Profesor
historii Andrew Bacevich, dyplomowany pułkownik, uważa, że obecnie te dwa problemy
są połączone.
Profesor Bacevich, autor książki pod tytułem "Nowy amerykański militaryzm" ("The
New American Militarism"), wypowiedział się krytycznie o amerykańskich ambicjach
imperialnych w dwóch wywiadach z Tomem Engelhardtem: "Iluzje globalnej hegemonii" ("The
delusions of global hegemony", Asia Times, 25 maja 2006 r.) oraz "Poślizg
ku przepaści" ("Drifting Down the Path to Perdition", 26 maja
2006 r.). "Przepaścią" jest w tym przypadku zagrożenie nuklearną
wojną światową, która po zimnej wojnie (trzecia wojna światowa) nazywana jest
teraz
czwartą wojną światową.
Sen o potędze
Cena płynnego paliwa jest dwa razy wyższa niż przed atakiem na Irak, a teraz,
na wypadek ataku USA i Izraela na Iran, prawdopodobnie osiągnie 120 dolarów
za standardową baryłkę. Przy obecnym spadku poparcia dla prezydenta G. Busha
do jednej trzeciej wyborców próba politycznego wzmocnienia republikanów za
pomocą ataku na Iran w październiku, przed listopadowymi wyborami w tym roku,
nie wydaje się Bacevichowi logiczna w czasie, kiedy niepowodzenie pacyfikacji
Iraku stanowi główny powód spadku poparcia dla rządu Busha.
Pacyfikacja Iraku wykazała, jak błędny jest amerykański triumfalizm i przekonanie
o obecnej potędze USA na podstawie wygrania zimnej wojny. Do niedawna było
modne porównywanie USA do Imperium Rzymskiego. W rzeczywistości USA mają 290
milionów mieszkańców i pacyfikują Irak za pomocą 130 tysięcy żołnierzy, którzy
nie mogą sobie dać rady z dziesięcioma do dwudziestu tysiącami powstańców.
Stany Zjednoczone prowadzą od czterech lat wojnę, której nie potrafią wygrać
i która wyczerpuje Amerykę finansowo. Na tle sytuacji w Iraku i na Bliskim
Wschodzie profesor Bacevich dochodzi do wniosku, że hegemonia USA nad światem
jest nie do zrealizowania. Autor ten jest przeciwny ideologii neokonserwatyzmu,
która powstała w późnych latach 70. XX wieku i została zainicjowana przez nowojorską
grupę trockistów nawróconych na syjonizm. Ludzie ci głosili hasła permanentnej
wojny o demokrację, tak jak wcześniej Trocki nawoływał do permanentnej wojny
o komunizm.
W rezultacie siły USA są obecnie rozproszone po całym świecie. Aktualnie cztery
grupy marynarki wojennej USA odbywają manewry przy brzegach Chin, NATO ma się
dalej powiększać na wschód, a jednocześnie nowe bazy amerykańskie buduje się
w Ameryce Łacińskiej, w Peru. Profesor Bacevich porównuje zmęczenie i dezorientację
rządu Busha pacyfikacją Iraku do czasów wojny w Wietnamie. Nie jest jasne,
jak obecnie Stany Zjednoczone postrzegają Chiny. Jeszcze przed atakiem na Irak
neokonserwatyści określali Pekin jako głównego przeciwnika USA.
Po raz pierwszy admirał amerykański został ostatnio mianowany dowódcą regionu
Ameryki Łacińskiej, tzw. US Southern Command. Tradycyjnie to stanowisko było
w rękach oficerów wojsk desantowych, czyli marines, lub w gestii zawodowych
oficerów armii USA. Nominacja admirała jest gestem groźby "amerykańskiego
imperium" wobec niesubordynacji takich państw Ameryki Łacińskiej, jak
Wenezuela i Boliwia. Bacevich uważa za nonsens wypowiedzi neokonserwatystów,
że wenezuelski prezydent Hugo Chavez zagraża Stanom Zjednoczonym.
Amerykański profesor zgadza się też z poglądem wyrażonym przez Michaela Gordona
i Bernarda Trainora w książce "Cobra II", gdzie twierdzą oni, że
tacy neokonserwatyści jak Paul Wolfowitz, Dick Cheney i Donald Rumsfeld skorzystali
z ataku terrorystycznego na wieżowce w Nowym Jorku w 2001 roku jako okazji
do wprowadzania w życie ich wcześniejszego planu napadu na Irak – w interesie
Izraela oraz przemysłu naftowego i zbrojeniowego. Wszystko to dzieje się pod
przykrywką "globalnej wojny z terrorem".
Neokonserwatyści stworzyli w USA tak zwaną teorię pojedynczej władzy wykonawczej
prezydenta w czasie wojny. Według nich, władza ta ma dominować nad władzą ustawodawczą
i nad wymiarem sprawiedliwości w celu prowadzenia "globalnej wojny przeciwko
terrorowi".
Jako kontrast wobec ambicji imperialnych USA profesor Bacevich przypomina rządy
prezydenta Cartera, który powiedział, że jeżeli Amerykanie chcą utrzymać swoją
wolność, muszą zacząć żyć bez zadłużania się i nie mogą prowadzić wojen na
kredyt. Carter zrozumiał, że utrzymywanie na siłę tanich dostaw płynnego paliwa
zagraża pokojowi i wolności Amerykanów i zachęca ich do "życia ponad stan" i
nieoszczędzania.
Mimo tych poglądów, po najeździe Sowietów na Afganistan, prezydent Carter stworzył
na początku 1980 roku wojskowe siły interwencyjne "Rapid Deployment Joint
Task Force". Wówczas rozpoczął się nieprzerwany rozwój amerykańskiej maszyny
wojennej, która obecnie ma być podstawą "globalnego imperium". Bacevich,
po dwudziestu latach służby jako oficer w czasie zimnej wojny, dziś uważa,
że Carter miał rację w 1979 roku, że nie "imperium światowe", ale
skończenie z "życiem ponad stan" mogłoby uratować swobody obywatelskie
w USA i pokój na świecie zamiast budowy "globalnego imperium".
Koniec zimnej wojny nie zmobilizował USA do budowy pokoju na świecie. Bacevich
twierdzi, że kolosalna amerykańska potęga wojskowa jest przyczyną trudności
politycznych, a zwłaszcza energetycznych, nie daje natomiast rękojmi rozwiązania
tych trudności za pomocą złudnej nadziei zdobycia dostępu do taniego płynnego
paliwa przez podbój Iraku lub Iranu.
Globalne imperium
Bacevich przypomina, że wiek dwudziesty, nieraz nazywany "wiekiem amerykańskim",
został ogłoszony jako "koniec historii". Według neokonserwatywnych
polityków i myślicieli, którzy twierdzą, że znają "przeznaczenie" ludzkości,
imperialne Stany Zjednoczone stanęły po "poprawnej stronie historii",
bo Amerykanie są "konieczną nacją dla ludzkości" etc. Niestety, zapominają
oni o tym, że wiek dwudziesty jest również nazywany "wiekiem śmierci",
w czasie którego zginęło 180 milionów ludzi, więcej niż w całej historii ludzkości.
Autor ten uważa również, że niewiele obchodzi Arabów, jak zostały pokonane
nazistowskie Niemcy, i nie wierzą, że Ameryka głównie chce szerzyć demokrację
i wolność, natomiast wierzą, że Amerykanie chcą ustalić układy najbardziej
korzystne dla siebie, zwłaszcza wtedy kiedy są sterowani przez neokonserwatystów-syjonistów
w "globalnej wojnie przeciwko terrorowi". Dziwnym zabiegiem propagandowym
jest fakt, że obecnie koszty działań wojennych i pacyfikacji Iraku są klasyfikowane
jako koszta poza budżetem ministerstwa obrony narodowej USA.
Radykalne środowiska protestanckie w USA popierają pacyfikację Iraku i zwycięstwo
Żydów nad Arabami jako konieczny warunek powrotu Chrystusa na ziemię. Jednocześnie
administracja prezydenta Busha powołuje się na Pana Boga i pacyfikuje Irak
kosztem astronomicznie rosnących długów. Tymczasem, poza skokiem cen benzyny,
Amerykanie na razie nie odczuwają kosztów wojny i rząd nie nawołuje do oszczędzania,
co byłoby logiczne wobec tego, że USA zużywają dziennie jedną czwartą światowej
produkcji ropy naftowej. Wśród 520 milionów samochodów na świecie 200 milionów
jeździ po drogach amerykańskich, podczas gdy Amerykanie stanowią 5 proc. ludności
świata. Natomiast USA mają tylko 3 proc. światowych rezerw nafty. Już dziś
ceny benzyny zaczynają hamować rozwój gospodarczy USA.
Wobec piętrzących się problemów i wobec sterowania USA przez "lobby Izraela" do
wojny z Iranem politycy amerykańscy rozpoczynają dialog, żeby ustalić, z kogo
można zrobić kozła ofiarnego za nieudaną dla USA wojnę przeciwko Irakowi. Teraz
media milczą o tym, że jeszcze przed najazdem na Irak pismo "Foreign Affairs" twierdziło,
że nigdy w historii wojen USA nie było tak oczywiste, jak w wypadku uderzenia
na Irak, że za ten najazd są całkowicie odpowiedzialni neokonserwatyści, nawołujący
do permanentnej wojny o ich wersję demokracji i o hegemonię Izraela "od
Nilu do Eufratu".
prof. Iwo Cyprian Pogonowski, Sarasota, USA
www.pogonowski.com
