Poseł Palikot jak generał Potiorek?

Stanisław Michalkiewicz

W koszmarnych czasach panowania dobrotliwego cesarza Franciszka Józefa, w armii austriackiej służył generał Potiorek. Dowodził on dywizją w sposób niezwracający uwagi ani jego przełożonych z Ministerstwa Wojny, ani kolegów-generałów, ani – tym bardziej – głupich cywilów. No, może z jednym wyjątkiem – bo, w odróżnieniu od innych wyższych wojskowych, co to lubili wypić i zakąsić, i poza tym niczym innym nie zaprzątali sobie głowy, generał Potiorek miał zainteresowania naukowe. Nie tylko je miał, ale nawet prowadził badania. Badał mianowicie ciężar gatunkowy pojedynczego żołnierza. W tym celu żołnierza w pełnym umundurowaniu i oporządzeniu zanurzał z głową w beczce z wodą i skrupulatnie zapisywał, ile taki żołnierz wypiera wody. Badania te prowadził wiele lat i w pewnym momencie zapragnął rozszerzyć je również na oficerów sztabowych. Tutaj, niestety, jego naukowa, a także wojskowa kariera gwałtownie się załamała. Kiedy bowiem podjął próbę zbadania ciężaru gatunkowego oficera sztabowego, został bezceremonialnie oddany w ręce infirmerów, zapakowany do plecionki i odwieziony do zakładu dla umysłowo chorych. Tam się okazało, że od dawna cierpi na przewlekłą chorobę psychiczną, co jednak nie przeszkadzało mu dowodzić dywizją w sposób niezwracający niczyjej uwagi.

Ta historia przypomina do złudzenia przypadek posła ziemi lubelskiej, Janusza Palikota, rekomendowanego do Sejmu z ramienia Platformy Obywatelskiej. Pan Janusz Palikot prowadził interesy w branży spirytusowej, gdzie udało mu się zasłynąć wylansowaniem przeboju pod nazwą „Wódka Żołądkowa Gorzka”. Najwidoczniej musiało ogarnąć go pragnienie dołożenia jeszcze jednego liścia do wieńca sławy i zaproponował swoją kandydaturę na posła Platformie Obywatelskiej. Musiał przekonać jakimiś ważnymi argumentami ścisłe kierownictwo PO do swojej kandydatury, bo poświęciło ono dla niego nawet tamtejszy flagowy okręt w osobie pani prof. Zyty Gilowskiej. Nawet nie śmiem się domyślać, czym to pan Janusz Palikot mógł przekonać ścisłe kierownictwo PO do swojej osoby, ale jedno jest pewne – cokolwiek to było, musiało mieć poważny ciężar gatunkowy.

Parafrazując Aleksandra Fredrę, taki ciężar gatunkowy niejednego posła może wykrzesać z kandydata, toteż pan Janusz Palikot został posłem, jak to mówią – w cuglach, w czym niektórzy obserwatorzy znajdowali potwierdzenie obserwacji poczynionej jeszcze przez starożytnych Rzymian, że „nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem”. Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – mawiał dobry wojak Szwejk.

Zostawszy posłem, pan Janusz Palikot musiał się trochę nudzić, bo jakże inaczej, skoro „praca posła ciężka, szczera. Z rana – poseł się ubiera, fagas listy mu otwiera, on tymczasem się wybiera – do Puchera!”. Toteż próbował zwrócić na siebie uwagę opinii publicznej, twierdząc, że jest „z SLD”, albo że jest „gejem”. Już wtedy powinno to zwrócić na niego uwagę, bo różnym pacjentom właśnie często wydaje się, iż są na przykład Napoleonami, albo – że oto właśnie w tej chwili wynaleźli elektryczność lub perpetuum mobile. Inni znowu słyszą głosy – i tak dalej. Inna rzecz, że właśnie ta wielość możliwości może być myląca, co Rosjanom dało powód do przysłowia, że „każdy durak po swojemu s uma schodit”. W przypadku parlamentarzystów, którzy pragną uchodzić za oryginałów, żeby mówiono o nich w telewizji, jest to zresztą typowe i dlatego pan Janusz Palikot sprawował swój mandat poselski w sposób niezwracający specjalnej uwagi.

Baczniejszą uwagę zwrócił dopiero wtedy, gdy zasugerował, że prezydent Kaczyński ma problemy alkoholowe i zażądał od niego przedstawienia informacji o stanie zdrowia. Uznano jednak, iż zwyczajnie dobrze chciał, bo przecież uchodzący w środowisku „Gazety Wyborczej” za „proroka mniejszego” pan red. Jacek Żakowski, który niejeden raz udowodnił, że nie tylko jest zdrowy na umyśle, ale nawet na tyle bystry, by zawsze wiedzieć, z której strony chleb jest posmarowany, też starał się na swój sposób dokuczyć znienawidzonym „Kaczorom” – co wzbudzało uznanie i aplauz zarówno Salonu, jak i stada autorytetów moralnych. Krótko mówiąc, żądanie posła Palikota nawet tam, gdzie trzeba, się spodobało. Tymczasem poseł Palikot coraz bardziej pogrążał się w swojej pasji i postarał się o papiery lekarskie dla siebie. Tyle słyszeliśmy o panującej w służbie zdrowia korupcji, iż uzyskanie przez pana posła Palikota zaświadczenia, jakoby był on całkowicie zdrów na ciele i umyśle, nikogo w Polsce chyba nie dziwi, zwłaszcza biorąc pod uwagę ciężar gatunkowy argumentów używanych przez tego parlamentarzystę. Potem najwidoczniej mu się pogorszyło, bo jeszcze oskarżył o. Tadeusza Rydzyka, że jest oszustem i nawet „szatanem”, ale i to nie zwróciło niczyjej uwagi w Platformie. Konsternacja nastąpiła dopiero w momencie, kiedy poseł Janusz Palikot zażądał również od premiera Tuska, by przedstawił opinii publicznej informację o stanie swego zdrowia fizycznego i psychicznego. Przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO pan poseł Chlebowski zapowiedział złożenie wniosku o zawieszenie pana posła Palikota w członkostwie partii na co najmniej 3 miesiące – oczywiście pod pretekstem oskarżeń wymierzonych w o. Tadeusza Rydzyka, ale przecież wiadomo, że z tego powodu żaden poseł nie został zawieszony. Weźmy takiego wicemarszałka Niesiołowskiego – człowieka o zszarpanych nerwach, którego Platforma wzięła sobie na chłopaka do pyskowania. Pomstuje on na o. Tadeusza Rydzyka regularnie, a przecież nikt nie każe infirmerom, żeby go przebadali. Tymczasem akurat żądanie pana posła Palikota, by przebadał się premier Donald Tusk, wydaje się zasadne, zwłaszcza gdy się zważy, że to przecież ścisłe kierownictwo PO, na czele której stoi premier Donald Tusk, rekomendowało pana Janusza Palikota do Sejmu! Niestety – w tym przypadku powtórzył się kazus generała Potiorka, którego też zgubiło dopiero naukowe zainteresowanie ciężarem gatunkowym oficerów sztabowych.

Warto zwrócić uwagę, że przypadek posła Janusza Palikota może mieć reperkusje międzynarodowe. Jest on bowiem członkiem tak zwanej Komisji Trójstronnej, która w opinii wielu ludzi uchodzi za rząd światowy. Nie da się ukryć, iż dobrze to nie wygląda, chociaż, z drugiej strony, obecność pana posła Palikota w tym gronie rozjaśnia przyczyny, dla których sprawy światowe idą tak niedobrze, że niektórzy przebąkują nawet o rychłej katastrofie. Może by w związku z tym również pozostali członkowie Komisji Trójstronnej postarali się o zaświadczenia lekarskie, iż są zdrowi na ciele i umyśle? To mogłoby trochę uspokoić wzburzoną opinię światową, chociaż czy aby na pewno można dziś wierzyć lekarzom? Jedno jest w tym wszystkim pocieszające. Wydaje nam się, że rząd pana premiera Tuska ustępuje, i to znacznie, innym rządom na świecie. Tymczasem obecność pana posła Palikota w Komisji Trójstronnej, gdzie podobnie jak generał Potiorek, niczym nie zwraca on uwagi innych zasiadających tam osobistości, przekonuje nas, że aż tak źle nie jest, że rząd pana premiera Tuska nie jest wcale gorszy od wszystkich pozostałych.

drukuj