Polityczne cięcia w administracji?
Wprowadzenie ustawy ograniczającej o 10 proc. liczbę etatów w
administracji państwowej, której nowy projekt ma trafić w październiku do Sejmu,
było rozważane już kilka miesięcy temu. Rząd wycofał się jednak z pierwotnego
projektu, ponieważ eksperci ocenili go jednoznacznie – jako niespotykany wręcz
bubel legislacyjny. Teraz projekt wraca. Zdaniem posłów opozycji, mechaniczne
zwalnianie urzędników, niezgodne z ustawą o służbie cywilnej, pociągnie za sobą
lawinę pozwów do sądu pracy.
W ciągu trzyletnich rządów PO – PSL zatrudnienie w administracji państwowej
wzrosło już o 10 procent. Teraz o tyle właśnie kadra urzędnicza ma być
redukowana. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dzisiaj Platforma Obywatelska pod
szyldem szukania oszczędności chce pozbyć się pracowników kompetentnych, ale np.
o odmiennych poglądach politycznych.
– Administracja tak się rozrosła, bo każdy wydział w województwie, każdy wydział
w GUS, ZUS, sprawozdawczość ministerialna rozbudowały się według swoich
projektów, tabelek i formularzy. Administracja nie powinna być tak duża. Według
mnie, cięcia powinny być większe niż o 10 procent – uważa poseł Mieczysław
Łuczak z PSL, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Administracji i Spraw
Wewnętrznych. Poseł zaznacza, że cięcia etatów są potrzebne, ale nie na dole,
tylko na górze administracyjnej piramidy. – Jeżeli zmniejszymy sprawozdawczość,
która zabiera praktycznie 50 proc. urzędników, to będziemy cieli na dole.
Zacznijmy wymagać od centralnych urzędów państwowych logicznego rozwiązywania
problemu i logicznej sprawozdawczości – stwierdza Łuczak.
Doktor Artur Górski z PiS, członek sejmowej Komisji Administracji i Spraw
Wewnętrznych, zwraca uwagę, że w urzędach do tej pory prowadzona była
niejednorodna polityka kadrowa. – Jedni dyrektorzy generalni i szefowie resortów
od dawna zaciskają pasa i rzeczywiście tę politykę prowadzą bardzo racjonalnie,
inni jednak cały czas rozdmuchują skład personalny swoich urzędów. W związku z
tym cięcie gilotyną urzędników po równo może okazać się nie tylko
niesprawiedliwe, ale też może negatywnie odbić się na pracy tych urzędów, które
mają stan etatowy dopasowany do wykonywanych zadań – zauważa poseł Górski.
Jak twierdzi poseł, w żadnym razie nie należy przeprowadzać mechanicznego cięcia
etatów urzędniczych bez uzgodnienia konkretnych potrzeb, konkretnych warunków i
możliwości w danych urzędach. – Moim zdaniem, należałoby wcześniej dokładnie
zbadać potrzeby i możliwości każdego urzędu pod kątem wykonywanych zadań. Rząd
przecież ma takie możliwości. Jeżeli już wprowadzamy taką 10-procentową operację
wyrzucania ludzi z pracy, to muszą być podane bardzo precyzyjnie reguły, które
będą czytelne także dla osób zwalnianych – podkreśla dr Górski.
W przeciwnym razie, jak sądzi, mechaniczne zwalnianie urzędników, niezgodne z
ustawą o służbie cywilnej, spowoduje bardzo wiele pozwów do sądu pracy i żądania
wysokich odszkodowań pieniężnych. Istnieje np. zagrożenie, że kierownik danego
urzędu może zwalniać poszczególnych urzędników, kierując się swoimi sympatiami
bądź antypatiami osobistymi czy politycznymi.
Marek Biernacki z PO, przewodniczący sejmowej Komisji Administracji i Spraw
Wewnętrznych, nie kryje, że takie zagrożenie istnieje. – To jest istotny
element, który należy wziąć pod uwagę, jednak szef danego urzędu musiałby mieć
instynkt samobójczy, żeby kierował się przy zwolnieniach tylko jakimiś
sympatiami czy to prywatnymi, czy politycznymi, bo będzie przecież później
rozliczany z tego, czy dobrze wykonał swoje zadania – argumentuje poseł. W jego
przekonaniu, przy redukcji etatów ważnym wyznacznikiem powinno być kryterium
fachowości. – Brak kompetencji spowoduje, że osoby, które nie zostaną zwolnione,
nie będą w stanie wykonać zadań, które wcześniej wykonywały osoby, które
straciły pracę – dodaje Biernacki. Rzeczywistość pokaże, czy faktycznie jedynie
kompetencje zadecydują o losie danego pracownika.
Według Artura Górskiego, skuteczniejszą metodą od zwalniania urzędników jest ich
naturalne odchodzenie z pracy na emeryturę i nie zatrudnianie w ich miejsce
kolejnych osób, lecz stosowanie nowych podziałów zadań i obowiązków w danych
zespołach. – Wiadomo przecież, kiedy poszczególni urzędnicy odchodzą na
emeryturę, a ci, którzy znaleźli lepszą pracę, przecież składają wypowiedzenia,
w związku z tym można przygotować osoby, które przejmą zadania tych osób, i to
jest działanie racjonalne – kwituje Artur Górski.
Rządowy projekt ustawy o racjonalizacji zatrudnienia, który do Sejmu trafi w
październiku, zakłada zwolnienia w ministerstwach, agencjach rządowych, urzędach
wojewódzkich, urzędach skarbowych, ZUS, KRUS, NFZ, NFOŚ i PFRON. Zwolnienia
pracowników administracyjnych mają zacząć się 1 stycznia 2011 roku. Kierownicy
poszczególnych urzędów sami mają zdecydować, w których wydziałach będą cięcia
etatowe. Ci z nich, którzy nie zwolnią swoich podwładnych, dostaną nagany, a
nawet kary pieniężne. Nowa ustawa nie wyklucza również obniżki wynagrodzeń i
skracania czasu pracy urzędników. Do 1 lutego przyszłego roku szefowie urzędów
mają złożyć przed premierem raport o stanie zatrudnienia, zaś do 30 kwietnia
2011 roku przesłać informacje o liczbie zwolnień.
Piotr Czartoryski-Sziler
