Poległo minimum 58 osób

Z prokuratorem Mirosławem Sławetą
z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu
rozmawia Wojciech Wybranowski

Panie Prokuratorze, nadal wiele kontrowersji budzi liczba ofiar Poznańskiego
Czerwca 1956 roku. Pojawiają się różne liczby zabitych w trakcie walk ulicznych
– od 50 do nawet 80…

– Dzisiaj jeszcze trudno jest liczbę poległych określić jednoznacznie. Praktycznie
ciągle w czasie prowadzonego śledztwa pojawiają się nowe wątki, które mogą
wskazywać na kolejne osoby zabite w trakcie ulicznych walk czy też zmarłych
w wyniku odniesionych obrażeń. Każdy taki przypadek musi być bardzo dokładnie
weryfikowany. Nie zawsze nawet postrzał w głowę czy w klatkę piersiową oznacza
śmierć. Z drugiej jednak strony wiemy o przypadkach zgonów wiele lat po wydarzeniach
Czerwca ’56, a które ściśle się wiążą z tym, co się działo w Poznaniu. Mówię
tutaj właśnie o osobach, które w czerwcu 1956 roku, podczas wydarzeń poznańskich,
odniosły obrażenia, później ciężko chorowały i w wyniku tej choroby związanej
de facto z postrzałem przedwcześnie zmarły. Na dzisiaj mogę stwierdzić, że
zgodnie z moimi ustaleniami, co najmniej 58 osób poległo w Poznaniu w czerwcu
1956 roku. Podkreślam – co najmniej, liczba ta bowiem wraz z badaniem kolejnych
wątków śledztwa może jeszcze wzrosnąć. Mogę też powiedzieć, że najprawdopodobniej
ostatnia osoba będąca ofiarą Poznańskiego Czerwca 1956 roku zmarła w wyniku
postrzału w 1964 roku, a więc osiem lat po powstaniu. Był to mężczyzna, bardzo
ciężko ranny w czasie walk, który trafił do szpitala, leczył się, jednak odniesione
obrażenia przyczyniły się do jego śmierci.

Historycy i publicyści, którzy zajmowali się do tej pory liczbą ofiar Poznańskiego
Czerwca ’56 wskazywali na wiele rannych czy zabitych dzieci. 13-letni Romek
Strzałkowski nie był wyjątkiem…

– Proszę zwrócić uwagę, że w czerwcu 1956 roku w Poznaniu polegli przede wszystkim
ludzie młodzi i bardzo młodzi. Studenci, młodzi robotnicy… Połowa ofiar tamtych
wydarzeń to ludzie do 30. roku życia, a więc bardzo młodzi. Zabici reprezentowali
wszystkie grupy zawodowe z przewagą robotników.

Panie Prokuratorze, nawet teraz, 50 lat od wydarzeń z Czerwca ’56, pojawiają
się różne informacje na temat grzebanych ukradkiem żołnierzy zamordowanych
za odmowę udziału w pacyfikacji Poznania. Wskazuje się przy tym na poligon
w Biedrusku pod Poznaniem, gdzie miałyby znajdować się ich groby.

– Rzeczywiście, jest to jeden z wątków prowadzonego przez nas postępowania,
ale jeszcze za wcześnie na wyciąganie daleko idących wniosków.

Kiedy rozmawialiśmy przed rokiem, wykluczył Pan udział jednostek sowieckich
w tłumieniu poznańskiego Powstania. Tymczasem świadkowie, do których nam udało
się dotrzeć – a są to byli mieszkańcy Kresów – mówią stanowczo, że widzieli
Rosjan, słyszeli język rosyjski.

– Z całą pewnością w tłumieniu Powstania Poznańskiego Czerwca ’56 roku nie
brały udziału zorganizowane wojskowe jednostki sowieckie. Natomiast niewykluczone,
i takie informacje pojawiają się w niektórych zeznaniach, że wśród żołnierzy
biorących udział w całej akcji byli Rosjanie. Jest to nawet dość prawdopodobne.
Stopień uzależnienia Ludowego Wojska Polskiego od Sowietów był wówczas bardzo
duży, w sztabach i jednostkach operacyjnych znajdowali się Sowieci. Oficjalnie
nazywano ich doradcami, nieoficjalnie wiadomo było, że to oni często sprawowali
faktyczny nadzór nad daną jednostką wojskową. Zaś wodzem naczelnym wojska był
przecież marszałek Rokossowski, który aż palił się do tego, by przykładnie
zakończyć sprawę Poznania.

Mówimy o pacyfikacji?
– Tak, on w ten sposób poprzez pacyfikację "poznańskiego buntu" widział
jedyną możliwość zakończenia konfliktu.

Śledztwo trwa już ponad pięć lat, nikomu do tej pory nie postawiono zarzutów.
Czy można powiedzieć choćby w przybliżeniu, kiedy zakończy się dochodzenie
i czy finałem będzie postawienie kogoś w stan oskarżenia?

– Jeśli chodzi o postawienie kogoś przed sądem z zarzutem zbrodni komunistycznej,
to trudno mi dzisiaj na to pytanie odpowiedzieć. Jest po prostu za wcześnie,
nie chciałbym składać takich deklaracji. Proszę pamiętać, że bez względu na
wagę wydarzeń, sąd traktowałby taki proces jak każdy inny, a więc wymagałby
przedstawienia niepodważalnych dowodów. Akt oskarżenia w tego typu sprawach
musi być bardzo dobrze przygotowany, a jak już wspomniałem wcześniej, jest
jeszcze wiele wątków, które musimy zbadać, wyjaśnić przed wyciągnięciem końcowych
wniosków. Śledztwo jest trudne, każda czynność procesowa powoduje potrzebę
sprawdzania kolejnych wątków. Tymczasem ówczesne służby nie przeprowadziły
podstawowych czynności śledczych, nie zabezpieczono broni, łusek. Nie zrobiono
badań balistycznych czy sekcji zwłok ofiar. Na pewno śledztwo nie zakończy
się więc ani dziś, ani jutro.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj