Podsłuchy, podsłuchy, wszędzie podsłuchy
Sprawa wykorzystania przez wiceszefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Jacka Mąkę nagrania z podsłuchu rozmowy dziennikarzy „Rzeczpospolitej” i TVN w prywatnej sprawie sądowej nabrała takiego rozmiaru, że przykryła nawet nieschodzącą ostatnio z czołówek wiadomości aferę hazardową. Politycy i dziennikarze toczą dyskusje: jak daleko można się posunąć w zakładaniu podsłuchów, czy też, kto i kiedy może być podsłuchiwany. Podkreślają przy tym, że nagrania podsłuchów rozmów, które w prowadzonych śledztwach nie są do niczego przydatne, należałoby niezwłocznie niszczyć. Wymiar tej konkretnej sprawy jest taki, że musi bulwersować. Historia lubi jednak kołem się toczyć. I nawet nie wiadomo, kiedy myśliwy może stać się zwierzyną, a zwierzyna – myśliwym. Dzisiaj podsłuchujesz ty, jutro mogą podsłuchać ciebie.
Branżowy portal internetowy press.pl koncentrujący się przede wszystkim na rynku mediów zamieścił na swoich stronach ciekawą ankietę, w której jeszcze wczoraj można było oddać swój głos: „Czy nagrywanie ukrytą kamerą i ujawnienie w programie „Teraz My” TVN-u relacji zamkniętej konferencji PiS-u to: 1. Nieuzasadniona inwigilacja polityków mających prawo do prywatnych dyskusji we własnym gronie; 2. Prowokacja dziennikarska uzasadniona interesem społecznym”. Co ciekawe, dla głosujących sprawa jednoznaczna nie jest. Po oddaniu głosów przez 474 osoby wyniki rozkładały się bowiem równo: pół na pół.
Być może twórcy programu TVN mieli doniesienia, że politycy partii Jarosława Kaczyńskiego podczas wrześniowego kongresu postanowili po kryjomu uknuć jakiś zamach stanu. I to w poczuciu odpowiedzialności oraz w trosce o bezpieczeństwo Rzeczypospolitej dziennikarze powzięli decyzję o zarejestrowaniu tego partyjnego spotkania. Bo czyż można podejrzewać, że zdecydowali się dla samej zabawy i szukania taniej sensacji podsłuchać i ujawnić nagrania polityków, którzy chcieli, jedynie we własnym gronie, spokojnie omówić partyjne sprawy? Z ujawnionego nagrania nie wynikało jednak, że planowaliby jakieś przestępstwo: prezes Prawa i Sprawiedliwości powtórzył to, co zapowiadał przed kilkoma miesiącami – że PiS przygotowuje się do stworzenia specjalnej grupy osób, która ma przygotować partię na sprawne przejęcie władzy w przypadku wygrania wyborów. Przekazywał też politykom Prawa i Sprawiedliwości wytyczne, chociażby w sprawie prezentowania w mediach jednolitego przekazu. A skoro nagranie nie wskazywało, że może dojść do jakiegoś przestępstwa czy naruszenia szeroko rozumianego bezpieczeństwa kraju, to może by wypadało takie nagranie niezwłocznie zniszczyć, a przynajmniej się nim publicznie nie chwalić? Nasuwa się tylko jedna smutna refleksja: ja podsłuchuję – dobrze, mnie podsłuchują – źle.
Artur Kowalski
