PO zrzuca maskę
Z dr. Marcinem Zarzeckim z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Kardynała
Stefana Wyszyńskiego w Warszawie rozmawia Bogusław Rąpała
Tuby propagandowe Platformy Obywatelskiej, Sławomir Nowak i Janusz Palikot, w
niewybredny sposób zarzuciły Kościołowi przekroczenie granic zaangażowania
politycznego w minionej kampanii wyborczej.
– Są to dość proste w interpretacji słowa. Postawa Nowaka i Palikota ujawnia
powyborczy triumfalizm, tym większy, że Platformę w czasie kampanii wyborczej, a
szczególnie przed drugą turą, ogarnął lęk przed przegraną. Pierwsze badania
wskazujące na wielkie zwycięstwo okazały się mało realne. Wszystko stało na
ostrzu noża. Bezsprzecznie jest to atak na Kościół, jego hierarchów i
przedstawicieli. Politycy Platformy nie mogli sobie na niego pozwolić w czasie
kampanii, bo liczyli na to, że część elektoratu centroprawicowego ich poprze.
Teraz uznali, że mogą zacząć działać w sposób bardziej brutalny. Werbalny atak,
za którym pójdą być może konkretne działania, jest efektem zdjęcia maski
politycznej. Krytykowanie Kościoła jest uśmiechem i próbą zbliżenia z lewą
stroną sceny politycznej. Tak więc oprócz zwykłego triumfalizmu trzeba przypisać
Platformie pewną intencjonalność w działaniu. Bo przecież wiemy, że zarzut
"mieszania się" Kościoła do polityki, próby laicyzacji sceny politycznej (tak
jakby była ona sakralizowana) są sztandarowymi hasłami Napieralskiego. Jest to
być może próba wysondowania opinii na temat przyszłej koalicji politycznej,
jeśli okaże się, że po następnych wyborach PO nie będzie już miała większości
parlamentarnej, a na poziomie samorządowym nie obsadzi większości urzędów
regionalnych i wojewódzkich. Tym bardziej że znaczenie Polskiego Stronnictwa
Ludowego, szczególnie po wyborach prezydenckich, spada i PO musi od nowa budować
swoje zaplecze polityczne.
Dotychczas posłowie Platformy przy każdej okazji wytykali oponentom
politycznym, że posługują się językiem rodem z PRL. Tymczasem sami używają
języka, którego nie powstydziliby się ubecy, vide sformułowanie: "zajmijcie się
tym klerem".
– Jest to przykład wprost książkowy. Ten język bez wątpienia przypomina język
minionej epoki, język radykalizmu politycznego. Jarosławowi Kaczyńskiemu
przypisuje się wypowiedzi i wizerunek radykała politycznego. Tak przedstawiany
jest on również za granicą. Natomiast przedstawiciele partii, która sama siebie
nazywa partią liberalną i tolerancyjną, partią dialogu, a nawet miłości, używają
języka, który z punktu widzenia perswazji politycznej jest językiem niezmiernie
nacechowanym emocjonalnie, bardzo gwałtownym i brutalnym, a tak naprawdę
pozbawionym treści merytorycznych. Może bezpośrednio nie odwołuje się do
tradycji PRL-owskiej, ale w dużej mierze ją przypomina, ponieważ ma ten sam cel.
Jest to język gniewu i nienawiści. Tak nie wygląda język dialogu i dyskusji, a
już na pewno język miłości. Panowie Palikot, Nowak, Niesiołowski występują
głównie jako komentatorzy wydarzeń politycznych, a nie politycy. Nie mógłbym
wskazać ich konkretnych działań, programów, jakie przygotowywali, komisji, w
których pracowali, które zakończyłyby się jakimś efektywnym wynikiem. Od ich
radykalnych słów odżegnują się często premier i przewodniczący klubu
parlamentarnego. Czasem lekko się ich zgani, ale jestem przekonany, że
przekazują głosy, które bez wątpienia płyną nie od środowisk oddolnych PO, ale
ze strony samych decydentów. To umożliwia sondowanie opinii społecznej, partii
politycznych oraz oczywiście prasy. Następnie bada się i analizuje reakcje na te
wypowiedzi, odpowiednio je zmiękczając, ale biorąc pod uwagę, że się sprawdziły
i swoje uczyniły. Ze strony takich ludzi jak Palikot i Nowak bez przerwy możemy
się spodziewać ataków nie tylko na Kościół, ale na każdego przeciwnika
politycznego, łącznie z tymi, do których Platforma teraz wyciąga rękę. Smuci
mnie, że ta taktyka jest na razie skuteczna.
Czy w ślad za tym werbalnym atakiem mogą iść jakieś konkretne działania
wymierzone w Kościół?
– To zależy. Platforma nie jest, wbrew pozorom, partią profesjonalnie
przygotowanych polityków, którzy reprezentują określony program polityczny i
pragną go za wszelką cenę realizować. Jeśli przyjrzymy się historii PO, to okaże
się, że program był nieustannie zmieniany. Jest to partia, która programowo jest
niesłychanie elastyczna, w tym sensie, że w zależności od koniunktury
politycznej potrafi zmienić swoje podstawowe identyfikatory i zbliża się nieomal
do socjalizmu. Jeżeli po wyborach samorządowych okaże się, że frakcja lewicująca
zdobyła znaczącą liczbę głosów w tych regionach, w których PO wsparcia nie
miała, to będzie doskonałym partnerem. I wtedy znów pojawi się język ataku na
Kościół, konkretne działania i projekty związane z problematyką nauczania
religii w szkołach, ocen z religii na świadectwach maturalnych czy finansów
Kościoła. To stałe, pojawiające się co jakiś czas kwestie w polskiej polityce,
tyle że zazwyczaj były podnoszone przez Sojusz Lewicy Demokratycznej.
Natomiast jeżeli po wyborach okaże się, że do pełni władzy nie będzie
wymagana koalicja z SLD…
– …to przypuszczam, że Platforma nie będzie podejmowała takich radykalnych
działań. Będzie chciała zachować status quo, dobrze wiedząc, że sytuacja
polityczna i elektorat są zmienne i wsparcie, nawet części, Kościoła
katolickiego jest cenne i przydatne. To partia koniunkturalistów. Wszystkie jej
działania uzależnione są od bieżącej sytuacji i nie są ani programowe, ani
długofalowe. Tusk to nie jest druga Margaret Thatcher. Trzeba będzie zaatakować
Kościół, to się go zaatakuje. Przez swój koniunkturalizm, jeżeli zajdzie taka
potrzeba, PO stanie się najbardziej religijną i ortodoksyjną partią w polskim
Sejmie, a Niesiołowski, Nowak i Palikot pojadą na wakacje. Może nawet zamkną się
w zakonie kamedulskim, wezmą udział w rekolekcjach i będziemy świadkami
następnej metanoi politycznej, a byliśmy świadkami już niejednej.
Argument mieszania się Kościoła do polityki jest stałą amunicją lewicy, tyle
że jest on zupełnie fałszywy.
– Zajmuję się marketingiem politycznym i mogę zapewnić, że w czasie kampanii
politycznych nie ma rzeczy niepolitycznych. Każde wydarzenie, nawet najbardziej
przypadkowe, rodzinne i intymne, odpowiednio nagłośnione może być przekute na
coś, co pozwoli zdobyć kilka głosów. Tak działa marketing polityczny pozbawiony
wymiaru etycznego, w którym liczy się tylko efektywność. Dla ludzi wyzutych z
moralności przerobienie zwykłej aktywności duszpasterskiej księży w "polityczne
zaangażowanie" jest dość proste. Tymczasem z punktu widzenia Kościoła
katolickiego działania podejmowane przez księży i katolików są dosyć jasno
określone. Istnieje mnóstwo dokumentów katolickiej nauki społecznej, które mówią
wprost o tym, że demokracja, udział w wyborach i działania na rzecz
obywatelskości systemu politycznego są obowiązkiem każdego katolika. Ksiądz jest
również obywatelem, i to nie mniej ważnym niż zwykły parafianin. I także ma
prawo do pewnych wypowiedzi, sądów.
Czy wypowiedzi członków PO piętnujące Kościół nie są wyrazem lęku przed
przestrzenią wolności, którą tworzy Kościół? W obecnej sytuacji monopolu władzy
Platformy, także w mediach, niezależny głos przedstawicieli Kościoła, a także
niezależnych mediów katolickich może być jedynym źródłem prawdziwych informacji.
– Nie ulega wątpliwości, że w sytuacji takiej "monarchii konstytucyjnej", jaką
teraz mamy, przynajmniej na poziomie sprawowania władzy, to właśnie niezależny
głos środowisk katolickich odgrywa olbrzymią rolę. Katolickie media –
niezależne, autonomiczne i w żaden sposób nieuwarunkowane finansami, kadrą ani
kształceniem od reprezentantów politycznych, muszą pełnić rolę recenzenta
posunięć władzy i bić na alarm wtedy, gdy jest to konieczne. Ich celem jest
prowadzenie dziennikarstwa zaangażowanego. Nie biernego, opisującego tylko
wydarzenia, bazującego wyłącznie na notach dziennikarskich, które są
przygotowywane przez poszczególne resorty, ale dociekliwego, szczegółowego,
monitorującego to, co się dzieje naprawdę, przekazującego informacje tym
Polakom, którzy nie żyją w dużych aglomeracjach miejskich albo żyją w nich, ale
jedynym ich źródłem informacji jest np. telewizja publiczna. Aby zatem zachowali
zrównoważony ogląd świata, rzeczywistości, siebie w tym świecie i tego, co im
zagraża, oraz żeby mogli dowiedzieć się, jakie mają prawa, muszą mieć prawdziwe,
uczciwe i klarowne informacje, które przekazują im właśnie media
niezaangażowane, w tym również media katolickie. Ich głównym celem jest
poszukiwanie i dążenie do prawdy. Ktoś musi informować opinię publiczną,
kształtować ją i edukować. A przynajmniej zapewniać zrównoważony ogląd. A nie
pokazywać tylko jednostronny i wyselekcjonowany obraz rzeczywistości, tak jak to
się dzieje na przykład w wielu innych środkach przekazu.
W sytuacji mobilizacji konserwatywnego elektoratu po katastrofie smoleńskiej
Platforma odczuwa lęk przed tym, żeby wygrana Bronisława Komorowskiego w
wyborach prezydenckich nie była jej ostatnim zwycięstwem i sukcesem.
– A więc zrobi wszystko, włącznie z odejściem od głoszonych dotąd przez siebie
idei, ponieważ jest to partia rynkowa, która cały czas jest gotowa do
przewartościowywania siebie. Istnieje pewna dwutorowość w myśleniu jej
polityków. Z jednej strony mają przeświadczenie, że znacząca część elektoratu,
która na nich głosowała, to ludzie deklarujący się jako katolicy. Ich głosy PO
również chciałaby zachować. A z drugiej strony mamy przedstawicieli Platformy,
którzy takie ataki na Kościół planują. Jednak ataki na Kościół nie przyniosą tej
partii oczekiwanego efektu. Nawet w grupie Polaków, którzy deklarują, że są
wierzący, ale niepraktykujący, bądź wśród tych, którzy atakują Kościół
katolicki, ale jednak są wychowani w jego duchu i tradycji. W Polsce wskaźnik
dziedziczenia religijnego pomiędzy rodziną pochodzenia a rodziną prokreacji,
między dziećmi a ich rodzicami jest bardzo wysoki. Polacy nadal istnieją w
tożsamości Polak-katolik, a agresywne działania wobec Kościoła odbierają często
bardzo osobiście.
Dziękuję za rozmowę.
