PKP przejdą do kontrataku?

Przewoźnicy kolejowi muszą się liczyć z zagraniczną konkurencją i to nie tylko na trasach międzynarodowych, ale także między stacjami krajowymi. Od stycznia obowiązuje unijna dyrektywa liberalizująca rynek pasażerskich przewozów kolejowych w państwach członkowskich Unii Europejskiej. Na razie Polskie Koleje Państwowe nie obawiają się konkurencji zagranicznej i twierdzą, że PKP Intercity są lepiej przygotowane na otwarcie rynku niż koleje niemieckie…

Teoretycznie od 1 stycznia w Polsce bez przeszkód może zacząć działać zagraniczna konkurencja w przewozach pasażerskich na trasach międzynarodowych. Otwarcie polskiego rynku na przewozy międzynarodowe umożliwia m.in. tzw. kabotaż po drodze. Oznacza to, że niemieckie koleje obsługujące trasę Berlin – Warszawa będą mogły zabierać pasażerów na przykład na odcinku Warszawa – Poznań. Zagraniczni przewoźnicy, aby mieć możliwość obsługi takich wewnętrznych odcinków, muszą ubiegać się o zezwolenie do Urzędu Transportu Kolejowego. Jednak na razie brakuje większej aktywności w tym zakresie. – Jeszcze nie napłynęły takie wnioski – oznajmia Alvin Gajadhur, rzecznik UTK.

Michał Wrzosek, rzecznik Zarządu PKP SA, jedną z przyczyn takiej sytuacji upatruje w fakcie, że obecnie kursują już pociągi łączące Polskę z innymi krajami na podstawie międzynarodowych umów. Zauważa, że aby złożyć wniosek o możliwość obsługi połączeń między polskimi miastami na trasach międzynarodowych, należy spełnić szereg warunków, a na to trzeba czasu. – Z reguły jest tak, że po otwarciu granic dla takich przewozów dopiero co najmniej po ośmiu albo dziesięciu miesiącach pojawia się zagraniczny przewoźnik. Musi on otrzymać certyfikat na tabor, lokomotywę oraz maszynistę, aby móc jeździć po Polsce – zaznacza Wrzosek. Przypomina, że gdy w 2007 r. otwarto granice dla przewozów towarowych, dopiero mniej więcej po 1,5 roku pojawili się pierwsi przewoźnicy, którzy chcieli z tej możliwości skorzystać.

Brak wniosków nie uspokaja jednak parlamentarzystów. – Stara Piętnastka traktuje nowych członków UE jako nowe rynki, które trzeba przejmować – zauważa senator Stanisław Kogut (PiS), były przewodniczący Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ „Solidarność”. Jego zdaniem, nowe przepisy oznaczają początek końca PKP Intercity. – Koleje niemieckie są dofinansowane, mają sprzęt, a ich pociągi mogą kursować na trasie Berlin – Moskwa i do innych stolic, wypierając z tych rynków PKP. Nasz narodowy przewoźnik nie jest dofinansowany z budżetu państwa, więc nie może realizować takich inwestycji – zaznacza senator.

Podobnego zdania jest poseł Janusz Piechociński (PSL), który zauważa, że PKP Intercity są niedokapitalizowane i mają gorsze zarówno wagony, jak i lokomotywy, więc muszą mieć świadomość, że rynek będzie podbierany nie tylko od środka przez Przewozy Regionalne, ale pojawi się także konkurencja z zewnątrz.

Mniej obaw związanych z przyszłością otwartego rynku międzynarodowych przewozów pasażerskich ma za to sama kolej. – Zaryzykuję stwierdzenie, że w tej chwili PKP Intercity są lepiej przygotowane do tej konkurencji niż na przykład koleje niemieckie Deutsche Bahn, dlatego że Intercity kupiły już w tym roku lokomotywy wielosystemowe, które mogą poruszać się po torach polskich, niemieckich lub czeskich. Są tam bowiem pewne różnice, jeśli chodzi na przykład o napięcia prądu w sieci trakcyjnej – wyjaśnia Wrzosek. Informuje również, że maszyniści starają się o niemieckie certyfikaty, aby móc kursować po Niemczech. – Nie ulega wątpliwości, że w perspektywie tego roku należy się spodziewać nowej oferty ze strony PKP dotyczącej przewozów międzynarodowych – podsumowuje rzecznik.


Jacek Dytkowski

drukuj