PiS i PO prawie z takim samym poparciem
Prezes Prawa i Sprawiedliwości
Jarosław Kaczyński ujawnił wyniki sondażu przeprowadzonego przez jego partię.
Wynika z nich, że jedynie 2 proc. dzieli PIS od PO. Szef Prawa i Sprawiedliwości
stwierdził też, że był moment kiedy jego partia prowadziła w sondażach.
Prawo i Sprawiedliwość powołało
własny ośrodek badań opinii publicznej. Jak powiedział poseł Joachim Brudziński
– przewodniczący komitetu wykonawczego PiS badania, które prowadzi jego partia
są wymierne.
Politolodzy do takich badań podchodzą jednak ostrożnie.
Bartłomiej Biskup oświadczył, że należy zwracać uwagę na źródło sondaży.
Poseł Joachim Brudziński broni sondażu przeprowadzonego przez PiS i podkreśla,
że Platforma Obywatelska uzyskała podobne wyniki.
(RIRM PZ)
Elektorat Platformy śpi
Analiza "twardych" elektoratów
pokazuje, że szanse PiS i PO są wyrównane. A nawet szala lekko przechyla się na
stronę partii Kaczyńskiego
Z Erykiem Mistewiczem, konsultantem
politycznym, twórcą strategii marketingu narracyjnego, rozmawia Maciej
Walaszczyk.
Debaty wyborcze są jeszcze ważne?
– Polityka staje się teatrem. Dlatego, że musi zmobilizować nieinteresujących
się polityką, nieinteresujących się wyborami. To oni decydują o ostatecznym
wyniku wyborów, a ich porwie tylko dobry spektakl. I w takim właśnie politycznym
spektaklu najważniejszy jest początek. A więc opowiedzenie, która partia jest
"dobra", a która "zła".
Ta, która chce debatować, jest "dobra", a ta, która nie chce, "zła"?
– Jeśli nie będzie w stanie opowiedzieć publiczności, dlaczego nie chce
debatować na takich warunkach, jakie są jej proponowane, to tak.
Dlaczego więc Prawo i Sprawiedliwość nie chce debatować z Platformą?
– Debata Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem nie leży w jego strategicznym
interesie. Wyborca PiS już wie, na kogo zagłosuje, i żadne debaty tego nie
zmienią. PiS ma dziś lepiej zmobilizowany swój elektorat, lepiej niż elektorat
Platformy. Wyborcy PO śpią. Nie jest w interesie Jarosława Kaczyńskiego
mobilizowanie tego elektoratu podczas debaty.
Wszystkie sondaże pokazują dziś zwycięstwo Platformy.
– Ale już analizując twarde elektoraty, zauważamy, że szanse PiS i PO są
wyrównane. A nawet szala lekko przechyla się w stronę PiS. Gra toczy się więc o
ludzi nieinteresujących się polityką. Ta grupa wyborców wyniosła do władzy
Platformę Obywatelską w 2007 roku. Dziś jednak nie zagłosują, aby podziękować
rządowi za orliki, spokój, stabilizację, budowane drogi, bo uważają, że od tego
jest rząd, aby rządził, a polityka tak właściwie ich nie interesuje. W 2007 r.
poszli do wyborów, "aby zmienić kraj", głosowali przerażeni rządami PiS.
Jarosław Kaczyński nie chce pomagać w mobilizacji tej grupy. Dlatego nie
przystępuje do debaty?
– Nie tylko. Jarosław Kaczyński nie jest człowiekiem z epoki telewizyjnej
demokracji, ale z czasów, gdy polityka wyglądała zupełnie inaczej. Gdy polityk
zatopiony był w książkach, gdy toczono spory ideowe, programowe, merytoryczne.
Tego świata, świata XIX-wiecznej polityki, już nie ma. Politycy w XXI wieku
budują poparcie dla swoich partii tak, jak buduje się poparcie dla klubów
piłkarskich i zespołów muzycznych. Jarosław Kaczyński musi wiedzieć, że w takim
starciu, w warunkach demokracji telewizyjnej, stoi na straconej pozycji. To nie
jego świat. Jedno chrząknięcie nie w tym momencie, obrócenie się na pięcie,
niepodanie ręki w zdenerwowaniu, i cała kampania może lec w gruzach.
Jakie narzędzia są w tej chwili najbardziej skuteczne? Dwadzieścia lat temu
plakatowano, potem były spoty, wielkie konwencje.
– Dziś jest to marketing narracyjny. Na Forum Ekonomicznym w Krynicy udało mi
się zgromadzić czołówkę mojej branży, najlepszych specjalistów marketingu
politycznego z Francji, Wielkiej Brytanii, Rosji, Włoch. Techniki narracyjne
wygrywają.
Platforma ma silne poparcie wielkich koncernów medialnych. Można to jakoś
obejść? Pan twierdzi, że biadolenie nie ma sensu, wystarczy narzucić narrację.
– Tak. Marketing narracyjny jest teraźniejszością i przyszłością skutecznej
komunikacji. Marketing narracyjny jest technologią zarządzania opowieścią,
pozyskiwania uwagi odbiorców, wciągania do świata fantastycznej przygody. Nie
wymaga ani wielkich nakładów, ani koncesji, zgód. Potrzebuje pasji, wiary,
przekonania – obudowania profesjonalną techniką, technologiami dyfuzji
informacji, ale bez użycia tradycyjnych mediów.
Był Pan krytyczny wobec działań marketingowych PiS. Partia używała zgranych
haseł, metod z minionej epoki. Czy coś się zmieniło?
– Zmiany następują bardzo powoli. Ale następują. Trudno przestawić partię
XIX-wiecznej polityki, zatopienia w świecie idei, książek, nagle w świat
błyskotliwych point i perfekcyjnego panowania wszystkich jej polityków nad
przekazem, nad tym, co mówią, kiedy, po co. Wciąż bowiem to, czego brakuje PiS,
to kontrola nad własnym przekazem. Najczęściej to oponenci PiS narzucają
opowieść. PiS jeszcze nie potrafi grać na tak skonstruowanym boisku, choć się
uczy. Dystans w technikach marketingu politycznego pomiędzy PiS a PO jest jednak
nadal duży.
PiS zaliczyło falstart i klęskę w Wałbrzychu, gdzie PO skompromitowała się
wielką aferą wyborczą. Będzie to rzutowało na wynik wyborów w całym kraju?
– Nie. Wydarzenia w Wałbrzychu nie zostały odnotowane przez przeciętnego
odbiorcę. Pamiętajmy, że poza hermetycznym światem polityków, dziennikarzy,
ekspertów, działaczy jest świat zwykłych wyborców. A tam tego typu informacje
nie docierają, nie rezonują. Dzieje się tak nie dlatego, że media pomijają tego
typu informacje. To byłoby zbyt proste tłumaczenie. Dzieje się tak dlatego, że
historie te nie stanowią tematu rozmów, bo nie zostały opowiedziane.
Każdego dnia obcujemy z taką ilością informacji, z jaką nasi dziadowie mieli do
czynienia przez miesiąc. Każdego dnia atakuje nas trzy tysiące reklam – na
ulicach, w aptece, w metrze, w telefonie komórkowym, zewsząd. Każdego dnia o
naszą uwagę walczą najlepsze narracje. Nie fakty, liczby, zdarzenia, ale
opowieści. Badania prowadzone nad komunikacją masową pokazują bowiem, że w
natłoku informacji fakty, liczby i zdarzenia mają szansę przebić się do naszej
percepcji wówczas, gdy zostaną nam właściwie, profesjonalnie opowiedziane. Kto
lepiej opowie dobrą, mocną historię, ten ma szansę zaciekawić ludzi i
poprowadzić ich za sobą. Podobnie jak prowadzą za sobą fanów grupy rockowe albo
kibiców kluby piłkarskie. XIX-wieczna polityka ma więc kłopot z mechaniką
uprawiania polityki i wygrywania wyborów w takich warunkach.
Platforma udzieliła poparcia wielu działaczom lewicy, odwołuje się do
lewicowych haseł. Wyeliminuje w ten sposób SLD tak jak PiS LPR i Samoobronę?
– Platforma jak każda duża formacja nie jest jednorodna. Jedna część najchętniej
by rządziła bez zmian, wyłącznie z PSL, z Donaldem Tuskiem jako premierem. Inna
część Platformy nie kryje, że wolałaby rządy wspólnie z SLD, być może też z PSL,
niekoniecznie z Donaldem Tuskiem jako premierem. Ta pierwsza część wspiera dziś
w kampanii PSL, drugiej zależy – oprócz poprawnego wyniku PO – także na jak
najlepszym wyniku SLD. Są także posłowie, jak krakowski poseł Platformy Łukasz
Gibała, który wprost mówi, że koalicja PO i SLD byłaby dziś najlepsza dla
Polski.
PSL dostanie to, o co zawsze walczy – kilka procent, które pozwala mu
egzystować politycznie i współrządzić, jeśli będzie taka okazja?
– PSL akurat nie ma podstaw do obaw. 120 lat historii ruchu ludowego,
zorganizowane struktury terenowe i zarządzanie wprowadzone przez Waldemara
Pawlaka – wszystko to sprawia, że w sondażach partia ledwie dociera na 5-proc.
próg wyborczy, podczas gdy w realnych wyborach, jak ostatnio w samorządowych,
przekracza 16 procent. Pawlak znalazł też chyba pomysł na to, jak wyprowadzić to
ugrupowanie z opłotków partii wiejskiej. Jego hasło 3xP czyli PiS – PO – PSL,
zwane też od pierwszych liter stronnictwa "Porozumienie Służy Ludziom", mówi
mniej więcej tyle: "Nie kłóćcie się, współpracujcie, budujcie, rozwijajcie
kraj". W takim rozumieniu PSL będzie zlepiał i mitygował polityków, aby się nie
pozabijali w swej zapalczywości. A to się będzie podobało wyborcom.
PSL ma struktury, aktyw, koła gospodyń, strażaków. Nie zapominajmy też, jak
potężne zmiany zaszły w ostatnich latach na polskiej wsi, w mniejszych
miasteczkach, jak wyglądają tam dziś chodniki, jak rozwija się "Polska B", także
przy wsparciu funduszy unijnych. Nie bez powodu działacze PSL są na wszystkich
zdjęciach przy przecinaniu wstęg. To będzie procentowało w dniu wyborów. PiS
powinno o wieś walczyć, jednak na razie wciąż szuka na to pomysłu.
Dziękuję za rozmowę.
