Palikot ważniejszy od katastrofy

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem ds. polityki z Instytutu
Sobieskiego, rozmawia Jacek Dytkowski

Jak Pan ocenia sposób relacjonowania przez media posiedzeń Zespołu
Parlamentarnego ds. Wyjaśnienia Katastrofy Smoleńskiej?

– To, co mnie w tym wszystkim od samego początku zaskakuje i niepokoi, to sam
fakt powołania tego zespołu, który jest niczym innym jak swoistym krzykiem
rozpaczy pewnej grupy posłów bezradnych wobec tego, że po stu dniach od
katastrofy jako państwo polskie musimy pilnować wyjaśnienia tej bardzo istotnej
kwestii, a jesteśmy wciąż w pewnym bezwładzie. Jeśli chodzi o relacje w mediach
z piątkowego posiedzenia zespołu, uderzyło mnie przede wszystkim to, że
najważniejszą wiadomością było, iż poseł Janusz Palikot nie mógł być na
posiedzeniu. Zwracam uwagę na to, że od kilku tygodni Polska żyje tym, co robi
ten poseł PO. Stał się on pewnym jądrem Platformy. Świat się kręci wokół niego,
a Naród jest zainteresowany tylko tym, czy Palikot dzisiaj wstał, czy się ubrał,
czy był w Sejmie, czy może znowu kogoś obraził lub powiedział jakąś głupotę.
Kraj żyje Palikotem. Tylko że dochodzimy w ten sposób do pewnego idiotyzmu.

Co Pan ma na myśli?
– Nagle okazuje się, że od 3 lat rządzi PO i nic poza Palikotem nie ma ona do
pokazania. Wizytówką Platformy – czy się to komuś podoba czy nie – został ten
poseł. Stał się pewnym okrętem flagowym pokazującym na zewnątrz – mówiąc
delikatnie – brak kultury i wychowania. Jednak kiedy kilka dni temu oglądałem
wypowiedzi pana reżysera Kazimierza Kutza, posła PO, w tym momencie wszystko
stało się jasne. Mamy parlamentarzystę, który cieszy się Palikotem jako "wielkim
indywiduum oraz osobowością", który codziennie funduje społeczeństwu i Polsce
swoisty show i przedstawienie, a gdzieś ucieka esencja sprawy. Jego wypowiedź
nazywająca pana Antoniego Macierewicza, posła PiS, "tchórzem ze Smoleńska", jest
w ogóle kompletną porażką i rzeczą niezrozumiałą, bo przecież do końca nie
wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. To kolejny gest obrażania, a z drugiej
strony podkreślania, że każdy dzień to nowe wyzwanie, hit, który będzie
przyciągał nagle chmarę dziennikarzy – ogłupionych, bo tak to już trzeba nazwać.
Palikot dosłownie zahipnotyzował media i gdy był moment, że próbował wręczyć
swój akces do zespołu parlamentarnego ds. wyjaśnienia katastrofy w Smoleńsku,
dziennikarze biegali jak na smyczy. Było to uwłaczające, bo dochodzimy do
wniosku, że nagle ludzie inteligentni zatracają element zdrowego rozsądku. Gubi
się ludzką przyzwoitość, bo chodzi o zespół, który jest powołany w celach bardzo
szczytnych i wielkich. Nie jest to przecież grupa przyjaciół piwa czy sympatyków
jakiegoś serialu. To zespół ludzi, którzy chcą zebrać to, co jeszcze pozostało w
materiałach dotyczących katastrofy. Pamiętajmy, że z każdym dniem oddalającym
się od 10 kwietnia zacznie dziać się to, co się dzieje w przypadku większości
podobnych wydarzeń i nieszczęść. Po prostu gdzieś ucieka istota problemu, jest
ona rozmywana. Tak się stało ze sprawą Stanisława Pyjasa, Marka Papały,
komendanta głównego policji, oraz wieloma innymi wydarzeniami. Po prostu w miarę
upływu czasu mniejsze jest prawdopodobieństwo, że to naprawdę zostanie
wyjaśnione.

Rząd i Prokuratura Generalna twierdzą, że – choć opinia publiczna nie jest
informowana o wielu szczegółach śledztwa – jest ono prowadzone właściwie i
polska strona niczego nie zaniedbuje w tej sprawie…

– Rozumiem, że musi panować milczenie ze strony prokuratury, ponieważ dla dobra
śledztwa wiele spraw funkcjonuje w ten sposób. Ale w sensie odpowiedzialności
politycznej koronnym dla mnie faktem jest to, że samolot od stu dni rdzewieje
gdzieś na podwórku w Rosji. Każdy, kto miał nawet najdrobniejszą stłuczkę
samochodową, dobrze wie, że pojazdy są zabezpieczane, chowane, bo jest to dowód
w danej sprawie. W tym przypadku natomiast ważny materiał dowodowy, jakim jest
samolot, po prostu niszczeje. Nie jest nawet zabezpieczony i nie wiadomo, kiedy
będzie sprowadzony do kraju itd. Takich dziwnych historii związanych z tym
nieszczęściem jest wiele. Najgorsze jednak jest to, że z jednej strony sama
Platforma Obywatelska na własne życzenie chce, aby jej wizytówką podejścia do
tej sprawy stał się Janusz Palikot, a z drugiej strony uznaje się z góry, że sam
zespół parlamentarny jest antyrządowy, a jego działalność wymierzona w PO.
Jeżeli ktoś ma czyste intencje i przede wszystkim sumienie, to nie ma przecież
czego się bać. Obawiać się może tylko ten, który ma coś do ukrycia. To chyba
bardzo logiczne i proste. Jeżeli mówimy, że wszystko jest w porządku, zadziałały
siły wyższe, zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, wtedy nie ma czego się
obawiać. Jeżeli natomiast rzeczywiście w kontekście katastrofy i prowadzonego
następnie śledztwa pojawiły się pewne niedociągnięcia lub poważne uchybienia
prawne, formalne dotyczące rozporządzeń, porozumień międzyrządowych itd., wtedy
staje się możliwe, że ktoś ma prawo obawiać się wyników pracy tego zespołu.
Pamiętajmy, że nie ma on żadnej mocy wiążącej czy sprawczej. Bardziej jest to
właściwość – powiedziałbym – dokumentująca, co jest dziś bardzo istotne.

W relacjach z posiedzenia zespołu zarówno "Gazeta Wyborcza", jak i
"Rzeczpospolita" pominęły słowa Andrzeja Melaka, który mówił o rażących
rozbieżnościach w informacjach po tragedii przekazywanych rodzinom ofiar
katastrofy. Wskazał, że Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera, twierdził, że
wydobyto wszystkie ciała z samolotu, a Andrzej Seremet, prokurator generalny, że
jeszcze nie…

– Takich historii jest bardzo dużo, o tym trzeba wyraźnie powiedzieć. Zwracam
jeszcze uwagę na jedną ważną rzecz. W tych wszystkich relacjach na ostatnim
miejscu był fakt obecności przedstawicieli rodzin smoleńskich. Nagle zaczyna się
przedstawiać w mediach taką sytuację, że jest "zespół Macierewicza" i Palikot. Z
góry ubiera się obu w jedne buty. To dosyć ciekawe, bo jeżeli porówna się ich
życiorysy, to z całym szacunkiem – czy dwadzieścia lat temu ktoś słyszał o panu
Palikocie? Tak się składa, że Macierewicz był znanym opozycjonistą w latach 70.
i 80., a w swoim czasie dobrym przyjacielem Adama Michnika. Jestem dziś ciekaw,
jakie jest samopoczucie osób z tego środowiska, jeżeli słyszą porównywanie przez
media jego działań do wybryków pana Palikota. Przecież to jest karygodne, a ci
"przyjaciele" z trudnych lat opozycyjnych dobrze pamiętają Macierewicza.
Wracając do obecnej sytuacji, uproszczenie "zespół Macierewicza" ma na celu jego
dyskredytację i ciągłe podkreślanie, że ma on charakter polityczny. Tymczasem
odbyło się dopiero jedno spotkanie. Wysłuchano na nim rodziny ofiar katastrofy i
już od kilku dni słyszymy o antyrządowych działaniach, mających – jak to
powiedział poseł Sławomir Nowak (PO) – kijem bejsbolowym tłuc w PO. To jakieś
kompletne niezrozumienie.

"Gazeta Wyborcza" pod okrojoną relacją z przebiegu posiedzenia zespołu
zamieszcza komentarze internautów typu: Magdalena Merta uprawia nekrofilię
polityczną…

– Dopowiem na marginesie, że jest to wdowa po Tomaszu Mercie, wiceministrze
kultury i dziedzictwa narodowego w rządzie PO.

"Z kolei Pan Melak potrzebuje, podobnie jak poseł Macierewicz psychiatry, bo
nikt o zdrowych zmysłach nie porównywałby sceny z filmu Wajdy strzelania polskim
oficerom w tył głowy w Katyniu i spychaczami zasypującymi mogiły z tym co było
10 maja br w Smoleńsku. A pan Melak potrzebuje psychiatry" – czytamy na portalu
Wyborcza.pl…

– Opowiadam się coraz bardziej za tym – bo skoro moderator nie panuje nad
sytuacją, to oznacza, że akceptuje te treści – żeby je upublicznić. Bo pamięć
jest krótka i trzeba pokazać, na czym polega wolność słowa oraz sztuka obrażania
poważnych ludzi na stronach internetowych. Nie można bowiem powiedzieć, że
portal "Wyborczej" i jej forum jest miejscem banalnym. Mimo wszystko to strona
internetowa jednej z najbardziej opiniotwórczych gazet w Polsce. Jeżeli coś
takiego się tam akceptuje, to może warto pokazać, że nie są to gołosłowne
historie. Żeby znowu ktoś nie powiedział, że mamy do czyniania z jakąś "histerią
polityków PiS czy środowisk Radia Maryja". Może czas najwyższy zacząć
publikować, że "na forum 'Wyborczej’ powiedziano…". Może nauczy to
moderatorów, choćby na stronach tego portalu, żeby zacząć pilnować pewnej
kultury. Ponieważ z reguły w dobrym tonie jest, że wszyscy odpowiedzialni za
dopuszczanie komentarzy internautów pilnują, czy nie pojawia się obrażanie,
wulgaryzmy, a wypowiedzi mają dobry smak i zachowują pewną kulturę i poziom.
Chyba do tego powinniśmy dążyć, a nie do prymitywizacji życia publicznego i
sprawiania, że nagle paszkwil i obrzucanie niewinnych ludzi jakimiś wrogimi i
agresywnymi wypowiedziami staje się normą.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj