Ojcze Janie, dziękuję

Kiedy trzynaście lat temu znalazłam się na ulicy Deotymy
na warszawskim Kole, była niedziela. Nigdy tu wcześniej nie przyjeżdżałam,
mieszkałam w zupełnie innej dzielnicy Warszawy. Ujrzałam kościół. Weszłam do
środka, Mszę św. sprawował ksiądz, którego nie znałam. Jednak już po
kilkunastu minutach czułam się tak, jakby to była moja parafia,
mój kościół, "mój" ksiądz – przewodnik duchowy, a siedzący w ławkach
wierni to moi przyjaciele.

Tym kapłanem był ksiądz prałat doktor Jan Sikorski, proboszcz kościoła
pw. Świętego Józefa Oblubieńca NMP. Do dziś nie wiem, na czym tak dokładnie
polega charyzma ks. Sikorskiego, ale że ją posiada, to rzecz pewna.
Formowanie ducha religijnego i patriotycznego, umacnianie w wierze,
bezkompromisowość i odwaga w głoszeniu prawdy, ofiarność w pracy
na rzecz parafii, dostrzeżenie każdego z jego indywidualną bolączką
i niepozostawienie nikogo bez pomocy, poczucie humoru – tak najkrócej
można by scharakteryzować księdza prałata. Toteż trudno się dziwić,
że do proboszcza garną się wszyscy, intelektualiści i robotnicy,
artyści i bezdomni, trzeźwi i niekoniecznie trzeźwi, dorośli i młodzież,
a także małe dzieci. Każdy może tu odnaleźć siebie. Nawet ci, którym
"słoń na ucho nadepnął", śpiewają tu pełnym głosem, z całego serca,
na chwałę Pana, bo – jak powiada proboszcz – kto śpiewa, dwa razy się
modli. Ksiądz Sikorski jest niezwykle muzykalny i dużą wagę przykłada
do oprawy muzycznej w kościele. Sam obdarzony wspaniałym tenorem
uwielbia śpiewać, no i rozśpiewał całą parafię. Chór kościelny ma
w repertuarze, prócz stricte religijnych utworów, także nawet najtrudniejsze
partie operowe. Czasem aż trudno uwierzyć, że nie jest to chór filharmonii
czy opery, a wśród solistycznych wykonań nie brak nawet sopranów koloraturowych.
Ta świątynia tętni życiem. Inicjatywom ks. dr. Sikorskiego nie ma
końca. Ileż tu działa wspólnot jednoczących parafian, ileż stowarzyszeń
niosących pomoc potrzebującym, pozbawionym pracy, uzależnionym
od narkotyków czy alkoholu. Jest placówka opiekuńczo-wychowawcza
dla dzieci z terenu parafii, jest pomieszczenie dla bezdomnych, jest
apteka parafialna, gdzie można otrzymać leki za darmo, jest przedszkole
i szkoła integrująca w jednej grupie dzieci zdrowe i niepełnosprawne.
Gdyby nie ksiądz prałat, nie byłoby posągu Jezusa Miłosiernego,
u zbiegu ulic Górczewskiej i Deotymy, jako wotum przełomu tysiącleci,
gdzie co roku odbywa się uroczysta Eucharystia dla Warszawy w Święto
Miłosierdzia Bożego. Nie byłoby też wielu innych rzeczy, wspaniałych
koncertów, spektakli, wystaw, wydawnictw.
Nie mówiąc już o jakże pięknej karcie biograficznej kapłana, że wymienię
tylko działalność księdza jako kapelana honorowego Jego Świątobliwości,
jako Naczelnego Kapelana Więziennictwa na Europę Środkową i Wschodnią,
jako duszpasterza internowanych na Białołęce, jako opiekuna Mszy
św. za Ojczyznę w parafii Świętego Stanisława Kostki na Żoliborzu
(po zamordowaniu przez SB ks. Jerzego Popiełuszki), jako wykładowcy
Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie czy jako ojca duchownego
Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego.
Długo by wymieniać wspaniałe przedsięwzięcia powstałe w parafii
na Kole z inicjatywy księdza prałata, piękną oprawę uroczystości
liturgicznych, Roraty, na które mimo wczesnej pory przychodzą licznie
dzieci, piszące modlitwy w intencji zaproszonych gości – znanych
artystów, dziennikarzy, sportowców, polityków, którzy opowiadali
wiernym o swojej pracy, o wierze, o nawróceniach.
Ale najważniejsza i nieporównywalna z niczym innym rzecz, jaka się
tu dokonała za sprawą księdza Sikorskiego, ma wymiar duchowo-sakralny.
Od dwudziestu lat, a więc od chwili, gdy ksiądz objął tę parafię, trwa
tu nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. Świątynia otwarta
jest przez całą dobę i bez względu na porę dnia czy nocy zawsze ktoś
adoruje Najświętszy Sakrament. Nie powinna więc dziwić nikogo ta
liczba nawróceń, jakie miały miejsca w tej parafii, uzdrowienia chorych
czy powołania kapłańskie.
Zaangażowanie, pracowitość, ta dynamika działań od świtu do nocy
nie mogła nie wpłynąć na stan zdrowia księdza prałata. Którejś niedzieli
na Mszy św. o godz. 10.15, którą zawsze odprawiał ksiądz proboszcz i zawsze
w intencji parafian, pojawił się ks. Marek, pod koniec Mszy św. poprosił
o modlitwę w intencji zdrowia proboszcza, którego rano zabrało
pogotowie z powodu rozległego zawału serca. Wśród przejmującej
ciszy, jaka zapanowała w kościele, usłyszałam czyjeś westchnienia…
Kiedy później, już po powrocie księdza prałata ze szpitala, opowiedziałam
mu o tym, był bardzo wzruszony.
Ksiądz Sikorski, tak bardzo ukochany przez swoich parafian, przechodzi
na emeryturę, lecz nadal pozostanie w parafii, w której będzie wypełniał
swą kapłańską posługę.
Ojcze Janie, dziękuję za tyle dobra, które wraz z innym wiernymi
tu otrzymywałam, dziękuję za przewodnictwo duchowe, dziękuję za
Boży Teatr.

Temida Stankiewicz-Podhorecka

drukuj