Odnaleźć ocalałych, pochować zmarłych
Haiti zmaga się ze skutkami gigantycznego trzęsienia ziemi, które nawiedziło ten kraj we wtorek, doszczętnie niszcząc jego stolicę, zabijając ponad 50 tys. ludzi, a blisko 3 miliony pozbawiając dachu nad głową. W 48 godzin po kataklizmie najpilniejszymi obecnie celami ekip ratunkowych staje się – obok odnalezienia ocalałych – pochowanie zmarłych, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii, a także dostarczenie czystej wody i jedzenia tym, którzy przetrwali. Także z warszawskiego Okęcia odleciała na Haiti grupa ratowników z psami i sprzętem.
Pomimo gigantycznej pomocy napływającej niemal z każdego zakątka świata nadal najczęściej spotykanym widokiem są ludzie, którzy gołymi rękoma próbują wydobyć spod gruzów swoich bliskich. Sytuacja taka wynika z faktu, iż największa liczba ekip ratunkowych i środków pierwszej pomocy dociera do wybrzeży wyspy z opóźnieniem. Wyjątkowo utrudnione były lądowania i starty samolotów z lotnisk na Haiti, co jeszcze bardziej odsuwało w czasie dostarczanie niezbędnej pomocy. Federalne Biuro Lotów musiało wstrzymać wszelkie loty pomiędzy USA a Haiti z powodu tłoku na lotniskach. Samoloty musiały czekać po kilka godzin na zezwolenie na lądowanie. Aż dziewięć amerykańskich maszyn w ogóle takiego pozwolenia nie otrzymało.
Do Haiti dotarł wczoraj amerykański lotniskowiec USS Carl Vinson z helikopterami na pokładzie, który ma za zadanie dostarczać pomoc dla ofiar. Na lotnisko w Port-au-Prince przybyło ponad 100 amerykańskich żołnierzy z jednostki spadochronowej. Zastępca szefa Południowego Dowództwa Wojsk USA generał Ken Keen poinformował, że w najbliższych dniach liczba żołnierzy piechoty morskiej i wojsk powietrznodesantowych na Haiti zwiększy się do 8 tysięcy. Zajmą się oni dystrybucją pomocy humanitarnej i zapewnieniem bezpieczeństwa w kraju.
Sytuacji nie może opanować miejscowy rząd. Tysiące obywateli włóczy się po ulicach stolicy, nie wiedząc, dokąd udać się po jedzenie czy gdzie prowadzić rannych. Większość z nich w ogóle nie widziała żadnego ratownika. Rozgoryczenie obywateli rośnie z każdą chwilą. Jak relacjonuje „Washington Post”, ich do tej pory „żałobne oblicza stopniowo zaczynają przybierać wrogi wyraz”. – Rząd milczy. Oni nie robią nic! – powiedział gazecie młody Haitańczyk. – Jesteśmy tu już od trzech dni i trzech nocy, lecz nie zrobiono kompletnie niczego dla nas. Nie usłyszeliśmy nawet słowa pociechy od władz – żali się Pierre Jackson, który stara się zapewnić opiekę swojej matce i siostrze, których nogi zostały zmiażdżone w wyniku katastrofy.
Gdzie chować zmarłych?
Dużym problemem staje się pochowanie zmarłych. Zdesperowani mieszkańcy stolicy wywożą ciała na taczkach z dala od skupisk ludzkich, a w niektórych dzielnicach z ciał układają ogromne kopce, aby – jak podkreślają – zwrócić uwagę służb i ratowników. Większość szpitali ma już przepełnione kostnice i nie jest w stanie przyjmować zmarłych. Fotograf gazety „Time” Shaul Schwarz powiedział, że w samym centrum widział co najmniej dwie takie blokady dróg uformowane z martwych ludzi i kamieni. Jak podkreślają przedstawiciele haitańskiego Czerwonego Krzyża, ofiar może być 45-50 tysięcy. Organizacja poinformowała, że skończyły się już plastikowe worki na zwłoki. – Jak do tej pory pogrzebaliśmy 7000 osób w masowym grobie – powiedział prezydent kraju Rene Preval.
Ofiar śmiertelnych może być jednak znaczniej więcej. – Następne 24 godziny będą kluczowe – uważa oficer amerykańskiej Straży Przybrzeżnej Paul Cormier. Jak podkreśla, jeśli do osób, które z powodu licznych złamań i ran straciły mnóstwo krwi, nie dotrą w ciągu doby lub dwóch wyspecjalizowani ratownicy i lekarze, wówczas najprawdopodobniej stracą one życie. Ci, do których dotarli medycy, leczeni są w naprędce zmontowanych namiotach-szpitalach. Lekarze muszą sobie radzić głównie z licznymi przypadkami złamań kończyn, ran głowy czy zmiażdżonych żeber. Tam, gdzie ilość medykamentów jest niewystarczająca, medycy muszą stosować środki zastępcze, często wyjątkowo prowizoryczne. Jak relacjonują pracownicy jednego z takich „szpitali”, bardzo często podchodzą do nich ludzie, którzy nie są ranni, lecz jedynie błagają o odrobinę wody.
Innym niebezpieczeństwem, którego nie lekceważą zarówno władze Haiti, jak i siły międzynarodowe jest przestępczość. Uzbrojone bandy, korzystając z chaosu, kradną, co popadnie. Zniszczeniu uległo największe więzienie w Port-au-Prince, co umożliwiło ucieczkę wielu niebezpiecznym zbrodniarzom. Pierwszym łupem złodziei stały się magazyny Światowego Programu Żywnościowego ONZ.
Jednakże, jak informują ratownicy, mimo tej wielkiej ruiny, jaką jest obecnie stolica Haiti, zdarzają się od czasu do czasu drobne zwycięstwa. Spod gruzów siedziby ONZ ekipa ratunkowa z Fairfax w Virginii wydobyła całego i zdrowego Estończyka. Inny ocalony z pracowników ONZ, rzecznik David Wimhurst, twierdzi, że to prawdziwy cud, iż kogoś wydobyto żywego z ruin. Biorąc po uwagę, że 36 osób przebywających w kwaterze głównej organizacji nie żyje, a blisko 200 innych uważa się za zaginione, pochodzący z Estonii strażnik miał dużo szczęścia. – Wisiałem, trzymając się jednej z szafek, aby uchronić się przed przerzucaniem po całym pokoju, i modliłem się, by betonowy filar pośrodku mojego biura nie zawalił się – mówi Wimhurst. Jak dodaje, kiedy tylko trzęsienie chwilowo uspokoiło się, uciekł przez okno po „rozklekotanej drabinie”. Zaraz, gdy znalazł się na zewnątrz, budynek się zawalił. Co pewien czas kolejne wstrząsy wtórne wprawiają miasto w drgania, wywołując panikę wśród tłumu, który wówczas stara się jak najbardziej oddalić od budynków.
Skąd tak wielkie zniszczenia?
Komentatorzy i naukowcy zadają sobie pytanie, dlaczego trzęsienie o sile 7,2 stopnia w skali Richtera wywołało tak ogromne spustoszenia i spowodowało śmierć tak wielu. Jak zauważają, w Japonii czy Kalifornii rocznie zdarza się kilka podobnych wstrząsów, jednakże nie powodują one aż takich zniszczeń. Według informacji reporterów znajdujących się w Port-au-Prince o tym, że kataklizm o podobnej sile wręcz zdewastował Haiti, zadecydowało kilka czynników: „Położenie geograficzne, ubóstwo, problemy społeczne, niskie, wręcz niechlujne standardy przy stawianiu budynków, a także… ogromny pech”. Dla porównania, trzęsienie ziemi w japońskim Kobe o sile 7,2 stopnia w skali Richtera, pozbawiło życia 6400 osób. Jeśli potwierdzą się początkowe doniesienia o liczbie zabitych przekraczającej 100 tysięcy, wówczas kataklizm na Haiti stanie się jednym z najbardziej krwawych w historii. W ostatnich latach porównywalną liczbę ofiar spowodowało tsunami na Oceanie Indyjskim w okolicach Sumatry. Trzęsienie ziemi o sile 9,0 stopni w skali Richtera wywołało wysokie na 15 metrów fale, które w ciągu trzech godzin uderzyły o wybrzeża kilku państw Azji Południowo-Wschodniej, a później także Afryki. Zginęło wówczas ok. 300 tys. osób.
Polska wysłała wczoraj do Haiti specjalny samolot rządowy TU-154 z grupą ratowników, 4 tonami sprzętu i 10 psami wyszkolonymi w poszukiwaniu żywych osób pod gruzami. Dzisiaj w katedrze warszawsko-praskiej o godz. 19.00 odbędzie się koncert charytatywny, z którego dochód będzie przeznaczony dla ofiar tragedii.
Łukasz Sianożęcki
