Obligacje PIIGS jak gorące kartofle

Z Januszem Szewczakiem, głównym ekonomistą SKOK, rozmawia Małgorzata Goss

Grecja jest na skraju bankructwa. W jej ślady podąża Portugalia. Zagrożone
niewypłacalnością państwa eurostrefy, tzw. PIIGS (Portugalia, Włochy, Irlandia,
Grecja i Hiszpania), zadłużając się, sprzedawały obligacje, których rating
okazuje się dziś śmieciowy. Straci ten, kto kupił papiery bankruta. A kto je
kupił?

– Te obligacje sprzedawały się jak ciepłe bułeczki. Jedynie "Nasz Dziennik"
informował opinię publiczną, że kryzys w strefie euro się nie skończył i że
Europa siedzi na beczce dynamitu. To się dziś potwierdza – kryzys właśnie
wkracza w drugą fazę. Dotąd utrzymywano, że kłopoty dotyczą jedynie Grecji i jak
otrzyma ona pomoc, wszystko wróci do normy. Okazuje się tymczasem, że problem
jest dużo poważniejszy, dotyczy wszystkich peryferyjnych krajów eurostrefy, tzw.
krajów PIIGS. Gospodarki tych krajów były niedostosowane do wspólnego obszaru
walutowego, do niskich stóp procentowych w eurostrefie odpowiednich dla
gospodarki niemieckiej oraz wysokiego kursu euro, dlatego wspólna waluta
wpędziła je w nadmierne zadłużenie. Grecy żyli przez 12 lat ponad stan, a dziś
żąda się od nich, by spłacili długi majątkiem narodowym. Padło hasło – "oddajcie
wyspy za długi". Za chwilę to samo może być powtórzone wobec portugalskich plaż,
hiszpańskich hacjend czy irlandzkich zielonych wzgórz. Grecja nie udźwignie
ciężaru zadłużenia. Po pierwszej transzy pomocy w postaci pożyczek na 110 mld
euro (które notabene natychmiast trafiły do wierzycieli, czyli niemieckich i
francuskich banków) szykowane jest kolejne 110 mld euro, a dług Grecji rośnie,
słabnie koniunktura, zwiększa się bezrobocie, grecka gospodarka pogrąża się w
kryzysie. Irlandia, mając chory system bankowy, który dotychczas kosztował 40
mld euro pomocy ze strony państwa, także nie odda tych 85 mld euro pomocy w trzy
lata, chociaż oprocentowanie irlandzkiej pożyczki jest korzystniejsze niż
greckiej – 5,5 zamiast 6 procent. Teraz przyszedł czas na Portugalię – agencja
Moody´s obniżyła rating (tj. ocenę wiarygodności kredytowej) tego kraju do
poziomu śmieciowego. Obniżeniu uległy również ratingi czterech portugalskich
banków.

Portugalskie obligacje kupowały głównie hiszpańskie banki. Czy bankrutująca
Portugalia pociągnie za sobą Hiszpanię?

– Hiszpańskie banki są głównym inwestorem na rynku portugalskim, zarówno
bankowym, jak i obligacyjnym. Szacuje się ich zaangażowanie kredytowe na 110 mld
euro. Ile mają w obligacjach, nie wiadomo. To system naczyń połączonych.
Hiszpanie mają obligacje portugalskie, Portugalczycy mają obligacje greckie,
Grecy – włoskie, Włosi – irlandzkie. Ten łańcuszek nieszczęścia objął całą
Europę. Szacuje się, że obligacji krajów PIIGS na kwotę ponad 900 mld euro jest
prawie bilion. Samych obligacji greckich inwestorzy prywatni oraz Europejski
Bank Centralny posiadają na 200 mld euro.

Mechanizm stabilizacji finansowej eurolandu to raptem 500 mld euro. Za mało,
żeby wykupić długi.

– W razie pogłębiania się kryzysu może pojawić się pytanie, czy Europejski Bank
Centralny, który przedłuża agonię, kupując obligacje krajów PIIGS, nie jest
zagrożony utratą płynności czy wręcz bankructwem.

Mamy więc sytuacje podobną do I fazy kryzysu finansowego. Wtedy system
bankowy zapadł się pod wpływem śmieciowych instrumentów pochodnych, teraz pod
wpływem śmieciowych obligacji rządowych mogą upadać banki komercyjne, banki
centralne i całe państwa?

– Europę mniej by kosztowała zgoda na bankructwo Grecji i pozostałych
peryferyjnych krajów niż to, w co brniemy obecnie. Bo to, w co brniemy, to jest
kreatywna księgowość, która tworzy wirtualną rzeczywistość w globalnym systemie
finansowym.

Przywódcy europejscy chcą stratami z tytułu kryzysu zadłużeniowego obciążyć
nie tylko sektor publiczny, lecz także prywatny.

– Banki mówią – nie zgadzamy się na to, abyśmy przymusowo musieli rewaloryzować
zadłużenie wobec banków greckich. Nie chcą zamieniać obligacji dziesięcioletnich
na trzydziestoletnie w obawie, że na tym stracą. Banki niemieckie i francuskie
mają w portfelach samych obligacji greckich na około 100 mld euro oraz większość
obligacji PIIGS. Toczy się wielki spór. Sarkozy i Merkel naciskają. Banki grożą,
że uznają ten sposób restrukturyzacji długów greckich za bankructwo. Dla agencji
ratingowych to sygnał, żeby zawczasu ogłosić bankructwo kolejnych krajów.
Kapitał spekulacyjny jest silniejszy obecnie niż rządy i struktury unijne.
Agencje ratingowe mogą w jednej chwili popchnąć kraj do bankructwa. Same agencje
są przy tym kompletnie niewiarygodne, np. na kilka miesięcy przed upadkiem
Lehman Brothers dawały mu najwyższy rating rzędu AAA. Nie ostrzegały też o
kreatywnej księgowości uprawianej w Grecji. Prywatne instytucje finansowe nawet
brały w tym udział, np. Goldman Sachs. Banki inwestycyjne w Polsce też pomagają
ministrowi finansów np. w transakcjach swapów walutowych służących ukrywaniu
długu publicznego. Jeżeli nie wprowadzi się zaostrzonych systemów regulacji i
nadzoru nad systemem bankowym – w tym sporze zwycięży sektor bankowy, a
zadłużone kraje eurostrefy zostaną odcięte od możliwości pożyczania na rynku.

To oznaczałoby ich bankructwo?
– Tak się to wcześniej czy później musi skończyć. Przed nami problem Hiszpanii,
której państwowy dług wynosi ok. 400 mld euro, dochodzą do tego długi w sektorze
samorządowym oraz w systemie banków regionalnych szacowane na 150 mld euro oraz
kilkadziesiąt miliardów euro ukryte w spółkach samorządowych i niezapłaconych
fakturach, łącznie ok. 680 mld euro zadłużenia publicznego. Tymczasem gospodarka
kraju pogrążona jest w marazmie, bezrobocie bije rekordy. Hiszpania posiada
sporo majątku, będzie więc miała co sprzedawać na spłatę długów.

Wypłacalność PIIGS może się odbić na Polsce?
– Istnieje takie niebezpieczeństwo, ponieważ nie mamy własnego sektora
bankowego. Mamy natomiast banki zagraniczne w Polsce, które są własnością m.in.
banków-matek z krajów eurostrefy. Każda kłopotliwa sytuacja central tych banków
przenosi się na nasz krajowy sektor bankowy. Banki-matki mają obowiązek
finansować swoje spółki-córki w Polsce, ale i vice versa – mogą oczekiwać od
nich pomocy, gdy same znajdą się w tarapatach. Transfery mogą polegać na
zakładaniu lokat w centrali, zastawach na pewnych aktywach czy choćby
przyjmowaniu ryzykownych obligacji. Jeżeli więc agencja Moody´s obniża rating
dla portugalskiego banku BCP, właściciela Banku Millennium, o cztery stopnie z
Baa1 do Ba2, z perspektywą negatywną, to dla polskiego banku zła wiadomość, gdyż
oznacza, że Moody´s ocenia aktywa jego centrali jako ryzykowne. Zwłaszcza że
jednocześnie obligacje Portugalii są oceniane na poziomie śmieciowym. Dla
francuskich banków-córek działających w Polsce, jak Lucas Bank, BNP Paribas i
Euro Bank, także nie jest obojętne, że francuskie banki mają w portfelach ok. 70
mld euro greckich obligacji i kilkaset miliardów euro w obligacjach krajów PIIGS.
Niemieckie banki mają obligacji greckich na ok. 50 mld euro i kilkaset miliardów
euro obligacji PIIGS, a w Polsce działają przez takie instytucje, jak Deutsche
Bank czy BRE Bank, którego właścicielem jest Commerzbank. Obligacje PIIGS
posiadają także banki włoskie, co ma znaczenie dla działającego w Polsce Pekao
SA, banki holenderskie (w Polsce działa ING), banki irlandzkie (w Polsce do
niedawna irlandzki AIB był właścicielem BZ WBK, po czym polski bank został
sprzedany hiszpańskiemu Santanderowi). Banki europejskie, zgodnie z wymaganiami
Europejskiego Banku Centralnego i traktatu Bazylea 3, będą musiały wzmocnić
swoje aktywa. Skąd mają na to wziąć pieniądze? Hiszpańskie banki w zeszłym roku
potrafiły miesięcznie pożyczyć od EBC ponad 170 mld euro, żeby ratować sytuację.
I nadal będą musiały pożyczać. A jakie gwarancje posiada EBC? Między innymi
obligacje PIIGS.

Ile takich obligacji PIIGS posiadają banki zagraniczne w Polsce?
– Banki zagraniczne mają te obligacje, to pewne. Jednak ile z nich trafiło do
ich córek w Polsce – nie wiadomo. Ustalenie tego należy do Komisji Nadzoru
Finansowego, która powinna dysponować dokładnymi danymi na ten temat. Istnieje
także poważne niebezpieczeństwo, że zagraniczne centrale działających w Polsce
banków zechcą w obecnej sytuacji dofinansować się kosztem swoich banków-córek w
Polsce. KNF musi teraz szczególnie pilnie śledzić, co dzieje się w sektorze
bankowym. Ostatnio KNF intensywnie zajmowała się polskimi SKOK-ami, więc
należałoby zapytać, czy dopilnowała tej o wiele ważniejszej sprawy, która może
się odbić na sytuacji banków w Polsce. Banki będą musiały ograniczyć
kredytowanie, podniosą marże za usługi, ich ekspansja zmaleje, ba, może będą
potrzebowały pomocy państwa? Czy przypadkiem polscy podatnicy nie będą pokrywać
długów Grecji? – to poważne pytanie. Przecież nie jesteśmy w strefie euro. O ile
było zrozumiałe, że zachodni podatnicy ratowali swoje banki, np. ING,
Commerzbank, to czy równie uzasadnione byłoby, żeby te same zagraniczne banki w
Polsce ratowali polscy podatnicy?
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj