Jest przypadek dla patologa
Z prof. dr. hab. Stanisławem Mikołajczakiem, językoznawcą z Instytutu
Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, rozmawia
Paulina Jarosińska
Wicemarszałek Stefan Niesiołowski do tej pory nie przeprosił ks. prof. dr.
hab. Józefa Krukowskiego za publiczne naruszenie jego dóbr osobistych przez
nazwanie go "człowiekiem chorym" i "nieukiem". Co więcej, w poniedziałek w TVN
posunął się do twierdzenia, że biskupi broniący Radia Maryja przypominają
targowicę…
– Dotykamy tutaj dwóch aspektów problemu: ogólnego i szczegółowego. Może
najpierw odniosę się do ogólnej płaszczyzny tego tematu. Otóż język debaty
publicznej w ostatnim czasie uległ znaczącej radykalizacji, niestety w kierunku
bardzo agresywnym, negatywnym, nielicującym z powagą spraw, które dzieją się
wokół. Mało tego, jest to często język oparty tylko na emocjach, pozbawiony
treści merytorycznej. Zbliżamy się do poziomu debaty, jaki był w Polsce
międzywojennej na początku lat dwudziestych, kiedy debata polityczna również
była językowo bardzo wyrazista, a nawet brutalna. Dość poważna różnica polega
jednak na tym, że wówczas ostra wymiana zdań toczyła się w kręgu wyłącznie
politycznym. Nie było elektronicznych mediów masowego przekazu i nie miała ona
możliwości przebić się na poziom społeczno-kulturowy. Dzisiaj natomiast media
żyją agresywnym, nierzadko prymitywnym językiem – robią wszystko, aby taki język
stał się normą. Ostrość debaty jest potrzebna wtedy, gdy ma podłoże
merytoryczne, gdy dyskusja opiera się na argumentach, a nie na wulgarnym
obrzucaniu się wzajemnie inwektywami. Jakiś czas temu wystosowaliśmy jako
Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu apel do polityków
i mediów o "uzdrowienie" debaty publicznej. Nie przedostał się on jednak do
głównych mediów, które mają z tym problem – a tylko wtedy byłaby szansa na jakiś
oddźwięk. Bo właśnie media powinny moderować sposób prowadzenia debaty
publicznej, ale musiałyby w pierwszej kolejności zaprzestać eskalacji języka
agresji na swoich antenach czy łamach. I to jest ocena ogólna. Natomiast aspekt
szczegółowy i szczególny problemu, czyli przypadek pana wicemarszałka
Niesiołowskiego, to skrajny przypadek werbalnych zachowań patologicznych. Sposób
wypowiadania się pana marszałka jest obrazą dla polskiego parlamentaryzmu, co
więcej, jest to obraza stanu profesorskiego – nie tylko w warstwie słownej, ale
również w warstwie intelektualnej. To, w jaki sposób i co mówi pan
wicemarszałek, dla normalnych obywateli naszego państwa jest po prostu
obraźliwe. Warstwa językowa przekracza wszelkie granice. Myślę, że jego postawa
jest problemem dla Platformy Obywatelskiej. Problemem, ale jednocześnie przez
lata utrzymywanym, ważnym dla tej formacji sposobem kształtowania dialogu
społecznego, intensyfikowanym w momentach kłopotliwych dla Platformy, sposobem
na emocjonalne "przykrywanie" bulwersujących opinię publiczną faktów.
Z takim działaniem mamy do czynienia bardzo często. Niesiołowski wyskakuje
dosłownie z każdej stacji, komentuje na bieżąco wszystkie wydarzenia. Ostatnio,
odnosząc się do pielgrzymki słuchaczy Radia Maryja na Jasną Górę, ogłosił, że
"Kościół katolicki w Polsce powoli staje się sektą"…
– Platforma, co znamienne, "trzyma" Niesiołowskiego na eksponowanym stanowisku
od lat. Nie jest on bynajmniej jakimś podrzędnym politykiem czy posłem. Taki
rodzaj debaty publicznej Platformie najwidoczniej odpowiada. Mówiąc o problemie,
miałem na myśli wpływ takiego języka, niezwykle szkodliwy, na jakość życia
publicznego w naszym kraju.
Mediom głównego nurtu wypowiedzi uderzające w dobre imię osób niezwiązanych z
partią rządzącą są po prostu na rękę?
– Oczywiście. W mediach głównego nurtu nie przebije się temat naprawdę poważny.
Nie usłyszymy rzetelnego przekazu na temat tego, co się dzieje w Polsce, a co ma
rzeczywiście znaczenie. Media nasilają podziały, eskalują język nienawiści. To
im wystarcza.
Radio Maryja i osoby broniące rozgłośni są atakowane również za to, że jest
to niezależne medium, na antenie którego na taki język nie ma miejsca, a gdzie
można za to posłuchać ciekawych dyskusji na tematy ważne dla Polski. Być może
tego nie jest w stanie znieść m.in. Niesiołowski?
– Dla każdego uważnego obserwatora układu medialnego w Polsce Radio Maryja jest
jedynym medium, obok Telewizji Trwam i "Naszego Dziennika", które zachowuje
pełną niezależność. Mało tego, jest to medium, które merytorycznie patrzy władzy
na ręce, a nie legitymizuje, jak pozostałe, wszystkich jej poczynań. To jest
niewątpliwie solą w oku partii rządzącej. Nie bez znaczenia jest fakt, że zbliża
się kampania wyborcza i wściekły atak Platformy Obywatelskiej na Radio Maryja
odsłania jej bezsilność wobec rzeczowej krytyki, która zagraża jej hegemonii.
Czy uważa Pan, że do wypowiedzi Stefana Niesiołowskiego trzeba się
przyzwyczaić, czy przeciwnie – należy mu w sądach wykazywać konsekwencje jego
braku kultury?
– Nie wolno zachowywać tolerancji wobec takich wypowiedzi, ponieważ przekraczają
one poziom zwykłej krytyki. Poza tym są zaprzeczeniem kultury słowa i naruszają
bardzo poważnie dobra osobiste konkretnych osób. Znieważają niejednokrotnie nie
tylko polityków, ale tych, którzy ośmielają się nie zgodzić w jakiejś kwestii z
Platformą Obywatelską. Nie można pozwolić na to, aby istniała tak daleko
posunięta asymetria, jak jest to obecnie. Jedną stronę można obrażać nieustannie
i do woli, natomiast drugiej nie wolno nawet skrytykować. Jest całkowita swoboda
w obrażaniu, w przyzwalaniu na to, żeby obrażać, uderzać nawet w Kościół
katolicki. Niesiołowski za swoje obraźliwe słowa powinien przeprosić. Proszę
zauważyć, że obecnie w Polsce podział polityczny przenika się z podziałem
społeczno-kulturowym, tzn. podział polityczny prowadzi do pogłębiającego się
podziału ogółu Polaków na dwa zwalczające się kulturowo i cywilizacyjnie obozy.
Takich postaw nie należy tolerować w imię niczym nieograniczonej swobody
wypowiedzi. Bo w dłuższej perspektywie jest to groźne dla państwa i Narodu.
Dziękuję za rozmowę.
