Nieudane naśladownictwo
Z Janem Filipem Staniłką, ekspertem w obszarze ekonomii politycznej
warszawskiego Instytutu Sobieskiego, rozmawia Anna Ambroziak.
Sejmowa debata na temat kondycji Unii Europejskiej odbyła się dopiero wczoraj, a
już wcześniej premier Donald Tusk zobowiązał się do udzielenia pożyczek na
ratowanie strefy euro. Wczoraj Tusk mówił, że to polski rząd i Narodowy Bank
Polski będą ustalały warunki i reguły przystąpienia do pożyczki dla
Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
– Pan premier Tusk, w dużej mierze naśladując rozwiązania niemieckie,
faktycznie w żaden sposób nie naśladuje mechanizmów polityki niemieckiej. Mam na
myśli to, że w ostatnich latach niemiecki parlament, głównie za pomocą
niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, wprowadził bardzo ścisłą kontrolę
parlamentarną nad prowadzeniem polityki europejskiej przez panią kanclerz Angelę
Merkel. Otóż musi ona przed każdym szczytem UE i po nim tłumaczyć się z tego, co
załatwiła na forum europejskim. W Polsce mamy radykalnie odwrotną sytuację. Nie
było żadnej debaty parlamentarnej przed szczytem UE, a wczorajsza debata "po"
była wymuszona, i to w dużej mierze przez berlińskie wypowiedzi ministra
Sikorskiego. Sprowadza się to do jednego: że rząd będzie decydował o tym, co
będzie się działo z polskimi rezerwami walutowymi. To jest zupełnie
niezrozumiałe w świetle kontroli parlamentarnej nad prowadzeniem polityki
finansowej. Warto tu jednak zaznaczyć, że niezależność Narodowego Banku
Polskiego gwarantuje Konstytucja, a prezes Marek Belka wcale nie musi słuchać
premiera. Dziś największym sojusznikiem NBP jest parlament, nie rząd.
Bronisław Komorowski uważa, że wszyscy powinniśmy sobie życzyć, by w
procesie ratyfikacji zapisów umowy w sprawie paktu fiskalnego nie było wymogu
większości dwóch trzecich głosów w Sejmie. Prezydent zapowiedział też debatę,
której celem ma być ułatwienie "każdego wariantu ratyfikacji".
– To jest absurd i skandal. Mam wielką nadzieję, że Trybunał Konstytucyjny
wykorzysta swoje nowe narzędzie, korzystając z prawa kontroli prawa
europejskiego. Byłoby dobrze, gdyby to zrobił.
Według premiera, ratowanie strefy euro leży w interesie Polski. Tak
samo jak jeszcze większa centralizacja Unii Europejskiej, większa integracja
strefy euro, gospodarcza hegemonia państw silniejszych nad słabszymi. I
oczywiście władza dyscyplinująca.
– Jednak dziwnym trafem większość krajów Unii spoza strefy UE, takich jak
Wielka Brytania, Szwecja, Czechy, nie jest wielkimi zwolennikami tych wszystkich
pomysłów zaproponowanych podczas szczytu UE. Ale premier Tusk, co zresztą sam
podkreślał, chciał uczestniczyć w obradach eurogrupy. To jakaś przedziwna
doktryna upatrywania interesów Polski w uczestnictwie w grupie, która jest na
granicy gospodarczego rozpadu i która za chwilę może zbankrutować.
Być może pod jakimiś bardzo ostrymi warunkami można byłoby zaakceptować tę
tzw. kontrolę nad niegospodarnością, tę tzw. władzę dyscyplinującą. Ma ona
jednak jedną podstawową cechę – jest całkowicie niedemokratyczna. Jest to władza
albo Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej albo Trybunału Europejskiego.
Byłaby to władza kontroli decyzji parlamentów narodowych, co jest fundamentalnym
zredefiniowaniem polityki europejskiej i w ogóle koncepcji integracji
europejskiej. Owa władza kontrolna w żaden sposób nie rozwiązuje źródeł kryzysu
Europy. Wszystkie zaproponowane 9 grudnia rozwiązania są tylko "mieszaniem łyżką
w herbacie", które mają uczynić ją słodką. Ale nie może tego uczynić, gdyż nie
towarzyszą temu żadne reformy gospodarcze. To są jedynie reformy zarządzania
finansami publicznymi oraz reorganizacja instytucji europejskich. A z tego
pieniędzy gospodarce nie przybywa. Reasumując: dzisiejszy kryzys nie jest
kryzysem wiarygodności pojedynczych krajów, ale kryzysem strefy euro jako
takiej. Jest dziś dużo łatwiej powiedzieć, że winni kryzysowi są Grecy czy
Włosi. Chociaż jest w tym część prawdy. Strukturalnie problemy rodzą się na
trzech polach: po pierwsze, jest to zła regulacja, która powoduje pokusę nadużyć
ze strony rządów, instytucji finansowych, ale i samych podatników jako
kredytobiorców. Drugi błąd konstrukcyjny to tolerowanie gigantycznej
nierównowagi finansowej między poszczególnymi krajami. Te dwa czynniki
sprowadziły się do trzeciej przyczyny kryzysu, tj. do zadłużenia. To jest
kryzys, który objawia się zadłużeniem, ale to zadłużenie nie jest jego źródłem.
To kryzys UE ostatnich dwudziestu lat, a przynajmniej jej ekonomicznego wątku.
Dziękuję za rozmowę.
