Umorzenie po przedawnieniu
Umorzeniem zakończył się wieloletni proces, który wytoczył polonijny
działacz Jan Kobylański, prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w
Ameryce Łacińskiej, kilkunastu dziennikarzom i dyplomatom. To efekt
przedawnienia wszystkich zarzutów.
– Jest okolicznością bezsporną, że nastąpiło przedawnienie – stwierdził sędzia
Robert Żak, ogłaszając wyrok. – W tym stanie rzeczy sąd nie może prowadzić
postępowania dowodowego – wskazał. Sąd mógł jednak stwierdzić winę oskarżonych w
tej sprawie albo też ich niewinność. Tej drugiej możliwości chciał jeden z
obrońców oskarżonych. Sąd jednak uznał, że aby to nastąpiło, musiałyby
przemawiać za tym "jednoznaczne" dowody. Zgodnie z wymogami prawa ciężar dowodów
w sprawie z prywatnego oskarżenia spoczywa na oskarżonych, czyli szesnastu
dziennikarzach i dyplomatach. – Te dowody nie są wystarczające – uznał sąd,
przyznając, że nie wszystkie je przedstawiono. Sędzia dodał, iż umorzenie nie
oznacza ani winy, ani niewinności oskarżonych.
– Sąd doszedł do wniosku, że oskarżeni mieli określone obowiązki w procesie,
mieli udowodnić to, co mówili. Nie podołali temu obowiązkowi – komentuje wyrok
pełnomocnik prezesa USOPAŁ mec. Andrzej Lew-Mirski. – Gdyby sąd mógł orzec ich
winę, to w mojej ocenie, by orzekł, ale czas minął i nastąpiło przedawnienie,
lecz oskarżeni powiedzieli to w takiej formie i w taki sposób, który nie
uprawnia ich do tego. To jest małe pyrrusowe zwycięstwo – stwierdził.
– Jedynym sprawiedliwym orzeczeniem byłby wyrok uniewinniający – powiedziała mec.
Beata Czechowicz, obrońca dziennikarzy "Gazety Wyborczej", w tym redaktora
naczelnego Adama Michnika, oraz dziennikarzy "Polityki". Jej zdaniem, plan
doprowadzenia do przedawnienia sprawy był z góry założony przez oskarżyciela,
ponieważ chodziło mu tylko o "rzucenie oszczerstw, które nie będą rozstrzygnięte
w kategoriach prawdy i fałszu".
Były ambasador Jarosław Gugała, który jako jedyny z oskarżonych stawił się
wczoraj w sądzie, powiedział, że wykonywał swe obowiązki. – Kobylański jest
człowiekiem szkodliwym dla polskiej racji stanu, jego poglądy są haniebne –
ocenił. – To pan jest szkodliwy – padło z sali.
– Nie wolno nikogo bezpodstawnie oskarżać – mówił obecny na ogłoszeniu wyroku
kpt. ż.w. Zbigniew Sulatycki. – Są to paszkwile, rzucanie nieprzyzwoitych słów
na osobę Jana Kobylańskiego – podkreślił. – Mnie marzyła się po 1989 r. Polska,
że wszyscy będą równie odpowiadać, a tu nie ma tej równości – ocenił.
Obrońcy oskarżonych w tym procesie zastanawiają się nad złożeniem apelacji,
chociaż niewykluczone, że z tego zrezygnują. – Dla mnie jest zrozumiałe to
orzeczenie, zdaję sobie sprawę, jakim trudem będzie dla sądu uzasadnienie tego
orzeczenia, dlatego że akt oskarżenia jest niejasny – stwierdza mec. Czechowicz.
– Skonsultuję tę kwestię z klientami – dodaje.
Zenon Baranowski
