Dlaczego jestem przyjacielem Radia Maryja
1.
Jestem Polakiem. Jestem katolikiem. Mój katolicyzm jest tylko trzy dni młodszy od mojej polskości: urodziłem się w sobotę,
ochrzczony zostałem we wtorek. To są stwierdzenia pierwotne. Nie wymagają ani uzasadnienia ani komentarza.
Nie wymaga także komentarza stwierdzenie: jestem i Polakiem i katolikiem, gdy obie te jakości traktujemy rozłącznie. Komentarz jest natomiast konieczny, gdy stwierdzę: jestem Polakiem-katolikiem. Bycie Polakiem oznacza przynależność do narodu polskiego, bycie katolikiem oznacza, że jestem członkiem Kościoła rzymsko-katolickiego. Troską narodu jest ojczyzna doczesna, troską Kościoła – Ojczyzna Niebieska. Dla największych w naszym narodzie te dwie troski nie kolidowały ze sobą. Wręcz przeciwnie: ojczyzna doczesna leżała na drodze do Ojczyzny Niebieskiej. „A
jeśli komu droga otwarta do nieba, tym, co służą ojczyźnie. Wątpić nie potrzeba.” – pisał Jan Kochanowski. Choć były czasy, gdy kroniki narodowe i księgi święte stanowiły jedną całość, świątynia katolicka była nieodzowną częścią każdej polskiej twierdzy, a Polska – kraj ludzi wolnych i wierzących – była przez wieki codzienną rzeczywistością Rzeczpospolitej Obojga Narodów, to jednak te dwa byty społeczne – Kościół i naród – podlegają współcześnie różnym siłom spójności i repulsji. Polska bowiem po destrukcyjnych zmianach społecznych dokonanych przez prawie 50-cioletnie panowanie komunizmu jest społeczeństwem o zerwanej historycznej ciągłości. Na naszych oczach historia traci swą rolę jako czynnik więzi. Bywa kontestowana – nieraz w przykrej prowokującej postaci. Także z niespotykaną dotąd furią atakowany jest najcenniejszy skarb naszej tożsamości historycznej – Kościół Katolicki. Odrodzenie zerwanej ciągłości jest dzisiaj najpilniejszym zadaniem naszej wiary i naszego patriotyzmu. Rolę radia Maryja w tym historycznym procesie trudno przecenić. Od pierwszego radiowego Różańca jest rzeczywiście autentycznie katolickim głosem w polskim domu.
Czyż w takiej sytuacji można nie być przyjacielem Radia Maryja? Pytanie – rzecz jasna –
retoryczne.
2.
Czytając teksty publicystyczne napotykamy często różne określenia polskiego Kościoła i polskiego katolicyzmu. Są to określenia najczęściej dychotomiczne skojarzone z konotacjami pozytywnymi lub negatywnymi. Oto przykłady wynotowane z polskiej prasy: przyszłościowy – schyłkowy; otwarty – zamknięty; postępowy – integrystyczny; kreatywny – zachowawczy; aktywny – bierny; uniwersalny – partykularny; nowatorski – konserwatywny; masowy – elitarny; globalny – prowincjonalny; powszechny – zaściankowy; osobowy – narodowy: ewangeliczny – katechizmowy. Jest także dychotomia specjalnie wymyślona w
kontekście radia Maryja, mianowicie opozycja Kościół toruński – Kościół łagiewnicki.
Gdy zastanowimy się gdzie w sieci tych przymiotników umieścić tzw. „Kościół radiomaryjny”, ku naszemu zaskoczeniu stwierdzamy, że jedynie dwa z tych określeń zdecydowanie nie pasują do radia Maryja: schyłkowość i bierność. Pozostałe z czystym sumieniem możemy przypisać Radiu Maryja. Wszystkie z
konotacjami pozytywnymi. Nawet zaściankowość! – która to cecha w opinii „postępowców” kojarzona jest z czystą negatywnością. Ale jeśli rozumieć „zaściankowość” w pierwotnym sensie, jako odmowę uczestniczenia w procesach dokonujących się poza naszym podwórkiem, to w sytuacji geocywilizacyjnej, gdy każda zrywająca z tradycją zmiana jest automatycznie dołączana do „europejskich
standardów”, gdy umiera Europa cnót, zaściankowość staje się wręcz pożądaną zaletą. Z kolei – by rozważyć inny przykład – para przymiotników „otwarty-zamknięty” przeciwstawnych jak ogień i woda zastosowana do Radia Maryja staje sie jednością: Anteny Radia są bowiem otwarte na i dla wszystkich
słuchaczy spragnionych Boga i dogmatycznie zamknięte w sensie dosłownym i przenośnym: głosy sprzeczne z nauczaniem Kościoła Powszechnego nie zdobywają tu żadnego uznania. Natomiast opozycja „Toruń-Łagiewniki” znika, jeśli przypomni się wkład radia Maryja w popularyzację kultu miłosierdzia Bożego oraz fakt, że decyzja o powołaniu Radia Maryja zapadła właśnie w Łagiewnikach w lutym 1990 r. Kościół „toruński” można więc spokojnie nazwać Kościołem „łagiewnickim”.
Niektóre z przymiotników tworzone były w intencji epitetowej, ale poprzez modlitwy i duszpasterstwo Radia Maryja epitety traciły swoje ostrze, „plusy ujemne” zamieniały się na „plusy dodatnie”. Na glebie wieloprzymiotnikowej posługi toruńskiego Radia rósł urodzajny i różnorodny zasiew ewangeliczny.
Skoro jesteśmy przy przymiotnikowych przeciwstawieniach przypomnę jeszcze jedno, tym razem średniowieczne, rozróżnienie: Eclesia spiritualis – Eclesia carnalis czyli Kościół duchowy – Kościół cielesny. Dziś powiedzielibyśmy raczej Kościół mistyczny – ten tajemniczy, niewidzialny i Kościół instytucjonalny – związany z organizacją i jej widzialną postacią. A więc parafiami, diecezjami, stolicą apostolską. Otóż praca Radia Maryja nad polską pobożnością wzbogaca zarówno Eclesia spiritualis jak i Eclesia carnalis.
Prosta wdzięczność nakazuje by być przyjacielem Radia Maryja.
3.
Po dwu 20-wiecznych totalitaryzmach: hitlerowskim i sowieckim, wielka przestrzenią nadziei miała być liberalna demokracja. W praktyce jednak demokracja odbiera ludziom to, co w teorii obiecuje: wolność i rozwój duchowy. Demokracja bez hamulców, bez fundujących ją wartości zamienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm – o czym wielokrotnie mówił i przestrzegał bł. Jan Paweł II. Demokrację należy „wychowywać”; pozostawiona sama sobie „rośnie dziko” niszcząc osobowe wartości
człowieka i prowokując ich przeciwieństwa. Przedsmak tego do czego może prowadzić „źle wychowywana” demokracja możemy poczuć w czasie
demonstracji ulicznych, gdy demonstrują zwolennicy dwu odmiennych orientacji: zostawić czy odebrać Bogu prawo decydowania o początku i końcu życia ludzkiego; przyznać grzechowi realne istnienie w życiu ludzkim i tym samym
dopuścić, aby ludzie grzeszący czuli się winni, czy też pożegnać się bez żalu z grzechem jako nieaktualną już i przebrzmiała umową społeczną w zamian za to organizować różne tygodnie dumy z czegoś co, jeszcze niedawno było co najmniej wstydem. Spór idzie o to, który Bóg jest Bogiem dla nas: czy Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba oraz Ewangielii i katolickiej Tradycji, czy Bóg demokratów, którego prawa, prerogatywy i obszary nieingerencji regulowane są wolą większości i interesem wyborców. Radio Maryja stoi niewzruszenie po pierwszej stronie sporu, tym samym działa na rzecz demokracji. Prawdziwymi obrońcami demokracji są nie „palikotowcy”, ale „moherowe berety”. I dlatego jestem katolikiem radiomaryjnym.
4.
Znane porzekadło mówi: Panie chroń mnie od przyjaciół, bo z wrogami sam sobie poradzę. Kościołowi nigdy tego rodzaju przyjaciół nie brakowało. Przyjaciół modernizatorów.
Wśród tych, którzy są zawsze gotowi dawać „dobre” rady Kościołowi w pierwszym rzędzie stoją tzw. „alekatolicy”.
Kto to są „alekatolicy”? To są katolicy na swój własny sposób. „Alekatolików” wyrażają – przykładowo – następujące przekonania: jestem katolikiem, ale nie cenię sakramentu kapłaństwa, księża bowiem do zbawienia nie są koniecznie potrzebni, mącą jedynie w głowach wiernych swoimi kazaniami. „Od księży nie może wyjść nic dobrego” – to niestety nie wymyślone, ale realnie wypowiedziane zdanie; jestem katolikiem, ale nie uznaję władzy biskupa mojej diecezji, jestem katolikiem, ale zakres nieomylności papieża ustalam ja sam w zależności od moich potrzeb; w sprawach wiary i moralności to ja jestem papieżem; jestem katolikiem, więc uznaję istnienie prawd obowiązujących ” zawsze i wszędzie”, ale moje „tu i teraz” jest tak specyficzne, że prawdy wieczne nie mają tu dostępu, itd., itp. Listę można ciągnąć dalej w zależności od indywidualnych spotkań i doświadczeń. Radykałowie
wśród radzących proponują nam nawet nowy dekalog w rodzaju: Czcij obcych i odmiennych, aby ci się dobrze powodziło na ziemi.
Nie zabijaj zabójcy. Stare przykazanie – mówią – jest nazbyt ogólne i nieprecyzyjne.
Boże chroń nas od tak ulepszanego chrześcijaństwa. Jakżeż trzeba cenić Radio Maryja za przekaz i uprawę autentycznego, „starodawnego” chrześcijaństwa!
5.
Współczesna Polska przezywa kryzys w wielu obszarach, ale szczególnie ciężki kryzys obserwujemy w tych dziedzinach,
które łączą Polaków. Twórcy Radia Maryja byli jednymi z pierwszych, którzy dostrzegli tę ciężką społeczną chorobę. „Radio Maryja – w tym jego siła – na swoim starcie przyjęło jasne i klarowne założenie, że będzie środkiem autentycznego społecznego komunikowania” (abp Sławoj Leszek Głódź). Stąd wielka rola dialogu w przekazie wiary i gorliwości katolickiej. Dialogu otwartego, spontanicznego, niewyreżyserowanego, ale nie będącego antytezą nawrócenia i misji. Wszak chodzi w nim o naszą wiarę i naszą Polskę. Już same dialogi radiomaryjne i Rozmowy Niedokończone wystarczają, żeby kochać Radio Maryja.
6.
Radio Maryja rozwija i pogłębia więzi przynależności do Kościoła, w szczególności więź wiary.
Łaskę wiary otrzymujemy na różnych drogach. Różne są też drogi przyjmowania i akceptacji daru wiary, różne sposoby jego rozumienia. Jest wiara radosna, akceptująca w zachwycie całe stworzenie, wiara pokornie znosząca krzyż życia, wyrażająca sie w hymnach
dziękczynienia, jak wiara franciszkańska; jest wiara pełna zdumienia i zaskoczenia: ” jest Bóg widziałem Go” , wiara nowo nawróconych, jak wiara wielkiego przyjaciela Jana Pawła II – Andre Frossarda; jest wiara codziennych pacierzy porannych i wieczornych, wiara utrudzonego znoju – od świtu do zmierzchu, jak wiara wieśniaków z powieści Reymonta, jest wiara rozterek, wiara ucieczek i powrotów, wiara tracona i odzyskiwana, jak wiara wielu z nas; jest wreszcie wiara –
jednocześnie wiary i niewiary – wiara do końca nieposkromionego buntu, wiara pokonanego sprzeciwu: „Galilejczyku zwyciężyłeś”, jak wiara uczciwych „kibiców” Kościoła; jest jeszcze spychana w podświadomość i odzywająca się tylko w chwilach ciemnych i samotnych, wiara zagubiona. W asortymencie duszpasterskim Radia Maryja każda z tych wiar może znaleźć środek na swoje umocnienie i pogłębienie. Najskuteczniejszym środkiem jest oczywiście modlitwa.
Bo Radio jest przede wszystkim szkołą modlitwy, uczestniczy w naszej rozmowie z Bogiem, uczy nas sztuki klęczenia. Ten aspekt posługi Radia Maryja został z uznaniem dostrzeżony przez Ojca Świętego. W Przesłaniu Ojca Świętego Benedykta XVI do Radia Maryja czytamy: „W pierwszym rzędzie na falach Waszego Radia doświadczyć można spotkania z Bogiem poprzez modlitwę i katechezę.[…] Codziennie transmitowana jest Msza św., modlitwa brewiarzowa, Anioł Pański, Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, Apel Jasnogórski z Częstochowy, Godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i inne modlitwy okresowe, jak np. Gorzkie Żale. Codzienna katecheza wzbogacana jest udziałem księży biskupów, a nierozerwalna więź ze Stolicą Apostolską przejawia w transmisjach wszystkich pielgrzymek zagranicznych Ojca Świętego, środowych audiencji ogólnych, modlitwy „Anioł Pański” z Papieżem, wiadomości Radia Watykańskiego[…].” Dodajmy do tego papieskiego wyliczenia pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę.
Pielgrzymka to nie orszak, korowód, wycieczka lub festyn – choć jest po trosze tym
wszystkim. Jest czymś większym. Miejsce na którym stoisz jest święte – usłyszał Mojżesz głos Pana. Tak: miejsce, gdzie przemawia Bóg staje się święte. Pielgrzymka to ruchome miejsce święte. Modlitwa pielgrzymkowa uświęca zatem Polskę.
Jestem przyjacielem Radia Maryja.
7.
Jestem katolikiem radiomaryjnym, bo należąc do rodziny radia Maryja znajduję się w towarzystwie ludzi godnych szacunku: wiernych Bogu i solidarnych z Ojczyzną.
Dr Stefan Król
pracownik naukowy
University of Western Ontario
Faculty of Engineering Sciences
London, Kanada
