Niespokojny Tahrir
Tysiące Egipcjan zbierało się wczoraj od wczesnych godzin rannych na
placu Tahrir w Kairze, aby po popołudniowych modłach wziąć udział w kolejnym
"marszu miliona". Żądają jak najszybszego przekazania przez wojskowych władzy
cywilom. Organizatorzy demonstracji określili ją mianem "piątku ostatniej
szansy".
– Nie ma innego rozwiązania, jak tylko rząd pojednania narodowego z
prezydenckimi uprawnieniami – powiedział cytowany przez PAP imam Mazhar Szachin.
Imam podkreślił, że manifestanci nie opuszczą placu, dopóki ich żądania nie
zostaną spełnione. Po tych słowach kilkudziesięciotysięczny tłum zaczął wznosić
okrzyki wzywające Najwyższą Radę Wojskową (NRW) do oddania władzy. Protestujący
zapowiedzieli, że nie opuszczą kolebki ludowej rewolty – placu Tahrir
(Wyzwolenia), dopóki wojskowi nie spełnią ich żądań. Postulaty Egipcjan poparły
także Stany Zjednoczone, które oficjalnie wezwały NRW do jak najszybszego
przekazania władzy, podkreślając, że tylko w ten sposób będą możliwe
transformacja systemowa i wprowadzenie demokratycznego systemu władzy.
W piątkowej demonstracji "ostatniej szansy" wielką rolę odegrały związki
zawodowe, które od kilku dni nawoływały obywateli do przyjścia na plac Tahrir.
Swoją obecność w manifestacji zapowiedzieli także przedstawiciele partii
politycznych i organizacji społecznych sprzeciwiających się rządom wojskowym.
Jak informuje agencja AFP, wśród zebranych pojawił się m.in. Mohamed ElBaradei –
szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i laureat Pokojowej Nagrody Nobla
z 2005 r., który najprawdopodobniej będzie kandydował w zaplanowanych na
czerwiec przyszłego roku wyborach prezydenckich. Wśród zebranych na placu nie
widać jednak było przedstawicieli Bractwa Muzułmańskiego, które odcięło się od
protestów.
Od ubiegłego piątku w stolicy i innych miastach Egiptu odbywają się
wielotysięczne demonstracje. Ich uczestnicy dawali upust swemu niezadowoleniu z
faktu, że od chwili ustąpienia w lutym autokratycznego prezydenta Hosniego
Mubaraka sprawująca władzę Najwyższa Rada Wojskowa nie podała dotąd ścisłego
terminarza wprowadzenia demokratycznych rządów cywilnych. Poza żądaniem
natychmiastowego ustąpienia NRW dodatkowym bodźcem do wyjścia na ulice było
czwartkowe zwrócenie się Rady z prośbą do Kamala Ganzuriego, byłego premiera, o
sformowanie nowego rządu. Jest on uważany za człowieka obalonego prezydenta.
Cytowany przez PAP dziennik "Al-Ahram" podał, że Ganzuri przyjął złożoną mu
ofertę i jak podkreślił na konferencji prasowej gen. Mohtar al-Mullah, armia
liczy na to, że rząd powstanie jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Kamal
Ganzuri w latach 1996-1999 stał na czele egipskiego rządu, który dokonał pewnej
liberalizacji w gospodarce. I choć wielu Egipcjan jest zdania, że ten urzędnik
nie splamił się korupcją, to jednak fakt, że szefował gabinetowi za rządów
Mubaraka, może wywołać protesty ze strony tych obywateli, którzy domagają się
całkowitego zerwania z przeszłością.
Trwającym tydzień demonstracjom towarzyszyły starcia z policją na skalę
przypominającą rewoltę, która spowodowała upadek Mubaraka. Według
dotychczasowych doniesień, zginęło w nich co najmniej 41 osób. Wychodzący na
ulice Egipcjanie domagają się postawienia przed sądem osób odpowiedzialnych za
śmierć tych ludzi. Większość Egipcjan obawia się jednak, że rządzący obecnie
krajem wojskowi nie zechcą przekazać władzy ich zwycięzcy.
Marta Ziarnik
