Niepotrzebne konflikty
Obowiązująca wciąż w Polsce ustawa o radiofonii i telewizji zalicza do zadań
mediów publicznych "respektowanie chrześcijańskiego sytemu wartości", który za
podstawę przyjmuje "uniwersalne zasady etyki". Czyż nie jest paradoksem, że nowo
powołana Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji jako jedno z pierwszych zadań
postawiła sobie przegląd treści nadawanych w audycjach Radia Maryja? Czyżby fale
tego katolickiego Radia niosły jakieś treści nierespektujące chrześcijańskiego
systemu wartości? Z pewnością nie o ten aspekt działalności Radia Maryja chodzi.
Radio wywiązuje się bowiem doskonale z chrześcijańskiej misji w eterze. Głównie
dzięki niemu, a także Telewizji Trwam można było ostatnio tyle dowiedzieć się o
pielgrzymce Ojca Świętego Benedykta XVI do Wielkiej Brytanii. Relacjonując zaś
sprawy krajowe, szczególnie wydarzenia, które rozgrywały się przy krzyżu na
Krakowskim Przedmieściu, Radio Maryja nie nazywało jego obrońców "tak zwanymi",
co można było niestety usłyszeć w innych mediach, także publicznych. Tak zwani
dziennikarze, nie wiadomo tylko skąd – nie ma przecież zapisów cenzury ani
poleceń politbiura – postanowili narzucić opinii publicznej negatywną ocenę
ludzi, którzy określają siebie obrońcami krzyża, i takimi pozostają, bez względu
na to, co się o nich myśli. Ten jednak aspekt działania mediów publicznych nie
wzbudza zainteresowania Krajowej Rady.
Może zatem przykład z ostatniego festiwalu w Opolu. Czy skecz kabaretu Neo-Nówka
opisujący "na wesoło" chrzest Polski spełniał wymagania ustawy, która od mediów
publicznych oczekuje "rozwoju kultury" i czy kabaret ten mieści się w pojęciach
"polskiego dorobku intelektualnego i artystycznego"? A nieprzyzwoite
śmichy-chichy z Papieża Benedykta XVI albo obsceniczne żarty Dobrawy granej
przez "kabaretowca" to może przejaw intelektu i artyzmu na kabaretowej scenie
dla wielomilionowej publiczności Programu 1 TVP? Ten pseudokabaret celuje
zresztą z naigrawania się z księży, Radia Maryja i moherów. Może dlatego stale
występuje w mediach publicznych. Ale nikogo to nie oburza. Mamy przecież wolność
i Krajową Radę, która "stoi na jej straży".
Ale ten "kabaret" to tylko niewinna głupota w porównaniu z wyczynami
prawdziwego zawodowca, aktora Andrzeja Grabowskiego, któremu w skeczu
pokazywanym w Opolu skradziono rower. Ten rower był tylko okazją do wesołych
skojarzeń z katastrofą smoleńską (rower to samolot ukradziony podczas sztucznej
mgły, złodziej ma smar na rękach), a obiektem drwin, złodziejem roweru jest
Antoni Macierewicz, wymieniony w skeczu z imienia i nazwiska. Skoro Krajowa Rada
Radiofonii i Telewizji do dziś nie zareagowała na ten marny popis "Kiepskiego",
to znaczy, że wszystko jest w porządku. I tak drwienie ze smoleńskiej tragedii
narodowej przybiera znamiona coraz powszechniejszego bestialstwa. Także w TVP w
programie rozrywkowym z udziałem Zenona Laskowika, nadawanym także z Opola, ten
ceniony kiedyś satyryk kpi z krzyża ("w krzyżu mnie łupie"), po czym rozkłada
ręce w kształcie krzyża i w tej pozycji wynosi go ze sceny wesoły korowód
harcerzy śpiewających "stokrotka rosła polna". Ubaw po pachy!
Przykładów chamstwa, drwiny z Polaków, ich wiary, historii, poczucia godności
dostarczają codzienne programy pseudosatyryków nadawane w mediach prywatnych.
One także powinny być monitorowane przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji pod
kątem "interesów odbiorców", a ich "otwarty i pluralistyczny charakter", o czym
mówi ustawa, nie może się sprowadzać do nieustannego szydzenia z tych Polaków,
którzy są przywiązani do polskich tradycji katolickich i konserwatywnego obrazu
świata. Nie reagując na takie "występy", Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
zapala kolejne zielone światło dla pseudokultury w mediach elektronicznych.
Skąd zatem takie nagłe zainteresowanie Radiem Maryja? Skąd u szefa KRRiT tyle
determinacji, by stwierdzić: "Nie zawahamy się podjąć kroków wobec Radia
Maryja", co brzmi jak poważna groźba odebrania temu Radiu koncesji. Czy są
jakieś podstawy, by tak sądzić? Otóż nie ma ich i nigdy nie było. Radio nie
narusza koncesji nadawcy społecznego i wie o tym każdy słuchający go i znający
przepisy rządzące rynkiem mediów. Jest za to wroga tej rozgłośni atmosfera,
którą prezes Jan Dworak podtrzymuje swoimi wypowiedziami. W ten sposób wspiera
główną linię programową "Gazety Wyborczej" od lat prowadzącej wojnę z tym
polskim i katolickim Radiem. Wypowiedzi te są też na rękę innym członkom KRRiT o
lewicowych korzeniach.
Prezydent Bronisław Komorowski swoją wypowiedzią dla "GW" wywołał nierozwiązany
do dziś konflikt o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Jan Dworak – wybrany do
KRRiT przez tegoż prezydenta – wydaje się podążać tą samą drogą konfliktów. A
może by tak posłuchał Radia Maryja, trochę się wyciszył, pomyślał, przypomniał
sobie, że kiedyś w opozycji walczył o wolność słowa.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem Programu III Polskiego Radia.
