Nie mogę nie pytać
Z Jadwigą Gosiewską, matką tragicznie zmarłego w katastrofie pod
Smoleńskiem Przemysława Gosiewskiego, rozmawia Paulina Jarosińska
Wystosowała Pani list do prezydenta Baracka Obamy, w którym prosi Pani m.in.
o spotkanie z nim podczas jego wizyty w Polsce. Dlaczego zdecydowała się Pani na
taki krok?
– Jako matka żywię obawy co do sposobu prowadzenia śledztwa – mówiłam o tym
wielokrotnie. Uważam, że tylko jego umiędzynarodowienie może pomóc nam w
poznaniu prawdy o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia w Smoleńsku. Dlatego
zdecydowałam się napisać list do prezydenta Baracka Obamy, który ma niebawem
odwiedzić Polskę. W tym liście proszę o spotkanie. Wiem, że prezydent ma spotkać
się z rodzinami ofiar tragedii smoleńskiej, więc moja prośba nie jest
nieuzasadniona. Zależy nam – mówię w imieniu Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 –
aby również nasz głos był obecny na tym spotkaniu, aby Barack Obama usłyszał o
naszych obawach i wysłuchał naszych postulatów. Zdajemy sobie sprawę, że tylko
podnoszenie sprawy katastrofy na forum międzynarodowym ma jakiś sens i może
jeszcze pomóc w wyjaśnieniu przyczyn tragedii. W związku z tym postanowiłam
napisać zarówno w języku polskim, jak i angielskim list do prezydenta Stanów
Zjednoczonych. W poniedziałek odczytałam go na antenie Radia Maryja, a wczoraj
wysłałam do ambasady amerykańskiej. Jako stowarzyszenie zamierzamy przygotować w
języku angielskim taki katalog spraw, które budzą nasz największy niepokój. Tych
spraw nie jest mało, a upływający czas – mam wrażenie – działa na niekorzyść
całej sprawy… Jako matkę bardzo mnie to boli… Pragniemy wszelkimi możliwymi
sposobami dążyć do tego, aby poznać prawdę i wierzę, że nawet mały krok ma
sens…
Liczą Państwo na zaktywizowanie sił międzynarodowych w sprawie wyjaśnienia
przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej?
– Tak, cały czas wierzymy, że tak się stanie. Ja wiem, że to, co dzieje się
wokół śledztwa, to, jak się o nim informuje (oczywiście nie mam tu na myśli
"Naszego Dziennika", który jest jednym z nielicznych źródeł rzetelnie
zajmujących się tą sprawą, za co jestem ogromnie wdzięczna), nie jest korzystne.
Tym bardziej powinniśmy robić wszystko, co w naszej mocy, aby poznać prawdę o
tym, dlaczego cała delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim musiała zginąć 10
kwietnia… Wiem dobrze, że gdybyśmy nie zadawali pytań, nie drążyli, nie
domagali się prawdy, ta sprawa byłaby zamieciona pod dywan… Dysponujemy,
owszem, skromnymi środkami, ale i takie musimy wykorzystywać.
Co Panią najbardziej teraz niepokoi, jeśli chodzi o śledztwo smoleńskie?
– Proszę pani, na chwilę obecną jest wiele takich spraw. Po pierwsze – to, jak
nieprofesjonalnie ta wizyta była przygotowana, ilu zaniedbań i uchybień się
dopuszczono. To był natowski samolot, ale remontowany na terenie niepodlegającym
siłom NATO. Dlaczego tak się stało? Nie potrafię siedzieć z założonymi rękoma.
Mam wiele pytań i martwię się losem śledztwa.
W liście napisała Pani również, iż "dotychczasowe działania powodują, że
przestajemy wierzyć w respektowanie praw człowieka"…
– Tak, ponieważ to właśnie widziałam i widzę. To nierespektowanie praw człowieka
dostrzegaliśmy jeszcze wcześniej, gdy szydzono w brutalny sposób z prezydenta,
gdy umniejszano rangę jego wizyty w Katyniu, gdy odmawiano mu do niej praw, aż
wreszcie, gdy podzielono wizyty. Całe późniejsze postępowanie, niszczenie wraku,
nieprawidłowości przy identyfikacji, uwłaczające traktowanie zmarłych i ich
rodzin… Jako matka odczuwam ogromny niepokój, który nie pozwala mi czekać
bezczynnie. Jestem to winna swojemu Synowi, ale również społeczeństwu. Śledztwo
jest lekceważone, a my spotykamy się bardzo często z arogancją. Dlatego liczymy
na to, że wizyta Baracka Obamy, prezydenta USA, będzie okazją, aby upomnieć się
o zainteresowanie losem śledztwa smoleńskiego.
Dziękuję za rozmowę.
