Niczego nie żałujemy

Z majorem Henrykiem Czechem ps. „Śmigły”, uczestnikiem akcji rozbicia więzienia w Kielcach w 1945 r., rozmawia Izabela Borańska


Jak Pan wspomina tamte wydarzenia z perspektywy już 63 lat?


– W tej chwili na pewno niczego nie żałujemy, ani ja, ani moi koledzy. Wtedy byliśmy bardzo młodzi, mieliśmy po 18–20 lat i traktowaliśmy to trochę też jak przygodę, a równocześnie jak obowiązek wobec kolegów, którzy siedzieli tam w więzieniu. Na rozkaz komendanta wszyscy stawili się, głównie ze Skarżyska i Starachowic, cała grupa z lasu. Ja teraz jestem bardzo dumny z tego, że mogłem w tej akcji brać udział.


Jak przebiegała akcja?


– Rannych zostało tylko dwóch moich kolegów, w tym generał „Szary”. Było to w nocy z 4 na 5 sierpnia. Cała akcja zakończyła się około 4.00 nad ranem. Dlatego tak długo to trwało, bo wszystkie drzwi i bramy do celu musiały być wysadzane trotylem. Akcja przebiegała bardzo sprawnie, a przygody rozpoczęły się dopiero potem, jak wycofywaliśmy się z Kielc. Wtedy w pościg za nami, za naszymi grupami (wycofywaliśmy się grupami pieszo) ruszyła bezpieka, byliśmy ostrzeliwani. Na szczęście wszyscy cali i zdrowi wrócili do domów. Konsekwencje były później. Niektórych rozszyfrowano… Ja musiałem się ukrywać przez dwa lata pod zmienionym nazwiskiem. A generał „Szary” w 1947 r. został aresztowany w Gdańsku, potem dostał pięć wyroków śmierci, które następnie zamieniono na dożywocie. W 1956 r. został wypuszczony na wolność jako jeden z ostatnich.


Jakim człowiekiem był generał „Szary”?


– Był bardzo obowiązkowy, był bardzo charyzmatycznym dowódcą. Miał dużo szczęścia, ale także szerokie umiejętności dowodzenia. Wszystkie jego akcje kończyły się zawsze powodzeniem. Akcja w Kielcach to była – można powiedzieć – jego akcja, popisowa wręcz. Wszystko było perfekcyjnie zorganizowane i perfekcyjnie realizowane.

drukuj