Negocjacje z talibami to konieczność
Z gen. rez. Waldemarem Skrzypczakiem, byłym dowódcą Wojsk Lądowych,
rozmawia Piotr Falkowski
Prezydent Barack Obama ogłosił, że amerykańska armia opuści Afganistan do
2014 roku. Czy to dobry moment?
– Czas najwyższy. Nie ma już militarnego problemu afgańskiego. Doświadczenia
ostatnich 10 lat trwania operacji Enduring Freedom [trwała wolność] wskazują, że
nie ma powodzenia w operacji militarnej i trzeba szukać innych rozwiązań. Już
dwa lata temu mówiłem, że trzeba po negocjacjach z prezydentem Karzajem, NATO i
talibami wyłonić rząd jedności narodowej w Afganistanie, który pogodzi wszystkie
zwaśnione strony i zaprowadzi pokój w kraju. Zostały trzy lata, żeby to zrobić.
Trzy lata obecności wojsk amerykańskich to czas, by móc dać szansę Afgańczykom,
aby wyłonili spośród siebie na tyle silną władzę, żeby mogła tym państwem
kierować. NATO i wszystkie siły zaangażowane w rejonie – myślę tu też o ONZ –
muszą w tym pomóc. Musi być kompromis pomiędzy oczekiwaniami Karzaja,
oczekiwaniami NATO i oczekiwaniami talibów.
Ale wielu mówi, że z talibami nie można negocjować, bo to terroryści.
– Tak się utarło. Ale czy ci, którzy tak mówią, znają wyjście z sytuacji? Nie.
Skoro są takie siły i organizacje, które są w stanie ułożyć się z talibami, to
powinny podjąć próbę. Tu nie chodzi o negocjacje, czyli jakieś targi, tylko o
przekazanie władzy narodowi afgańskiemu, którego reprezentacją są również
talibowie. Trzeba się z tym pogodzić. Oni byli, są i będą. O tym się przekonali
Rosjanie [mowa o interwencji sowieckiej 1979-1989], teraz Amerykanie i my. Nie
ma sposobu na rozwiązanie militarne, bo tej wojny się nie wygra, trzeba więc
doprowadzić do rozwiązań politycznych. Kompromis i podział władzy jest
nieunikniony. A targi mogą iść głównie o to, co Karzaj zostawi dla siebie.
Dlaczego operacja w Afganistanie poniosła militarną klęskę?
– Bo to wojna partyzancka w bardzo dogodnym rejonie na prowadzenie działań
partyzanckich. Talibowie są wspierani dużymi pieniędzmi przekazywanymi z państw
arabskich. Po drugie – broń, amunicję i środki szkolenia kupują w państwach
sąsiednich, choćby w Chinach – głównym zaopatrującym talibów. Tylko wola tych
państw może spowodować, że w Afganistanie zapanuje pokój.
Co kieruje zatem politykami, wojskowymi i ekspertami, którzy atakują obecnie
amerykańską administrację za ten krok?
– Myślałem, że narodowi amerykańskiemu zależy, aby tam, gdzie stanęła noga ich
żołnierza, zapanował spokój. Trzeba sobie po 10 latach operacji odpowiedzieć na
pytanie, co nasi żołnierze osiągnęli w Afganistanie. Okazuje się, że nic. Poza
dużymi stratami w stanie osobowym. Oni są waleczni. Miałem dla nich zawsze duży
szacunek. Natomiast obecni krytycy Obamy są często inspirowani przez przemysł
zbrojeniowy, który zbija kapitał na sprzedaży sprzętu i amunicji dla armii. Brak
wojny jest zagrożeniem dla amerykańskiego sektora zbrojeniowego, który zarabia
na niej ogromne pieniądze. To oni wygrywają w tej wojnie, tylko nie pokój i
stabilizację, ale pieniądze dla siebie.
Wyjście z Afganistanu to wielka operacja. Czy nie jest tak, że łatwiej jest
wejść do dalekiego kraju niż z niego wyjść?
– Bo tu chodzi o to, jak zachować twarz. Technicznie, wojskowo to nie jest żaden
problem. Wojsko jest do tego przygotowane i sobie poradzi. Trzeba to dobrze
rozegrać politycznie. Amerykanie muszą się przyznać do kolejnej klęski. Pierwsza
była w Wietnamie. Po Iraku nauczyli się do tego nie przyznawać. Generał Petreus
powiedział wyraźnie, że "daleko jest od tego, żeby mówić o sukcesie w Iraku".
Jeśli tak mówi najwyższy dowódca wojskowy, to otwarcie nie przyznaje się do
klęski, ale też mówi, że nie ma sukcesu. Przyznanie się spowodowałoby ogromne
perturbacje polityczne w USA. Urażona duma, godność itd.
Ale poza przyzwoleniem politycznym do wycofania się z Afganistanu potrzebna
jest współpraca z Rosją.
– To absolutnie prawda. Rosjanie dysponują w pobliżu dużymi bazami lotniczymi.
Są one w samej Rosji, ale też w WNP: Kazachstanie, Kirgistanie i Tadżykistanie.
Użycie tych baz o doskonałym z logistycznego punktu widzenia położeniu,
warunkach i możliwościach pozwoli na sprawne i bezpieczne przeprowadzenie tej
operacji. Zgoda Rosji i dobra współpraca z nią są tu niezbędne.
Dziękuję za rozmowę.
