Naukowy kanibalizm

Agencja rządowa dała brytyjskim naukowcom zielone światło dla tworzenia
tzw. embrionów-hybryd. Za pomocą technologii klonowania embriony te łączą w
sobie elementy ludzkie i zwierzęce. Przez wszczepienie jądra komórki ludzkiej
("ludzkiego materiału genetycznego") do komórki jajowej krowy, z której
wcześniej usunięto jej własny materiał genetyczny, tworzy się wybrakowany
embrion ludzki.

Według ludzkich wyobrażeń powstałby z tego pół człowiek, pół zwierzę – stąd twór
ten nazwano embrionem-hybrydą. Ponieważ materiał genetyczny, który zawierałby w
sobie, byłby całkowicie ludzki, ten nowy rodzaj embrionu byłby właściwie
człowiekiem z ustrojem biochemicznym zanieczyszczonym różnego rodzaju
cząsteczkami krowimi. Próby produkowania tego rodzaju okaleczonych embrionów
ludzkich zakładają możliwość zniszczenia ich, zanim rozwiną się za bardzo, czyli
przed upływem dwóch tygodni. Bo celem jest pobranie z nich komórek
macierzystych.
Instynkt ochrony własnego rodzaju jest głęboko zakorzeniony nie tylko wśród
ludzi, ale w całym królestwie zwierząt. Już pobieżna refleksja etyczna
wystarcza, żeby rozpoznać problem moralny, jaki niesie ze sobą tworzenie w
laboratoriach ludzkiego potomstwa z domieszką krowich elementów po to, by całość
poddać naukowemu kanibalizmowi.
Naturalny instynkt ochrony własnego potomstwa w stanie embrionalnym widać bardzo
dobrze na przykładzie gatunku pingwina cesarskiego (Aptenodytes forsteri).
Opowieść o zwyczajach godowych pingwinów cesarskich zafascynowała miliony widzów
w pokazywanym niedawno pełnometrażowym filmie pt. "Marsz pingwinów". Zwierzę to
znajduje sobie jednego partnera, któremu pozostaje absolutnie wierne. Każda
samica składa jedno jajo wielkości piłki ręcznej i przekazuje je pod opiekę
swojemu towarzyszowi.
Przez mroźne burze i długie tygodnie w zimowych ciemnościach samiec ostrożnie
utrzymuje jajo z rozwijającym się pingwinem w stanie embrionalnym ponad swoimi
stopami zaopatrzonymi w gęsto upierzoną osłonę zabezpieczającą jajo przed
zabójczym mrozem. Jajo pozostaje na jego stopach przez mniej więcej 60 dni. W
tym okresie samiec nic nie je i traci około połowy swojej wagi. Gdyby jajo
wymknęło się jakimś sposobem spod jego ochrony, zamarzłoby na lodzie w ciągu
kilku minut. Po wykluciu młody pingwin cesarski spędza swoje pierwsze dwa
miesiące w specjalnym schowku na brzuchu matki lub ojca, utrzymującym stałą
temperaturę w granicach 36 st. Celsjusza. Rodzice na zmianę opiekują się młodym
pingwinkiem, karmiąc go zwróconym pokarmem, aż do momentu, kiedy jest gotowy
opuścić swoją kryjówkę i stawić czoła okrutnym warunkom panującym na Antarktyce.

Niesamowita troska gatunku pingwina cesarskiego o nienarodzone potomstwo i
sumienność w zapewnianiu mu ochrony nawet w najbardziej wrażliwych stanach
embrionalnych jest bardzo wymownym świadectwem właściwego porządku prokreacji,
gdzie naturalnym instynktem osobników starszego pokolenia gatunku jest czynienie
wszystkiego, co w ich mocy, dla zapewnienia bezpieczeństwa i pomyślnego rozwoju
młodszego pokolenia.
Tego typu ochrona potomstwa od wieków stanowi świadectwo rozwoju cywilizacji
ludzkiej: dzieci postrzega się jako swego rodzaju święte powiernictwo, cel sam w
sobie, a nie tylko jako środek służący zaspokojeniu dążeń rodziców (czy też
naukowców). Ksiądz Raymond de Souza z Kanady, wybitny felietonista, trafnie
podsumował to zagadnienie, stwierdzając: "Jest wielkim osiągnięciem cywilizacji
zachodniej, że dzieci uważa się za dobro samo w sobie, osoby posiadające własne
prawa i własną godność, powierzone opiece rodziców. Jest to stwierdzenie faktu
tak oczywistego, że nie przyszłoby nam do głowy, by traktować to w kategoriach
osiągnięcia cywilizacyjnego, ale tak właśnie jest. W kulturach starożytnych
dzieciobójstwo i ofiary z dzieci nie były rzadkością i ogólnie rzecz biorąc,
status prawny dziecka był zbliżony do innych przedmiotów znajdujących się w
domostwie. Minęły długie wieki wysiłków ze strony środowisk religijnych i
społecznych, zanim przyjęto stanowisko mające poparcie w normach prawnych i
kulturowych, że dziecko to nie przedmiot służący korzyści innych, ale że powinno
się je traktować jako podmiot sam w sobie".
Dzisiejsze czasy stwarzają silne pokusy odwrócenia tych podstawowych zasad i
instynktów, usuwając potomstwo z bezpiecznego łona matek poprzez aborcję. Idąc
jeszcze dalej, bezcześci się nasze własne dzieci w embrionalnej fazie rozwoju,
traktując je przedmiotowo na rzecz prowadzenia eksperymentów naukowych i czyniąc
z nich magazyny części zamiennych lub komórek macierzystych.
Jednym z powodów, dla których "Marsz pingwinów" stał się takim hitem, był fakt,
że film podkreślał ten rodzaj rodzicielskiej miłości, ochrony i poświęcenia, do
którego lgnie nasza natura. Niszczenie własnego rodzaju poprzez manipulacje z
użyciem embrionów i embrionalnych komórek macierzystych – mimo tego są tacy, dla
których dobrą przykrywką jest nazwanie tego procesu "tworzeniem hybryd" – to nic
innego jak regres do epoki barbarzyństwa.

 

Ks. dr Tadeusz Pacholczyk

drukuj