Nauka bez etyki niszczy człowieka

Z JE księdzem biskupem José Luisem Redrado, bonifratrem, sekretarzem
Papieskiej Rady do spraw Duszpasterstwa Pracowników Służby Zdrowia, rozmawia
Jolanta Tomczak.
Z włoskiego tłumaczył ks. Dariusz Giers.

Ksiądz Biskup patrzy na problemy służby zdrowia z perspektywy światowej. Jakie
najważniejsze zadania i troski ma Papieska Rada do spraw Duszpasterstwa Pracowników
Służby Zdrowia?

– Trzeba zaznaczyć, że nie mamy specjalnych obowiązków w stosunku do poszczególnych
kontynentów, ale raczej wobec problemów, na jakie napotyka Kościół w świecie,
wypełniając misję Chrystusa: "uzdrawiajcie chorych". Oczywiście,
gdy przystępujemy do konkretnych działań, musimy najpierw dokładnie przestudiować
sytuację na danym kontynencie czy w danym kraju. Opracowaliśmy szczegółowy
plan pracy, zebraliśmy w nim wszystkie akcje i programy, które powinniśmy w
najbliższym czasie przeprowadzić w stosunku do całego świata. Rada do spraw
Duszpasterstwa Pracowników Służby Zdrowia to inicjatywa Ojca Świętego Jana
Pawła II. To on w 1985 r. dał nam określone zadania i cele do realizacji. Są
one zawarte w liście apostolskim "Dolentium hominum", konstytuującym
Radę. Pierwszą i zasadniczą racją istnienia Rady jest imperatyw, aby Kościół
był zawsze blisko chorych, tak jak zawsze blisko chorych był Jezus Chrystus.
Kościół jest przekonany, że należy leczyć nie samo ciało, ale całą osobę ludzką.
Dzięki Papieskiej Radzie Kościół na bieżąco pogłębia swoją znajomość coraz
bardziej skomplikowanych problemów, przed którymi medycyna stawia pracowników
służby zdrowia, a zarazem włącza się w międzynarodową koordynację pracy, koncentrując
się przede wszystkim na formacji etycznej i religijnej tych, którzy niosą pomoc
człowiekowi w chorobie. Analizujemy takie kwestie, jak funkcja medycyny czy
posłannictwo lekarza wobec chorego. Naszym zadaniem nie jest rozwiązywanie
problemów organizacyjnych czy finansowych służby zdrowia, ale skupiamy się
na działalności duszpasterskiej. Rada chce też przybliżać i propagować nauczanie
kościelne w dziedzinie zdrowia, a kiedy trzeba, bronić tych zasad, aby były
obecne w praktyce medycznej. Nie patrzymy więc na jakiś jeden kontynent, ale
zachowujemy czujność w odniesieniu do całego świata, myślimy i działamy globalnie.
Naturalnie zwracamy wyjątkową uwagę na te regiony, gdzie w danym momencie ludzie
cierpią w sposób szczególny. Na przykład obecnie Afryka bardzo cierpi z powodu
AIDS, większość naszych projektów koncentruje się więc na tym, aby pomagać
dotkniętym tą chorobą. To jest bardzo wyraźnie zaznaczone w całokształcie naszej
pracy. Ponieważ chcemy pomagać w jak najbardziej konkretny sposób, powstała
Fundacja Dobrego Samarytanina, dzięki której do Afryki płynie pomoc finansowa
dla chorych na AIDS.

Inny szczegółowy przykład pracy Rady to organizowany od czternastu lat Światowy
Dzień Chorego…

– Owszem. Co roku wybieramy jakiś kontynent, jakiś Kościół partykularny. Z
tej wspólnoty otrzymujemy sygnały, czym należałoby się zająć. W tym roku została
wybrana Australia, zapytaliśmy więc biskupów australijskich, jaki jest najbardziej
palący problem w odniesieniu do ludzi chorych, na co zwrócić uwagę. Odpowiedzieli,
że najistotniejszym problemem jest zdrowie psychiczne wielu osób. W cywilizacji
zachodniej choroby psychiczne dotyczą ludzi żyjących na rozmaitym poziomie,
wykonujących różne zawody. W krajach wysoko rozwiniętych, gdzie myśl człowieka
ciągle ewoluuje, przychodzą liczne stresy związane z pracą, ludzie popadają
w różnego rodzaju problemy psychiczne, w depresje. Depresja i związana z nią
pustka życiowa to przecież choroba – jeśli nie fizyczna, to psychiczna, duchowa.
Z naszej perspektywy dostrzegamy, że ci chorzy są najbardziej opuszczeni w
systemie opieki zdrowotnej. Taka jest rzeczywistość. A jeśli te osoby zostały
zapomniane, to zadaniem Kościoła jest przypomnieć światu o tych w pewnym sensie
najbardziej pokrzywdzonych przez społeczność. Zwrócił na to uwagę w Orędziu
na Światowy Dzień Chorego Ojciec Święty Benedykt XVI. Wezwał społeczeństwo,
żeby otoczyło troską psychicznie chorych. Zwrócił się także do ustawodawców,
aby zadbali o zagwarantowanie i przestrzeganie ich praw. Nasza Papieska Rada
również zorganizowała dużą konferencję międzynarodową na temat chorych psychicznie.

Do tej pory nie tylko Kościół, ale i lekarze uważani byli za tych, którzy
są blisko osoby chorej. Wiele osób w Polsce sądzi, że lekarze nie służą już
chorym. Dlaczego tak się stało?

– Ten problem występuje wszędzie. Kościół ciągle przypomina, że mamy być blisko
chorego, na którego powinniśmy patrzeć w sensie holistycznym. Chodzi o to,
aby leczyć całego człowieka, a nie jego ciało czy poszczególne narządy. Zachęcamy
i wzywamy do naśladowania tego, co robił Pan Jezus. Kiedy ludzie przychodzili
do Niego i prosili o uzdrowienie fizyczne, to przecież nie tylko leczył choroby,
ale i duszę – przebaczał grzechy, sprawiał, że człowiek odzyskiwał sens życia,
radość wewnętrzną. W duszpasterstwie służby zdrowia mamy właśnie takie pastoralne
podejście i uczymy tego kapelanów, siostry, wolontariuszy, a jednocześnie pracujemy
nad formacją lekarzy. Nasze zadanie to leczenie osoby w całym jej człowieczeństwie.
Jako bonifrater często powtarzam moim współbraciom, którzy prowadzą w Rzymie,
na wyspie Isola Tiberina, dobry szpital: nie wystarczy wyleczyć ciało chorego.
Kiedy wychodzi ze szpitala, musi odzyskać zdrowie w szerokim znaczeniu, żeby
nie był ciężarem dla społeczeństwa, dla rodziny, ale człowiekiem odnowionym:
dzięki sensowi, który znalazł w swoim cierpieniu, w czym pomogli mu odpowiednio
przygotowani ludzie. W Karcie Pracowników Służby Zdrowia powiedzieliśmy, że
lekarze, pielęgniarki i pielęgniarze mają być sługami i orędownikami, "ministrami" życia.
Kilka dni temu wspominaliśmy czwartą rocznicę śmierci generała bonifratrów,
brata Pierluigiego Marchese, wielkiego promotora humanizacji medycyny we Włoszech.
W tym roku przypada 25-lecie ukazania się dokumentu, którego był pomysłodawcą
i który wywołał poruszenie w tutejszej służbie zdrowia, zatytułowanego "Humanizacja
medycyny". Położono w nim akcent na wartości etyczne i moralne. Dzięki
zaangażowaniu ks. kard. Fiorenza Angeliniego i brata Pierluigiego Marchese,
dzięki ich rozmowom z Janem Pawłem II, powstała nasza Papieska Rada do spraw
Duszpasterstwa Pracowników Służby Zdrowia. Jej głównym zadaniem jest właśnie
troska o humanistyczny wymiar medycyny.

Niedawno odbył się kongres Papieskiej Akademii Życia na temat statusu dzieci
na najwcześniejszym etapie ich życia. Podniesiono tam wiele kwestii etycznych
dotyczących pracy lekarzy. Pytano na przykład, co powinien rodzicom powiedzieć
lekarz, gdy badania wskazują, że dziecko prawdopodobnie urodzi się z poważną
chorobą genetyczną.

– Na tym polu Kościół prowadzi ogromną batalię. Dzięki zaawansowaniu technologicznemu
możemy dowiedzieć się bardzo wiele na temat zdrowia dziecka. Ale co i dlaczego
chcą wiedzieć rodzice? Czy wiedza jest im potrzebna po to, żeby podjąć decyzję
o "usunięciu" dziecka, czy żeby się na jego przyjęcie lepiej przygotować?
Myślę, że rodzice powinni poznać od lekarza prawdę o stanie zdrowia ich potomka,
ale z drugiej strony – trzeba umieć tę prawdę przedstawić. Lekarz nie powinien
zaczynać od komunikatu typu: "Wasze dziecko będzie chore". Jeśli
prawda, którą poznaliśmy, zawiera jakieś negatywne aspekty, to na pewno ciężko
jest przedstawić ją innym. W duszpasterstwie służby zdrowia mamy jeszcze wiele
do zrobienia w tej dziedzinie. Myślę, że idealnie by było, gdyby lekarz poprowadził
rodziców do podjęcia decyzji pewnymi etapami – nie jedno spotkanie, ale kilka
– argumentując na korzyść życia, zamiast je eliminować. Z tzw. aborcji rodzą
się przecież kolejne problemy, dla małżonków, dla kobiety. Ta trudność staje
się jeszcze bardziej poważna, gdy nie współpracuje ze sobą cała ekipa medyczna,
jest tylko ginekolog, ponieważ lekarze mają często nastawienie czysto techniczne.
Tymczasem taka rodzina potrzebuje różnych rodzajów wsparcia, często nie tylko
porady lekarskiej, lecz także pomocy psychologicznej, niekiedy również duchowej.
Istotne, aby uformować cały zespół pracujący z daną osobą czy małżeństwem i
po kilku spotkaniach asystować im w podjęciu decyzji – na pewno byłoby to dobre
rozwiązanie. Chodzi o to, aby nie tylko pomóc urodzić dziecko, ale też, gdyby
później pojawiły się problemy, nie zostawiać danej rodziny samej sobie. Ważną
rolę ma wtedy do odegrania również pracownik socjalny. Myślę tutaj o różnych
sytuacjach – nie tylko o tej, kiedy rodzi się dziecko poważnie chore, ale także
gdy przychodzi na świat dziecko spoza małżeństwa – wtedy samotna matka powinna
wiedzieć, na kogo może liczyć. Często od początku nadzieja na jakąkolwiek pomoc
zostaje przekreślona i kobieta zostaje zupełnie sama. Trudno jej zdecydować
się na urodzenie dziecka, skoro nie widzi żadnej przyszłości. Jednak mamy zawsze
wybierać życie. Lekarze przysięgali bronić go za wszelką cenę. Jeśli są przeciw
życiu, mamy tu do czynienia z jakąś wewnętrzną sprzecznością.

Podczas kongresu była też mowa o tym, że z powodu zaawansowania technologicznego
medycyny dzieci coraz częściej traktowane są jak produkt, który można selekcjonować,
a nie jak dar od Boga.

– Kościół wiele już na ten temat powiedział i jego nauczanie jest bardzo jasne
w tej kwestii. Niestety, przygotowanie osób, które służą życiu na wszystkich
oddziałach przeznaczonych dla matki i dziecka, ewoluuje w kierunku technicyzacji,
ponieważ medycyna bardzo się rozwija właśnie pod względem technicznym. Współczesny
lekarz ma doskonałą wiedzę, ale często ogranicza się ona do bardzo wąskiego
pola medycyny. Dokonuje się kosztem utraty jakże pożądanej całościowej wizji
człowieka. Myślę, że przede wszystkim powinny się zmienić zasady nauczania
na wydziałach medycznych. Kościół i nasza Rada od lat zabiegają o to, aby osoby,
które będą codziennie stawać w służbie życiu, były bardziej przygotowane pod
względem antropologicznym, bioetycznym, co pozwoliłoby im spojrzeć na technikę
w zdecydowanie szerszy, bardziej humanistyczny sposób. W przeciwnym razie nauka
i rozwój techniczny mogą zniszczyć człowieka. Jeśli zaniedbana zostanie formacja
etyczna, to możemy dojść do tego, że nowo narodzone życie, które "płacze" w
inkubatorze i jest "wadliwe" – będziemy eliminować. To swoista eutanazja
na początku życia – właśnie ze względów technicznych, gdyż mała istota ludzka
nie spełnia pewnych standardów.

W Polsce pewne grupy żądają, żeby państwo ze swego budżetu płaciło za zapłodnienie
in vitro.

– Tak dzieje się nie tylko w Polsce, jest to ruch międzynarodowy. W swej najnowszej
książce pt. "Metabioetyka i biomedycyna" (Watykan 2006) ks. kard.
Javier Lozano Barragán, przewodniczący Papieskiej Rady do spraw Duszpasterstwa
Pracowników Służby Zdrowia, stwierdza, że to już z instytucji międzynarodowych,
takich jak np. ONZ, wychodzi sprzyjająca takim implikacjom filozofia, która
rozprzestrzenia się na poszczególne kraje. Oczywiście Polska nie jest spod
wpływu tego nurtu wyłączona, gdyż znajduje się pod presją Unii Europejskiej,
gdzie niestety szerzy się filozofia "kultury śmierci", której charakterystyczne
cechy to m.in. destrukcja życia (aborcja, eutanazja), niewiara w przyszłość,
relatywizm, nihilizm.
Nie jest łatwo, ale to zarazem wyzwanie dla nas, duszpasterstwa służby zdrowia.
Potrzeba nam wszystkim wielkiego przekonania do tego, co robimy, wielkiej siły
i nadziei. Pan Bóg mówi, żeby zostawić to, co jest złe, a wybierać to, co dobre.
Dobro rodzi dobro i ożywia wzrost osobowy człowieka, natomiast zło zawsze niszczy.
W Orędziu na Wielki Post Benedykt XVI mówi, że jesteśmy okrążeni przez morze
zła. Jednocześnie jednak zawierza Bogu i przypomina: nie jesteśmy sami. Bóg
nie pozwoli, żeby zło zwyciężyło. W Wielki Piątek zdawało się, że Jezus poniósł
klęskę. On jednak zmartwychwstał trzeciego dnia. Drogi Boże są zupełnie inne
od naszych! Zmartwychwstanie jest zwycięstwem i komunikuje nam prawdę, że życie
jest mocniejsze od śmierci. Zło nie może zwyciężyć. Tylko wtedy, gdy tracimy
nadzieję, tracimy wolę walki o przemianę tego świata i o wnoszenie dobra –
wówczas pozwalamy się zatopić w morzu zła.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj