Celtycki tygrys
Irlandia z najniższym bezrobociem w krajach
UE (4,3 proc.), z dwukrotnie większą średnią wzrostu gospodarczego, imponującymi
wynikami handlu zagranicznego czy
jednym z najniższych poziomów zadłużenia, została już dawno nazwana "celtyckim
tygrysem" gospodarczym.
Niektórzy dopatrują się w tym gospodarczego cudu na miarę Niemiec Erharda, amerykańskiej "reaganomiki" czy
działalności Oddsona w Islandii. Inni mówią, że swój sukces Zielona Wyspa zawdzięcza
wejściu do UE i jej pomocy, jeszcze inni, że jest to konsekwencja odejścia od
monetaryzmu i wprowadzenia żelaznych zasad gospodarki rynkowej. Wszyscy mają
po trochę racji, ale należy tu dodać przede wszystkim wykorzystanie przez Irlandczyków
swojej szansy, w tym kontaktów z diasporą. Irlandia z "ziemi emigracji" stała
się krajem imigrantów, który bez problemów gospodarczych i zwiększania bezrobocia
przyjmuje nawet pracowników z zagranicy.
Przez długie lata Irlandia była jednym z najbiedniejszych krajów Europy. Do refom
przystąpiono jednak na długo przed jej wejściem do struktur europejskich. W 1952
r. powstała Irlandzka Rada Eksportu, wprowadzono zachęty dla inwestycji, dwa
lata później – pierwsze ulgi podatkowe dla przedsiębiorstw zajmujących się eksportem.
W 1965 r. podpisano porozumienie o strefie wolnego handlu z Wielką Brytanią.
Po wejściu do EWG w 1973 r. otworzył się też rynek zbytu zachodniej Europy. Irlandczycy
byli już do tego przygotowani i wykorzystywali szanse. Po boomie lat 60. przyszły
jednak gorsze lata. Gospodarka irlandzka, powiązana z brytyjską, przeżywała te
same co ona problemy. Bezrobocie wynosiło 17 proc., nasiliła się emigracja, zadłużenie
publiczne wzrosło do 112 proc. PKB.
Reformy rozpoczęto w 1987 roku. Rząd, pracodawcy i związki zawodowe zawarły pakt
dotyczący stabilizacji fiskalnej, monetarnej i reform podatków. Skorzystano tu
z doświadczeń sąsiedniej Wielkiej Brytanii, gdzie do władzy doszła pani Margaret
Thatcher. To właśnie w 1987 r. brytyjska premier przystąpiła do głównych reform
gospodarki. Irlandzki projekt nie wymagał jednak walki z syndykatami, a korzyści
wzrostu gospodarczego sąsiada odbijały się i na Irlandii.
Niskie koszty pracy (praktyczne zamrożenie płac) i jedne z najniższych podatków
już w latach 1993-1997 spowodowały wzrost potencjału gospodarczego o 40 proc.
Jeśli w
1987 r. irlandzki poziom życia stanowił tylko 65 proc. średniej europejskiej,
to 10 lat później już 90 proc. Doszedł do tego napływ inwestycji zagranicznych,
a także dobre wykorzystanie funduszy unijnych. Od 1973 r. Dublin otrzymał 56
mld euro, co przy 4-milionowej liczbie ludności stanowi jeden z największych
zastrzyków finansowych per capita w UE. Najwięcej korzyści przyniosły pieniądze
z Funduszu Rozwoju Regionalnego. Warto jednak zwrócić uwagę, że środki unijne
przeznaczane na ten cel były znacznie większe.
Sporo dyskusji wywołało w Irlandii wejście do strefy euro. Irlandia korzystała
wcześniej m.in. z konkurencyjnego kursu swojego funta. Jego dewaluacja w 1993
r. znacznie zwiększyła np. eksport. Eurosceptycy wyliczali też, że dodatkowe
korzyści zostały zniwelowane stratami w rybołówstwie, kiedy to na bogate łowiska
Irlandii musiano dopuścić konkurencję. Po wejściu do strefy euro nastąpiło spowolnienie
wzrostu gospodarczego, który jednak z wynikiem 4,8 proc. PKB w 2005 r. i tak
należy do najwyższych w krajach Unii.
W ciągu ostatnich lat zmieniła się struktura zatrudnienia. W przemyśle pracuje
obecnie 25 proc. ludności (w 1949 r. było to 21 proc.), zatrudnienie w rolnictwie
spadło z kolei z 43 do 11 proc., ale spadek ten rekompensuje rozwinięty rynek
usług, który daje pracę 61 proc. zatrudnionych i wytwarza połowę irlandzkiego
PKB.
Imponująco wygląda też lista inwestycji zagranicznych. Największa ich liczba
pochodzi z USA. W 2004 r. Amerykanie otworzyli 478 firm, a na kolejnych miejscach
byli Niemcy
– 140, Brytyjczycy – 116, "reszta UE" – 209, Azjaci – 46. W Irlandii
pojawiły się nowe technologie, Dublin współpracuje też naukowo z uczelniami amerykańskimi.
20 proc. eksportu tego kraju jest kierowane do Stanów Zjednoczonych (tyle samo
co do pobliskiej Wielkiej Brytanii). Irlandczycy wykorzystują tu swoje związki
z emigrantami mieszkającymi w USA. Mają silne lobby zarówno polityczne, jak i
gospodarcze. Tylko w USA działa 5 biur agencji wspierania inwestycji, 5 konsulatów
i tyleż honorowych placówek dyplomatycznych. Lata emigracji związanej z powstaniami
przeciw Anglikom, ale także emigracji ekonomicznej, wyzwoliły szczególne poczucie
solidarności z diasporą. Irlandia podtrzymuje relacje swoich emigrantów z ojczyzną,
które dotyczą już nawet kolejnych pokoleń. Wykorzystuje też te związki do wsparcia
inwestycjami swojej gospodarki.
Wyjątkowość zjawiska "celtyckiego tygrysa" to splot wielu czynników
i dobrego wykorzystania wszystkich szans. Dobrym przykładem jest tu np. stanowisko
największych irlandzkich związków zawodowych SIPTU w sprawie dyrektywy usługowej
o wolności świadczenia usług. Syndykat z Irlandii, która ze swoim sektorem usług
mogłaby skorzystać z dyrektywy Bolkensteina, popierał nowe przepisy.
Powodzenie gospodarcze Irlandii nie było cudem, ale wynikiem pewnej ugody społecznej,
zgody na niskie koszty pracy, wprowadzenie niskich podatków, wsparcie eksportu,
przyciągnięcie inwestycji czy wreszcie racjonalne wykorzystywanie zagranicznej
pomocy (także tej świadczonej przez emigrantów).
Bogdan Dobosz
