Nasza tożsamość przetrwała dzięki Kościołowi
Z JE ks. bp. Edwardem Hiiboro Kussalą, ordynariuszem diecezji Tombura –
Yambio w Sudanie, która 9 lipca br. wejdzie w skład Sudanu Południowego,
rozmawia Marek Zygmunt
Ekscelencjo, po tym jak w specjalnym referendum mieszkańcy Sudanu zdecydowali
o podziale tego kraju, 9 lipca powstaną dwa państwa: Sudan Południowy i Sudan
Północny. Jak Ksiądz Biskup ocenia tę sytuację?
– Sudan jest największym krajem afrykańskim. Na południu ponad 95 proc. ludności
utożsamia się z chrześcijaństwem, natomiast północ jest krajem etnicznie
muzułmańskim. Od czasu, kiedy nasz kraj przestał być kolonią brytyjską, władza
znajduje się w rękach muzułmanów. Obowiązują prawa oparte na Koranie.
Chrześcijanom nie wolno np. piastować najważniejszych funkcji państwowych,
studiować ekonomii, nauk politycznych, budować kościołów, prowadzić katolickich
szkół.
Data 9 lipca br. jest dla nas bardzo ważna. Na ten dzień bardzo długo
czekaliśmy. Nadszedł wreszcie czas, który – ufamy – będzie szansą na to, by
ludzie mogli żyć i pracować w pokoju. W trwających wiele lat dwóch wojnach
wewnętrznych zginęło ponad 6 mln Sudańczyków. Nasza tożsamość przetrwała tylko
dzięki Kościołowi. Dzień ten niesie również nadzieję, że od tej chwili nie
będziemy żyć w kraju dotkniętym działaniami wojennymi.
Zdaniem Księdza Biskupa, uda się zachować pokój w najmłodszym państwie
świata?
– Te obawy niestety nie znikną. Około 60 proc. dochodu, który będzie miał
przyszły Sudan Południowy, jest ściśle związane z sytuacją ekonomiczną Sudanu
Północnego. W Sudanie ciągle grasuje partyzantka Armia Oporu Pana (Lord´s
Resistance Army), która napada na ludzi. To są – można powiedzieć – płatni
mordercy, działają na zlecenie, zabijając ludzi i niszcząc różne obiekty. W
mojej diecezji na skutek napadów partyzantki Armii Oporu Pana 250 tys. osób
uciekło ze swoich domów, nie mają żywności, leków, nie mają po prostu niczego. I
Kościół jest pierwszą instytucją, która im pomaga. Niestety, organizacje
międzynarodowe nie wywiązują się ze swoich obowiązków. Ich pomoc jest ciągle za
mała.
Jakie więc zadania stoją przed Kościołem katolickim w Sudanie w obliczu
podziału na dwa odrębne kraje?
– W czasie drugiej wojny domowej setki tysięcy ludzi musiało opuścić swoje domy,
skupiając się wokół Chartumu. W tej chwili powoli wracają, ale ciągle ok. 1 mln
osób żyje w warunkach urągających ludzkiej godności. Tam jest tylko piach, nie
ma wody, ludzie mieszkają w namiotach zrobionych z parcianych worków. Mimo
wszystko próbują się odbudowywać. W Sudanie Południowym natomiast zarówno
Kościół, jak i nowy rząd kładą duży nacisk na to, aby stworzyć grupę ludzi
wykształconych. Wracają oni do kraju całkowicie zniszczonego działaniami
wojennymi. Najpierw musimy im zapewnić żywność, potem pomóc w zabezpieczeniu
odpowiednich warunków do życia. U nas po prostu nie ma niczego: ani dróg, ani
linii telefonicznych, ani szpitali czy odpowiedniego systemu opieki socjalnej.
To wszystko musimy tworzyć od podstaw. W kraju, w którym ponad 90 proc.
obywateli to analfabeci, trudno będzie zbudować całą infrastrukturę urzędniczą.
Będziemy mieli też do czynienia z problemem mentalnym: ludzie muszą uwierzyć, że
żyją wreszcie w swoim kraju i mogą się z nim utożsamiać.
Niezwykle istotnym, a może nawet najważniejszym zadaniem dla Kościoła
katolickiego będzie zadbanie o moralność chrześcijańską. To powinien być w nowym
państwie priorytet.
Jak to osiągnąć, skoro w diecezji Księdza Biskupa wśród ponad 600 tys.
wiernych posługuje tylko 45 kapłanów?
– Oczywiście, w tej trudnej sytuacji jest to dla nas ogromne wyzwanie. Dlatego
też wyrażam wielką wdzięczność organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie za
finansowanie programu "Katechiści", w ramach którego przygotowywane są osoby,
aby w razie potrzeby tam, gdzie nie ma księdza, umiały poprowadzić Liturgię
Słowa czy katechezę. W mojej diecezji w niższym i wyższym seminarium duchownym
kształci się obecnie 86 kleryków. Każdy z nich otrzymuje z Pomocy Kościołowi w
Potrzebie wsparcie materialne, a kapłani dostają stypendia mszalne po to, aby
mogli żyć i utrzymywać nie tylko siebie, ale i swoje parafie. Nasz Kościół
ciągle szuka nowych dróg docierania do ludzi.
Prześladowania chrześcijan mają miejsce również w wielu innych krajach, np. w
Indiach, w Pakistanie. Jak to, co się dzieje w tych państwach, można odnieść do
sytuacji w Sudanie?
– Ogniwem łączącym problemy w wymienionych przez pana krajach jest
radykalizujący się islam, który powoduje prześladowania chrześcijan. Mam tu na
myśli szczególnie małe grupy, które używają religii do wojny, do osiągania
swoich celów. Natomiast z większością muzułmanów można się porozumieć, można żyć
w pokoju. W tych krajach, w których wprowadzono prawo szariatu, żadna inna
religia nie może się swobodnie rozwijać. Tam, gdzie radykalny islam obejmuje
władzę, nie ma miejsca na wolność religijną, na inne religie.
Czego w obecnej sytuacji Kościół katolicki w Sudanie oczekuje od Kościoła w
Polsce?
– Przede wszystkim chciałbym wyrazić wielkie uznanie dla waszej wiary, bo dzięki
wam otrzymaliśmy wspaniałego Papieża bł. Jana Pawła II, który również nas
umacniał w wierze. Chylę czoła przed waszym katolicyzmem.
Korzystając z okazji rozmowy z "Naszym Dziennikiem", chciałbym też bardzo
serdecznie podziękować za nieocenione wręcz wsparcie materialne, które za
pośrednictwem organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie polscy katolicy
przekazują dla mojej diecezji. Mam świadomość tego, że w Polsce nie wszyscy żyją
tak, jakby chcieli, więc tym bardziej każdy grosz ma duże znaczenie. Wspierając
inicjatywy Pomocy Kościołowi w Potrzebie, umożliwiacie większą pomoc także dla
naszej sudańskiej diecezji. Mam również wobec was osobisty dług wdzięczności,
ponieważ tylko dzięki waszemu wsparciu finansowemu mogłem studiować teologię
moralną i prawo międzynarodowe w Rzymie.
Ufam, że oprócz ciągłego wsparcia modlitewnego będziecie kontynuowali pomoc
materialną dla Sudanu. W naszym nowo tworzącym się państwie – Sudanie
Południowym, na terenie którego funkcjonuje moja diecezja, potrzebni są nie
tylko duchowni, ale również inżynierowie, lekarze i reprezentanci wielu innych
zawodów. Wszystkich bardzo gorąco zapraszam.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
