Nagroda dla książek niepokornych
Z dr. hab. Maciejem Urbanowskim, historykiem literatury polskiej i
krytykiem literackim, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego,
rozmawia Małgorzata Rutkowska
"Wojna polsko-polska" ostro podzieliła nasze społeczeństwo, przypisując
poszczególne obozy do określonych partii politycznych, tytułów prasowych, stacji
radiowych czy telewizyjnych. Czy to rozbicie ma też przełożenie na sympatie
literackie?
– Pyta Pani, czy mamy dzisiaj w Polsce dwa walczące ze sobą obozy literackie?
Literaturę PO walczącą z literaturą PiS? Chyba, a może na szczęście – nie! Już
dawno temu wybitny krytyk Karol Irzykowski przestrzegał przed przenoszeniem
podziałów politycznych na literackie, i manifestacyjnie drukował w pismach
lewicowych, liberalnych i prawicowych. Staram się o tym pamiętać, choć to pewnie
takie, a nie inne moje sympatie polityczne sprawiają, że raczej nikt mnie nie
zmusi do sięgnięcia po wiersze Tomasza Jastruna albo do przeczytania najnowszej
książki Eustachego Rylskiego… Mea culpa!
Dzisiaj na pewno jest tak, że istnieje grupa pisarzy popierających jedną stronę
owej wojny, tak jak istnieje inna grupa wspierająca stronę przeciwną. Wisława
Szymborska manifestacyjnie poparła w ostatnich wyborach prezydenckich Bronisława
Komorowskiego, istnieje też spore grono literatów pracowicie zapełniających łamy
"Gazety Wyborczej", "Newsweeka" czy "Tygodnika Powszechnego" nie tyle peanami na
cześć Donalda Tuska, co przestrogami przed powrotem PiS do władzy. Z kolei
Leszek Elektorowicz czy Marek Nowakowski poparli w ostatnich wyborach Jarosława
Kaczyńskiego. Podobnie Jarosław Marek Rymkiewicz, którego wypowiedzi, wiersze
czy wreszcie eseistyka jakoś współbrzmią z tymi wartościami, które są bliskie
PiS. Ale współbrzmią "jakoś", bo przecież byłoby komicznym uproszczeniem mówić,
że autor "Kinderszenen" jest pisarzem "pisowskim", a Szymborska poetką "platformerską",
co znowuż nie znaczy, że te gesty politycznych sympatii są przypadkowe i że nie
kryje się pod tym wszystkim poważny, może nawet zasadniczy spór ideowy, w tym
także estetyczny.
Spór o dwie wizje Polski?
– Zapewne tak, o czym zresztą napisał w ważnym, pięknym wierszu Rymkiewicz
właśnie. Czy w związku z tym istnieją dzisiaj dwie literatury polskie? Czy jak
niemal od zawsze mamy dzisiaj do czynienia z "salonem warszawskim", piszącym
wiersze o grochu, i zbuntowanych "romantyków", jak to czasem niektórzy by
widzieli? Oczywiście nie, choć na pewno jest tak, że teksty pewnych pisarzy
przeczytamy tylko we "Frondzie" czy "Arcanach", a innych w "Zeszytach
Literackich", i że często będą to teksty bardzo odmienne. Na pewno też jest tak,
że autorzy sympatyzujący dzisiaj z PO mogą liczyć na większą przychylność
mediów, krytyki literackiej, jurorów rozmaitych konkursów.
Polityczne gry na wykluczenie pewnych grup z debaty publicznej skazane są na
porażkę, ponieważ kontrelity w Polsce mają swoje media, reprezentację w
internecie. Z prawą stroną sceny politycznej utożsamiana jest też Nagroda im.
Józefa Mackiewicza. Na ile zasadne jest to przekonanie?
– Zasadne w znacznym stopniu, choć oczywiście mówienie o związkach Nagrody im.
Mackiewicza z prawą stroną sceny politycznej wymagałoby od razu uściślenia, bo
nie jest to przecież nagroda partyjna. Jest ona od początku niezależna od
jakiejkolwiek partii politycznej, nie ma też stałego oparcia w żadnej instytucji
państwowej, politycznej czy jakiejkolwiek innej. Jej sponsorami są od początku
osoby prywatne – panowie Zbigniew Zarywski oraz Jan Michał Małek. Wśród,
zmieniających się zresztą, jurorów znaleźli się znakomici pisarze, krytycy i
publicyści: Marek Nowakowski, Tomasz Burek, Jacek Trznadel, Stanisław
Michalkiewicz, Kazimierz Orłoś, Rafał Ziemkiewicz, Elżbieta Morawiec…
Nagroda im. Mackiewicza wyrosła z przekonania, że w literaturze polskiej
powstają wartościowe książki, które nie mają szansy być docenione przez jurorów
innych tego typu wyróżnień. Chodziło tu przede wszystkim o Nagrodę Nike, która w
roku 2002, a więc wtedy, kiedy Nagroda im. Mackiewicza debiutowała, była
rodzajem monopolisty w tej dziedzinie, kształtowała w znacznej mierze nie tylko
literackie gusta polskiej inteligencji. Nagroda im. Mackiewicza była z założenia
nie tyle kontr-Nike, ile próbą swoistej demonopolizacji polskiego życia
literackiego i kulturalnego, pokazania, że istnieją w nim niedostrzegane, ale
ważne zjawiska. Dlatego nie nazwałbym książek wyróżnianych przez jury Nagrody
mianem prawicowych… Raczej niepokornych.
To, że Nagroda im. Józefa Mackiewicza jest przyznawana corocznie 11 listopada,
jest też pewną manifestacją przywiązania do narodowej tradycji i wartości.
Jaki ogląd literatury polskiej przynoszą kolejne edycje Nagrody im. Józefa
Mackiewicza?
– Jury Nagrody dość szeroko rozumie pojęcie literatury polskiej, bo wyróżniało
powieści: Bronisława Wildsteina, Cezarego Michalskiego, Wacława Holewińskiego i
Eustachego Rylskiego, opowiadania Wojciecha Albińskiego, wiersze Wojciecha
Kudyby i Krzysztofa Koehlera, eseistykę Wojciecha Biernackiego, ale też
najchętniej chyba prace o charakterze historycznym. Przypomnę nagradzane książki
Ewy i Władysława Siemaszków o ludobójstwie dokonanym przez nacjonalistów
ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945, Marka Jana Chodakiewicza o
sprawie rzekomego pogromu ludności żydowskiej w Ejszyszkach, księdza Tadeusza
Isakowicza-Zaleskiego o agenturze SB w Kościele, Joanny Siedleckiej o
prześladowaniu pisarzy w PRL, czy wreszcie "Wieszanie" Jarosława Marka
Rymkiewicza, o karaniu zdrajców w czasie Powstania Kościuszkowskiego. Z kolei w
tym roku nominowani byli poeci (Jan Polkowski), eseiści (Antoni Libera, Wojciech
Pestka), powieściopisarze (Maciej Parowski, Jacek Dukaj, Paweł Lisicki, Magda
Skubisz), historycy (Paweł Zyzak, Leszek Moczulski, Paweł Fąfara).
Zgodnie z Mackiewiczowskim mottem głoszącym, że "jedynie prawda jest ciekawa",
jury wybiera książki podejmujące tematy trudne, źle lub słabo obecne w
literaturze, wymagające od ich autorów odwagi cywilnej, ale też wyróżniające się
walorami literackimi. Gdy patrzymy na listę wyróżnionych dotąd książek, wyłania
się z niej ten nurt literatury, która w swej różnorodności próbuje zmierzyć się
z narodową historią, zwłaszcza z doświadczeniem totalitaryzmów, próbuje
przezwyciężać narosłe na jej temat fałsze i uproszczenia, pokazać ich ciągle
trwające, niebezpieczne konsekwencje, ale też przypomnieć o tych wartościach,
które to niedobre dziedzictwo pomogą przezwyciężyć. Dominuje problematyka
polska, ale wyróżniane były też znakomite opowiadania Albińskiego dotyczące
postkolonialnej Afryki. Dominuje, jak widać, nurt literatury faktu, sięgającej
chętnie do dokumentu czy autobiografii, bliskiej w jakiś sposób temu, co pisał
sam Józef Mackiewicz.
Czy pisarze poruszają ważne tematy, spory współczesności? Czy dominuje raczej
polityczna poprawność?
– Dzisiaj oczywiście każdy inaczej rozumie "poprawność polityczną". Dla mnie
niesłychanie, komicznie wręcz "poprawna politycznie" jest wyróżniona ostatnio
Nagrodą Nike sztuka Tadeusza Słobodzianka, którą pewnie jurorzy tej nagrody
uważają za szczyt nonkonformizmu. Ale gdy popatrzeć choćby na książki wyróżniane
Nagrodą im. Mackiewicza, to – moim zdaniem – polscy pisarze poruszają tematy
dotyczące sporów naszej współczesności. W zeszłym roku nagrodzono "Dolinę
Nicości" Bronisława Wildsteina, która jest ciekawą próbą zmierzenia się z –
umownie rzecz nazywając – kwestią lustracji, a właściwie jej braku w Polsce po
roku 1989, i która pokazuje tak dzisiaj nas zajmujący mechanizm organizowania
medialnych linczów na ludziach, którzy próbują walczyć z postkomunistycznym
monopolem. Ciekawa, poruszająca była też reakcja polskich poetów na katastrofę
smoleńską. Myślę tu o wierszach Jarosława Marka Rymkiewicza, Szymona
Babuchowskiego, Macieja Woźniaka czy Wojciecha Wencla, wydającego zresztą w tych
dniach piękny tom poetycki "De profundis", który wpisuje się mocno we
współczesne spory i jest jak najbardziej politycznie niepoprawny.
Patron Nagrody cieszyłby się na pewno, gdyby polska literatura dokonała
rozrachunku z komunizmem. Dlaczego brakuje takiego rozliczenia?
– W to, że Mackiewicz chciałby takiego rozliczenia – też nie wątpię. Jego
powieści i publicystyka są zresztą niesłychanie istotnym fragmentem owego
rozliczania się z komunizmem. Nie jestem jednak pewien, czy polska literatura
nie dokonała rozrachunku z komunizmem. Powiedziałbym raczej, że takiego
rozrachunku nieustannie dokonuje i że jest to proces, który trwa chyba od stu
lat i który być może nigdy się nie zakończy. Myślę tu o wydanych jeszcze w
latach 20. XX wieku książkach Eugeniusza Małaczewskiego, Zofii Kossak-Szczuckiej
czy Stanisława Ignacego Witkiewicza, jak i tych najnowszych – wspomnianej
powieści Wildsteina czy wyróżnionym Nagrodą Mackiewicza, bardzo wybitnym
czteroksięgu Janusza Krasińskiego, osnutego na jego biografii i opowiadającego o
losach młodziutkiego Szymona Bolesty, przetrzymywanego w PRL-owskich więzieniach
w czasach stalinowskich, a potem żyjącego w cieniu tego strasznego
doświadczenia. Dodałbym tu powieści Holewińskiego pokazujące doświadczenie
komunizmu z perspektywy żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. To ważne dopełnienie
naszych rozliczeń z komunizmem.
Jaka literatura kształtuje dziś myślenie polskiej inteligencji?
– Przyznam, że nie bardzo umiem na to pytanie odpowiedzieć, bo też nie bardzo
wiem, gdzie owej polskiej inteligencji szukać. Czy wśród czytelników "Gazety
Wyborczej" i "Polityki", czy raczej wśród czytelników "Rzeczpospolitej", "Gazety
Polskiej" i "Naszego Dziennika"? Zdaje mi się, że myślenie każdej z tych grup
kształtuje zupełnie inna literatura, a przy tym, że owo kształtowanie nie jest
dzisiaj takie wielkie. Jako juror Nagrody im. Mackiewicza chciałbym oczywiście,
aby wszyscy czytali nominowane przez nas książki, ale też dzieła autora "Drogi
donikąd".
Dziękuję za rozmowę.
