Na usługach Rosji Sowieckiej

Z Mariuszem Krzysztofińskim, historykiem rzeszowskiego Oddziału IPN, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W dniach 11-12 bm. w Rzeszowie odbędzie się konferencja naukowa pt. „PPR, GL, AL na ziemiach polskich”. To pierwsza inicjatywa po 1989 r. w całości poświęcona tej tematyce?

– Przez cały okres PRL badania nad historią PPR nie mogły być prowadzone rzetelnie. Do 1989 r. o partii komunistycznej pisano w typowo propagandowy sposób, rozmyślnie fałszując jej historię. W ten sposób za wszelką cenę starano się legitymizować władzę zdobytą przez komunistów po 1944 roku. Wątpliwe zasługi polityczne i militarne PPR, GL, AL gloryfikowano w niezliczonej liczbie wydawnictw, wspomnień, artykułów prasowych, wreszcie w podręcznikach szkolnych. Nie mogło być inaczej, skoro historię komunizmu pisali „badacze”, niejednokrotnie wielce dlań zasłużeni. Autorzy ci głosili, iż PPR wniosła olbrzymi wkład w walkę z okupantem niemieckim. Równocześnie umniejszali zasługi i dokonania Armii Krajowej i całego Polskiego Państwa Podziemnego. Publikacje „historyczne”, jak również wydawane w olbrzymich nakładach wspomnienia działaczy komunistycznych przez lata zaśmiecały pamięć zbiorową kilku pokoleń Polaków. Konferencja, którą organizuje rzeszowski Oddział IPN, ma za zadanie zmierzyć się z kłamstwami rozpowszechnianymi przez historiografię PRL i przyczynić się do ukazania prawdziwego oblicza PPR, GL i AL.

Jaka była geneza PPR i czy można ją uznać po 1944 r. za składową część aparatu represji w Polsce?

– Stalin doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak silne w Narodzie Polskim są nastroje antysowieckie i antykomunistyczne. Dlatego też wdrażając w życie pomysł powołania nowej partii komunistycznej, postanowił, że zarówno w jej nazwie, jak również w oficjalnym programie politycznym należy unikać określeń odnoszących się wprost do komunizmu. Stąd też utworzona wewnątrz Związku Sowieckiego partia komunistyczna otrzymała nazwę Polska Partia Robotnicza (PPR). Jej założycielami, z inicjatywy Stalina, była specjalnie wyselekcjonowana grupa przedwojennych komunistów, tzw. funków, pozostająca w pełnej zależności od Kominternu. W końcu 1941 r. Sowieci zrzucili nieopodal Warszawy kilku działaczy komunistycznych: Marcelego Nowotkę, Pawła Findera, Marię Rutkiewicz, Pikusa Kartina, Czesława Skonieckiego i Bolesława Mołojca. Niedługo potem, 5 stycznia 1942 r., na Żoliborzu odbyło się spotkanie działaczy komunistycznych, które uznaje się dziś kłamliwie, aczkolwiek jeszcze powszechnie za datę założenia PPR, zapominając, iż wtedy doszło jedynie do przeniesienia jej struktur na teren okupowanego kraju. Pamiętać należy, że po 1944 r. PPR była beneficjentem wszystkich działań UB, jak również sowieckich organów bezpieczeństwa wymierzonych w szeroko rozumiane podziemie niepodległościowe, PSL czy w Kościół rzymskokatolicki. Oficjalnie to dla partii zdobywano władzę poprzez fałszerstwa dokonane w trakcie referendum (30 VI 1946 r.) czy w trakcie wyborów parlamentarnych (19 I 1947 r.). Ponadto działacze PPR brali aktywny udział w zwalczaniu podziemia niepodległościowego. Przykładowo, na Mazowszu działała grupa terrorystyczno-bandycka pod dowództwem Władysława Rypińskiego, mordująca działaczy podziemia antykomunistycznego i członków PSL. Członkowie PPR tworzyli też tzw. grupy samoobrony wyposażone w broń. Przypomnę, że w tym samym czasie każdej innej osobie posiadającej broń groziła kara śmierci. Partyjniacy brali także udział w inwigilowaniu Kościoła. Nawet w rozumieniu ówczesnego prawa działania podejmowane przez wielu członków partii noszą znamiona aktów pozaprawnych. Dlatego też uważam, iż PPR należy traktować jako element aparatu represji, nie mniej istotny niż pozostałe.

Jak wyglądała współpraca PPR z Sowietami?

– Przez cały okres międzywojenny Związek Sowiecki wykorzystywał komunistów do celów wywiadowczych. Zasadniczo sytuacja ta nie uległa zmianie nawet w latach 1939-1941, gdy Niemcy i ZSRS były formalnie sojusznikami. Po zainstalowaniu się w kraju PPR gromadziła wszelkie informacje dotyczące struktur Delegatury Rządu RP na Kraj, Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych czy Batalionów Chłopskich. Dane te trafiały później do Sowietów. Począwszy od lata 1944 r., z chwilą wkroczenia wojsk ZSRS, służyły one do przeprowadzania precyzyjnych aresztowań. Zresztą wielokrotnie bywało tak, że to miejscowi komuniści wskazywali, kogo aresztować. Generalnie, jak dowiódł w swojej książce Piotr Gontarczyk, struktury i działalność kierownictwa PPR i wywiadu sowieckiego niejednokrotnie się przenikały. Uzyskiwały informacje od tej samej agentury, korzystały z tych samych środków łączności, tych samych lokali i niewątpliwie ludzi. Szczególnie widoczne było to w przypadku aparatu centralnego PPR. Bez dostępu do archiwów pozostałych w Związku Sowieckim niemożliwe jest w pełni ukazanie skali tego procesu.

Czym się charakteryzowały działania bojowe GL?

– Powstające od wiosny 1942 r. struktury GL były niezwykle słabe. Cechował je brak poparcia społecznego oraz dobrze wyszkolonej kadry dowódczej. Większość działań „bojowych” GL wcale nie była wymierzona w okupanta niemieckiego. Kłopoty z aprowizacją sprawiały, że komunistyczna partyzantka dokonywała wielu napadów rabunkowych na dwory, plebanie, młyny czy mleczarnie. Za akcje wymierzone w okupanta niemieckiego GL uznawała ataki na policjantów „granatowych”, leśniczych, w zupełności nie zważając, że są to Polacy. W wielu przypadkach mordowano ich, a potem pisano w raportach, że zlikwidowano niemieckiego szpicla. Faktycznie zaś przyczyny zabójstwa były zupełnie inne, a wynikały z faktu, iż dana osoba była niewygodna dla komunistów. Ciemną kartą komunistycznej partyzantki są także przypadki mordowania przez jej oddziały ukrywających się przed Niemcami Żydów. Działania takie prowadziła m.in. grupa GL pod komendą Grzegorza Korczyńskiego na Lubelszczyźnie czy grupa GL „Iskra” na Rzeszowszczyźnie pod dowództwem Józefa Bielendy. Generalnie walki z oddziałami niemieckimi stanowią margines działań GL.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj