Mistyfikacja Platformy obnażona
Z Ryszardem Czarneckim, posłem do Parlamentu Europejskiego z frakcji
Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, rozmawia Marta Ziarnik
Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso odebrał komisarzowi
ds. budżetu Januszowi Lewandowskiemu kontrolę nad przygotowaniem projektu
budżetu Unii Europejskiej na lata 2014-2020.
– To dobitny przykład na to, jakie są realne wpływy rządu Donalda Tuska w Unii
Europejskiej. Przez niemal 3,5 roku byliśmy karmieni przez rząd i PO propagandą
o rzekomo silnej pozycji naszego kraju, a gdy przychodzi co do czego, to okazuje
się, że rząd Platformy i PSL jest zwykłym petentem, klientem państw większych od
nas. Nie liczy się z nim ani zwykle powściągliwy i ostrożny w ocenach José
Manuel Barroso – co udowodnił już wcześniej, ujawniając fakt, że Tusk nie
zwrócił się o pomoc do UE w sprawie śledztwa smoleńskiego. Tuska lekceważy
rzekomo zaprzyjaźniona z nim kanclerz Angela Merkel, gdy wspólnie z prezydentem
Nicolasem Sarkozym – ku zdumieniu lidera PO – podejmuje decyzje o stworzeniu
Unii dwóch prędkości i wyłączeniu Polski z tej lepszej strefy.
Może to świadczyć także o braku wiary w możliwości polskiego komisarza?
– Wielu komentatorów, dziennikarzy i samych polityków w Polsce uwierzyło, że
przy rozdziale stanowisk w nowej Komisji Europejskiej (co odbyło się ponad rok
temu) polski rząd wywalczył rzekomo ważną tekę komisarza ds. budżetu. Tymczasem
to kompletna bzdura. Najważniejsze decyzje finansowe w Unii Europejskiej
zapadają nie z udziałem akurat tego komisarza, lecz jego kolegów zajmujących się
rynkiem wewnętrznym, konkurencyjnością, przemysłem i przedsiębiorczością oraz
polityką monetarną i gospodarczą. Ale przede wszystkim są one podejmowane przez
największe i najbogatsze państwa członkowskie UE będące płatnikami netto Unii, a
więc – można powiedzieć – "sponsorów" UE.
Gdy PO ogłaszała w ramach propagandy sukcesu nominację dla Lewandowskiego jako
kolejne osiągnięcie Tuska i Sikorskiego, mało kto chciał mnie słuchać, gdy
mówiłem, że w poprzedniej kadencji Komisji Europejskiej, w latach 2004-2009,
tekę tę otrzymała Litwa, a teraz tak naprawdę nikt się o nią nie bił. Po prostu
komisarz ds. budżetu to raczej księgowy UE, a nie ten, kto dzieli pieniądze. W
tym kontekście ówczesne, a nawet niedawne wypowiedzi polityków Platformy
Obywatelskiej, że do polskiego komisarza będą ustawiały się kolejki
przedstawicieli rządów krajów UE, błagając o jego względy, świadczy bądź o
kompletniej ignorancji w sprawach europejskich, bądź o wyjątkowym zakłamaniu. A
że komisarz Lewandowski nie znaczy – delikatnie mówiąc – zbyt wiele, świadczyły
już pierwsze przymiarki do nowego, 7-letniego budżetu UE na lata 2014-2020,
gdzie niemal całkowicie zlekceważono sprawę kluczowego dla Polski funduszu
spójności.
Lewandowski twierdzi jednak, że nadal będzie miał wpływ na kształtowanie
propozycji KE w tym zakresie.
– A co ma mówić? Ma się przyznać do tego, że niewiele znaczy, i powiedzieć
otwartym tekstem, iż rząd Tuska i PO dokonały propagandowej mistyfikacji? Mniej
ważne jest to, co mówi komisarz Lewandowski, a znacznie ważniejsze jest to,
jakie decyzje podejmuje przewodniczący Barroso.
Odsunięcie Lewandowskiego może oznaczać, że przygotowywany przez Barroso
budżet będzie dostosowany do płatników netto i niekorzystny dla Polski?
– Ma pani rację. Ale to tylko jeden z licznych przykładów, choć nie
najważniejszy, potwierdzający tę groźną dla Polski tendencję. Od paru już lat
powtarzam (pisałem o tym zresztą na łamach "Naszego Dziennika"), że mamy do
czynienia z procesem denacjonalizacji Unii Europejskiej, gdy Niemcy, Francja,
Wielka Brytania, a także państwa mniejsze, ale bogate – jak np. Holandia czy
Szwecja – chcą odzyskać jak najwięcej pieniędzy, które wpłacają do kasy w
Brukseli, traktując Unię jak cytrynę, którą co prawda się wyhodowało, ale teraz
trzeba jak najmocniej ją wycisnąć. Widać to nie tylko po próbach konstrukcji
nowo przyjętego budżetu, ale także w polityce bieżącej.
O teki w Komisji Europejskiej walczyło pięć największych państw Unii.
– Walczyło skutecznie. I tak: Francja dostała rynek wewnętrzny, Niemcy – rosnącą
na znaczeniu tekę energetyczną, Włochy – przemysł i przedsiębiorczość, przy czym
dodatkowo ich przedstawiciel został wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej,
Hiszpania zaś – sprawy monetarne i gospodarcze. To są oczywiście realnie
najważniejsze obszary gospodarczo-finansowe dzisiejszej Unii. Tylko Wielka
Brytania rozmyślnie skupiła się na wzięciu sterów polityki zewnętrznej.
Oczywiście tylko po to, aby ta międzynarodowa polityka Brukseli nie była zbyt
rozległa i nie umniejszała suwerenności Londynu w polityce zagranicznej
Zjednoczonego Królestwa.
Polsce na otarcie łez przypadł budżet, tak jak na otarcie łez – po ostatnim
szczycie UE w Brukseli, gdzie Niemcy i Francja zdegradowały Rzeczpospolitą do
roli państwa drugiej kategorii w Unii – Merkel i Sarkozy urządzili w Warszawie
teatrzyk dwóch aktorów, zwany Trójkątem Weimarskim. Przy czym z tego
45-minutowego spektaklu dla Polski nic nie wynikało. Tak jak nie wynika nic
specjalnego z funkcji komisarza ds. budżetu w Komisji Europejskiej.
Jak teraz będą wyglądać prace nad unijnym budżetem?
– Ta dominacja Berlina i Paryża jest na razie zbyt silna, aby doszło do otwartej
wojny o budżet. Ale na pewno ostre konflikty będą. Także zresztą w gronie
największych i najbogatszych państw UE, choć główną osią konfliktów w UE będzie
spór o pieniądze między starą a nową Unią, a zwłaszcza między bogatymi i
biednymi krajami członkowskimi. Szkoda, że w tej rozgrywce Polskę reprezentuje
rząd, który boi się własnego cienia i którego premier nie walczy o korzystne dla
nas decyzje polityczno-finansowe, lecz zabiega o kolejną fotografię z takim czy
innym prezydentem, premierem lub z panią kanclerz. Wierzę jednak, że po
jesiennych wyborach będziemy mieli wreszcie rząd, który będzie skutecznie
walczył o polskie interesy gospodarcze i polityczne.
Dziękuję za rozmowę.
