Lekarze nie znają naprotechnologii

Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania. (1 J 5, 2)

Niepłodność małżeńska to temat zajmujący ostatnio wiele uwagi mediów i polityków, które to podmioty, wykorzystując tragedię osobistą wielu osób, podnoszą własną popularność, słupki poparcia… Skupiają się przy tym oczywiście na tym, co najbardziej chodliwe i spektakularne, czyli na in vitro, chociaż ta procedura nie leczy niepłodności, tak jak mamy do czynienia w przypadku naprotechnologii. O naprotechnologii już nieco mówi się w niektórych środowiskach, ale w dalszym ciągu jest to dziedzina nieznana przeciętnemu odbiorcy.
Twórcą tej nowoczesnej gałęzi medycy jest prof. Thomas Hilgers ze Stanów Zjednoczonych, współzałożyciel Instytutu Papieża Pawła VI w Omaha (Nebraska), który od trzydziestu lat bada i leczy niepłodne pary małżeńskie. Stworzony przez profesora model postępowania diagnostycznego opiera się na perfekcyjnej znajomości fizjologii kobiety zapisywanej w systemie zwanym modelem Creightona. Jest to nic innego jak wystandaryzowana obserwacja cyklu, zapisana na karcie prowadzonej przez zainteresowaną kobietę. Analiza zapisu prowadzi do wniosków na temat zdrowia pacjentki.
Zdumiewające wprost rzeczy można z wielką dokładnością stwierdzić, oglądając karty kobiet prowadzone według modelu Creightona – niedomogi hormonalne, zagrożenia poronieniami, prawdopodobieństwo występowania zespołu policystycznych jajników, endometriozy, nowotworów i infekcji narządu rodnego. Warunkiem postawienia diagnozy jest oczywiście najpierw zaznajomienie się z systemem, na podstawie analizy którego można wyciągać daleko idące wnioski. Po przeanalizowaniu karty, w przypadkach tego wymagających, wdrażana jest terapia – od najprostszych zastosowań typu dieta po najbardziej wyrafinowane techniki operacyjne. A operatywa przedstawiona przez profesora Hilgersa i jego współpracowników wzbudza najwyższe uznanie. Niezwykła dbałość o szczegóły, techniki ograniczające do minimum powstawanie zrostów pooperacyjnych, dokładność i cierpliwość, a wszystko z użyciem najnowocześniejszego sprzętu laparoskopowego i laserów. Wyniki leczenia są doskonałe, o czym przekonuje się wiele par małżeńskich po „nieudanych” próbach in vitro. Jednak zaskakujące jest spostrzeżenie, że większość przypadków niepłodności wcale nie musi być leczona operacyjnie, a wystarczy inteligentne zastosowanie środków i leków umożliwiających uzyskanie przez dotąd bezdzietną parę potomstwa.
Ten fakt rzuca niekorzystne światło na przeciętne, dotychczasowe postępowanie w tradycyjnej ginekologii, która jakby nie chce respektować natury, trzyma się sztywnych schematów myślowych, jest bardzo zabiegowa, a tak mało ludzka. Kobiety są diagnozowane nieprawidłowo, a tym samym źle albo wcale nieleczone, dlatego w zamian proponuje się im to, co najszybsze i w sumie – z punktu widzenia technicznego – proste, czyli in vitro. Szkoda, że tak mało osób wie, że może domagać się prawdziwego leczenia i ludzkiej medycyny, że daje zwieść się gotowym na wszystko biznesmenom w kitlach. Jednak pocieszający jest fakt, że coraz więcej lekarzy czyni użytek z talentów, jakie otrzymali, że chcą powielać je, a nie zakopywać. W Polsce naprotechnologia dopiero rusza, kształcą się instruktorzy chcący poznać model Creightona i lekarze wdrażający odpowiednie postępowanie. Na razie przed nami sporo problemów: brak środków finansowych, wsparcia ze strony Ministerstwa Zdrowia, niechęć znacznej części środowiska ginekologów zagrożonych w przyszłości utratą dochodów, niewiedza lub zła wola decydentów politycznych, a przede wszystkim panosząca się antykultura śmierci, na której usługach działają świadomie lub nie wymienione gremia. Naprotechnologia jest przyszłością medycyny, prawdziwie ludzkiej, pięknej, obejmującej swym zasięgiem zdrowie całej rodziny. Ma do zaoferowania dbałość o zdrowie kobiety, ale także mężczyzny i oczywiście zrodzonych z ich związku dzieci. To, co trzeba uczynić, to rozpowszechnić ją, aby z jej dobrodziejstw mogło skorzystać jak najwięcej potrzebujących.


Hanna Wujkowska
drukuj