Laboratorium wiary – Wątpiącym dobrze radzić (1)
Jak ważna w życiu codziennym jest dobra rada, nie
trzeba chyba nikogo przekonywać. Jakże szczęśliwi są ludzie, którzy mają
do kogo zwrócić się o poradę w sytuacji,
gdy nachodzą ich wątpliwości. Głos kogoś, kto ma większe doświadczenie niż
my, jest nieocenioną pomocą. Jest aktem miłosierdzia. Dlaczego? Ponieważ stanowi
konkretny gest pomocy bliźniemu. Pomagać możemy, nie tylko wyciągając rękę
do
potrzebującego, ale i dobrą radą.
O wątpieniu i dobrych radach możemy mówić w dwóch aspektach: czysto ziemskim
oraz nadprzyrodzonym. Człowiek dojrzały przy podejmowaniu różnych decyzji dokonuje
głębokiego namysłu. Takie postępowanie pochwala Pismo Święte. Mędrzec Syrach
uczy: "Nie czyń niczego bez zastanowienia, a nie będziesz żałował swego
czynu" (Syr 32, 19).
Chyba nie ma człowieka, który podejmując odpowiedzialne decyzje, nie miałby
wątpliwości. Nie zawsze mamy wystarczającą mądrość życiową, pozwalającą nam
wybierać w sposób
pewny i zdecydowany. Czasami musimy decydować o czymś w pośpiechu. Wybieramy
wśród różnych możliwości. Nie zawsze też przyszłość jawi się nam w sposób oczywisty,
a ciąg zdarzeń, który chcemy uruchomić, pewny. W momentach wahania szukamy
kogoś, kto nam poradzi. Prosząc o radę, dokonujemy pewnego aktu pokory: uznajemy,
że
sami nie potrafimy właściwie wybrać. Radząc się – szukamy potwierdzenia dla
naszych racji i decyzji. Kiedy mamy obowiązek szukać porady? W sprawach ważnych
(im decyzja
jest poważniejsza i wątpliwości większe), w których chodzi o dobro innych osób
(nasza pochopna decyzja mogłaby wyrządzić komuś krzywdę), a także gdy odczuwamy
niepokój sumienia, które zabrania nam bierności i domaga się działania. Pamiętajmy
o tym, że opanowani przez wątpienie nie możemy działać. Należy dążyć do rozwiania
wątpliwości.
Jakie kryteria musi spełniać ten, kto pragnie doradzać bliźnim? Pierwszym jest
to, że ma wykazać się kompetencją w dziedzinie, w której doradza. Krótko mówiąc,
nie mogą to być rady ignoranta. Jeśli sami nie wiemy, nie znamy odpowiedzi
na wątpliwości i pytania – nie odpowiadajmy. Przyznajmy się do niewiedzy. Udzielając
niekompetentnych rad, możemy przyczynić się do poważnej szkody. Tak więc ci,
którzy udzielają rad życiowych, muszą zdawać sobie sprawę z tego, że nie mogą
wypowiadać się pochopnie. Ponoszą przecież pewną odpowiedzialność za udzielane
rady, zwłaszcza wtedy, gdy wiedzą, że mogą one przesądzić o podejmowanej decyzji.
Stąd też w Piśmie Świętym znajdujemy zachętę: "Osądzaj sprawy bliźniego
według swoich własnych i nad każą sprawą się namyśl" (Syr 31, 15). Trzeba
radzić komuś tak, jakbyśmy radzili sobie.
Nasza rada nie może obracać się przeciwko bliźniemu. Byłoby grzechem i zarazem
wielką krzywdą udzielanie porad, o których wiemy, że przyniosą osobom radzącym
się szkodę. Byłby to grzech nadużycia zaufania. Swego rodzaju grzech szatański
– bo przecież szatan źle radzi człowiekowi. Nikt nie ma prawa radzić komuś,
aby sprzeciwiał się woli Bożej. Byłoby to wtedy zachęcaniem do grzechu. Udzielona
rada wypływać winna z miłości bliźniego, troski o jego dobro i zwyczajnej życzliwości.
Ten, kto radzi, nie czyni tego z pychy (gdyż chce wystąpić jako autorytet,
ktoś
mądrzejszy itp.). Chrześcijanin dobrze radzi innym, ponieważ chciałby w ten
sposób przyczynić się do powiększenia dobra w życiu bliźnich. Dobre rady wracają
do
nas wdzięcznością tych, którym ich udzieliliśmy. Dają radość, gdyż możemy się
poczuć współsprawcami dobra.
ks. Zbigniew Sobolewski
