Kto uratuje Samosierrę

Dziś 203 rocznica bitwy pod Somosierrą. Była świadectwem bohaterstwa Polaków. Zakończyła się sukcesem Napoleona. Polecamy artykuł o. Marka Raczkiewicza CSsR z Hiszpanii.




 

***



Niedziela 27 listopada 2011 r. Wraz z Andrzejem Dworskim jedziemy do Somosierry. Tam ma na nas czekać proboszcz ks. José Medina Pintado.
"To niesamowity człowiek. Zobaczysz”, ciągle powtarza mój towarzysz. Słynne miejsce leży ok. 60 km na północ od Madrytu. Teren powoli wznosi się: 800 m n.p.m. , 850, 900…. Panuje piękna, słoneczna pogoda i doskonała widoczność. Możemy podziwiać surowość gór, które dzielą półwysep Iberyjski na dwie części. Przez wąską przełęcz w Somosierze od wieków prowadził szlak z północy do Madrytu, i dalej na południe Hiszpanii. Prawdziwy klucz do serca Hiszpanii.

Andrzej Dworski jest rodem z Bydgoszczy. Od 1989 r. na stałe mieszka w Hiszpanii. W Polsce był lekkoatletą, biegał długie dystanse w barwach BKS-u. Z rekordem życiowym w maratonie niewiele przekraczającym 2.23 godz. znalazł się nawet w szerokiej kadrze przed olimpiadą w Moskwie. Absolwent AWF w Poznaniu. Był uczestnikiem 10-osobowej sztafety, która w 1989 r. pobiła rekord świata w biegu na dystansie 1000 km. Wynik Andrzeja Dworskiego i jego kolegów został odnotowany w Księdze Guinessa. W latach 80-tych Andrzej Dworski był aktywnym działaczem
"Solidarności”. Już w Madrycie był korespondentem m. in. "Piłki nożnej”, gdzie miał stałą rubrykę
"Andrzej Dworski z Madrytu”. Czytelnicy nie tylko mieli aktualne wiadomości sportowe, ale także wywiady z takimi gwiazdami jak Laudrup, Roberto Carlos, Hugo Sánchez czy też legendarnym Di Stefano… Ponadto aktywnie działał w środowisku polonijnym, integrując szczególnie tzw. Polonię powojenną i tę przybyłą do Hiszpanii w latach 80-tych. Wraz z żoną Danutę założył w latach 90-tych biuletyn
"Polonia”. Dzisiaj jest on bezcennym źródłem informacji o hiszpańskiej Polonii w tamtych latach i najważniejszych wydarzeniach jak np. utworzenie pierwszego Domu Polskiego w Alcalá de Henares. Dzisiaj, ku zaskoczeniu wielu, ta jedna z najbardziej ciekawych i zasłużonych postaci hiszpańskiej Polonii i bez wątpienia głęboki patriota wydaje się, że jakby został zapomniany …
"No cóż, co mam w sercu to i na języku”. A wiadomo, że nie wszystkim się to podoba.

1440 m n.p.m.. Jesteśmy na miejscu. Somosierra. Pomimo słońca jest chłodno. Mam wrażenie
rześkiego, zimowego poranka w Polsce. Zostawiliśmy samochód na placu poniżej parafialnego kościoła o smukłej wieży. Z kilku domowych kominów unosi się dym. Później dowiedzieliśmy się, że oficjalnie zameldowane są tutaj 103 osoby. Na mszę przychodzi ok. 15-20.

Ponieważ proboszcz był jeszcze zajęty, poszliśmy do kaplicy (ermita), gdzie 30 listopada 1808 r. składano rannych. Andrzej Dworski z przejęciem pokazuje mi tablicę pamiątkową z 1993 r. ufundowaną m. in. przez LOT.
"Robiłem wtedy zdjęcia, które są obecnie w muzeum. Przemawiał ambasador Jan Kieniewicz. Był ks. biskup polowy Sławoj Leszek Głódź. Hiszpańska Polonia”. Wchodzimy do środka małej, zbudowanej z granitu kaplicy. Panuje przejmujący chłód. W oczy rzuca się kolorowy witraż: Matka Boża Częstochowska w środku, po lewej stronie
"żołnierz hiszpański”, po prawej "polski”. "Witraż wykonany staraniem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej oraz Ambasady Polskiej w Madrycie. AD 2008″, można przeczytać na tabliczce. 30 listopada 2008 odbyły się uroczystości 200-lecia bitwy pod Somosierrą. Odtworzono bitwę, która ściągnęła tysiące widzów. Mała miejscowość zamieniła się na kilka dni w prawdziwy obóz wojskowy.
"Żołnierze” przyjechali z całej Europy. Poszliśmy z Andrzejem na miejsce bitwy. Spadziste stoki, wąskie, ostre podejście… Tam, w dole był słynny most i strumień… Wybrażamy sobie szarżę Polaków… Kozietulski, Niegolewski. Przed oczami stają obrazy Kossaka.

Wracamy. Przed kościołem czeka na nas już ks. José Medina Pintado, ma ok. 70
lat. Wita się bardzo serdecznie, tryska humorem, energią i dobrocią. Typowy
ksiądz "rural”, czyli z regionów wiejskich. W Hiszpanii zasłynął tym, że już w latach 60-tych zorganizował duszpasterstwo ruchu drogowego, szczególnie zajął się kierowcami ciężarówek. Z pewną nostalgią pokazuje zdjęcia z tamtych lat.
"W Boże Narodzenie wysyłaliśmy w kraj ciężarówkę z życzeniami. Objeżdżała wiele miejscowości w Hiszpanii”. W Somosierra mieli swój bar i miejsce spotkań. Teraz stoi zamknięte –
"Na sprzedaż”. Dawniej cały ruch przechodził przez Somosierrę. Jednak od ok. 15 lat jest obwodnicą, droga szybkiego ruchu. Teraz mało kto zatrzymuje się w miejscowości, a dawniej był to postój obowiązkowy.
"Gdybym wygrał w totolotka, to wybudowałbym mały ośrodek dla kierowców ciężarówek”. W jednym z pokoi plebanii wisi duże zdjęcie Pawła VI i jego przemówienie na temat duszpasterstwa drogowego.
"Wydaje się to dziwne, ale Jana Pawła II ten temat nie interesował”, mówi z uśmiechem ks. Medina Pintado.

Idziemy do kościoła parafialnego. W prezbiterium stoi polska flaga. "Miałem z tym trochę problemów. Mieszkańcy uznali mnie za zdrajcę, ponieważ robiłem muzeum tym, którzy przyszli z Napoleonem. Dla was Napoleon to bohater, dla nas – najeźdźca”. Po prawej stronie świątyni widać duży obraz Matki Bożej Częstochowskiej, dar biskupa polowego Głódzia. Ks. Medina Pintado obsługuje trzy miejscowości,
"parafie”, w których łącznie jest ok. 250 mieszkańców. Żadna miejscowość nie chce słyszeć, aby powstała jedna parafia i była tylko jedna msza.
"Chcą mieć mszę u siebie, tak jak zawsze”. Gorzej jednak jest z księżmi, których brak odczuwa się tutaj wyraźnie.
"W wielu okolicznych miejscowościach niedzielną mszę odprawiają księża, którzy przyjeżdżają na studia do Madrytu”. Jeśli ich brakuje, to nie ma mszy św.

Idziemy wreszcie do słynnego muzeum, które kilka lat temu zorganizował ks. Medina Pintado. Znajduje się w
"Casa del Cura”, Domu Proboszcza, czyli w plebanii. Jest to jednopiętrowy budynek kamienny. Już na pierwszy rzut oka widać, że potrzebuje gruntownego remontu. Zaraz przy progu widać duży napis po polsku i hiszpańsku:
"Hiszpanie męstwo cenić umieją”. "Musiałem jakoś trafić do mieszkańców”, śmieje się ks. proboszcz. Muzeum znajduje się na parterze. Ta część przeznaczona była dla bydła i spichlerze. Na piętro wchodziło się po schodach. Strop wykonany jest z potężnych drewnianych bali. W muzeum na kilku blatach widać książki, flagi, medale….Ks. Medina Pintado zna historię każdego eksponatu. Z przejęciem pokazuje kule, których używali żołnierze podczas bitwy, dwa oryginalne pociski, brewiarz księdza zaznaczony 30 listopada.
"Ksiądz musiał odmówić ten brewiarz tamtego dnia. Por raz ostatni – na drugi dzień został zabity”. W prostych gablotach widać medale, które ks. Medina Pintado otrzymał od najwyższych władz Polski, pamiątki, które przywiózł potomek Niegolewskiego, zdjęcia z odsłonięcia tablic pamiątkowych, obchodów 200-lecia, figurki ułanów, które wykonał Mirosław Sokołowski, a także tekst (po polsku) ambasadora Jana Kieniewicza:
"Szarża Pułku Szwoleżerów w Somosierra należy do Historii Polski w podwójnym sensie – jako wyczyn wojskowy bez precedensu i jako zasadnicza część narodowego mitu… Około
jedenastej rano, widząc bezskuteczność wysiłków piechoty, Napoleon wydał rozkaz szarży na artylerię hiszpańską 3-mu szwadronowi Pułku polskiego, który w tym momencie pełnił swą kolejną gwardię przy osobie Cesarza. Bateria wypaliła dwa razy zanim została zredukowana przez Polaków. Pomimo ciężkich strat Polacy szarżowali dalej, gdy już przeć naprzód było jedynym możliwym wyjściem. Pozostałe baterie wypaliły tylko jeden raz czyniąc wielkie straty w zupełnie już zmieszanym szwadronie. Tylko garść żołnierzy z jednym oficerem doszła do szczytu przełęczy. W kilka minut za nimi nadeszły pozostałe szwadrony Pułku otwierając Napoleonowi drogę do Madrytu”. Opis bitwy nabiera zupełnie innego znaczenia w tym historycznym miejscu. Wrażenie jest tym mocniejsze, że wszędzie
spoglądają na zwiedzającego bohaterowie tamtych wydarzeń. Ks. Medina Pintado umieścił obrazy Kossaka i innych malarzy, ryciny z tamtych czasów, aby jak najlepiej oddać atmosferę wydarzeń z 30 listopada 1808 r.

"Miejscowi ludzie nie zdają sobie sprawy z historycznego znaczenia tego budynku”, mówi z nutką rozczarowania.
"Nawet w Madrycie czy w kurii”. Ks. Medina Pintado dotarł do listu, który w przeddzień bitwy, 29 listopada, wysłał do Madrytu dowódca Benito San Juan ostrzeżony kilka dni wcześniej przed sympatią proboszcza do Francuzów. W liście Benito San Juan podkreśla, że proboszcz jest uczciwy i chętny do pomocy.
"Dom proboszcza jest jedynym, która ofiaruje średnią wygodę, zatrzymali się w nim Królowie Rodzice, królowa Itrurii, infans Don Antonio, książę Murat, Józef Napoleon i tylu generałów francuskich, ilu przeszło przez tę miejscowość, tak jak ja obecnie”. Na piętrze plebanii ks. Medina Pintado urządził
"królewski apartament” w jednym z pokoi. Na ścianach wiszą portrety osób wymienionych w liście, na stole kałamarz, pióro i kopia listu. Jest nawet alba i stuła księdza.
"Wyobrażam sobie jak Benito San Juan pisał ten list w przeddzień bitwy”, mówi proboszcz, który przechowuje także dwa stopnie z oryginalnych schodów –
"po nich przecież stąpali oni wszyscy, aby wejść tutaj”.

Ks. Medina Pintado nie ukrywa swoich obaw co do przyszłości muzeum. "Mój czas tutaj się kończy. Mam reumatyzm. Na razie mogę jeszcze jeździć samochodem, ale kiedy przestanę, to będę musiał odejść. Lata robią swoje”. Kto wówczas przyjdzie do Somosierry? I czy w ogóle przyjdzie?
"Nie ma księży”. Już teraz łączone są parafie. Czy jednak nowy ksiądz będzie chciał dbać dalej o muzeum?
"W kurii uważano mnie trochę za wywrotowca”, mówi z uśmiechem. "Najpierw duszpasterstwo drogowe, i to jeszcze w latach 60-tych. Potem to muzeum”. Ks. Medina Pintado rozmawiał już z władzami kościelnymi na temat przyszłości plebanii, jednak bez większych efektów. Obawia się, że eksponaty zbierane z taką
pieczołowitością od tylu lat zostaną rozkradzione, a samo muzeum w końcu zlikwidowane. Zostaną tylko wmurowane tablice w kaplicy (ermita)…

Dużo obietnic usłyszał podczas rocznicy 200-lecia bitwy. Władze Autonomii Madryckiej obiecały nawet pewną sumę na remont. Kryzys jednak uciął te projekty. Władze administracyjne Somosierry nie mają ani siły ani większych chęci.
"Jest mały problem – Polacy walczyli przeciwko Hiszpanom”.

Ks. Medina Pintado z nadzieją patrzy w stronę Polski i Polaków. Z całego świata dostaje pocztówki, które skrzętnie kolekcjonuje.
"Gratulują mi, dodają otuchy. Czasami ktoś dołączy jakąś rzecz do muzuem”. Ks. Medina Pintado miał nadzieję, że pomoże Ministerstwo Kultury, Ministerstwo Obrony, Ambasada Polski, a nawet Kościół w Polsce… Czas jednak biegnie nieubłaganie, a żadnych konkretnych efektów nie widać.
"Któregoś dnia pojawiła się grupa Polaków z Madrytu z cementem, płytkami, sedesami. Zrobili posadzkę na dole, łazienkę”. Chcieli jednak przekształcić plebanię w mały hotelik na weekendy.
"Na to nie mogłem się zgodzić. To własność archidiecezji madryckiej”. Faktycznie, żadna organizacja polonijna w Hiszpanii nie jest w stanie odremontować tego historycznego budynku. Tym bardziej fachowo. Brązowawa posadzka z płytek jest dobra, ale aż kłuje w oczy w co najmniej XVIII-wiecznym budynku.

Jaka przyszłość czeka to wyjątkowe muzeum polskości w mitycznej przełęczy Somosierra? Kto zatroszczy się o zachowanie pamięci o Pułku Polskich Szwależerów? Ks. Medina Pintado wkrótce stąd odejdzie. Oby nie zostały jedynie samotne duchy młodych żołnierzy, którzy polegli owego 30 listopada 1808 r. W obecnej sytuacji cisną się na usta słowa z kaplicy (ermita):
"Wszyscy, którzy tędy przechodzicie zobaczcie jak wielka jest boleść moja…”

 

o. Marek Raczkiewicz CSsR, Madryt

drukuj