Kreml spamuje opozycję
W Moskwie odbędzie się dziś po południu kolejny wielki wiec opozycji
przeciwko fałszerstwom wyborczym i władzy partii Jedna Rosja.
Administracja rosyjskiej stolicy ostatecznie wydała zgodę na manifestację z
udziałem do 30 tys. osób. W czwartek przez cały dzień trwały negocjacje
organizatorów z władzami miejskimi. Wcześniej merostwo wydało zgodę na wiec przy
reprezentacyjnym placu Rewolucji, prawie sąsiadującym z placem Czerwonym, tuż
przy Kremlu. Ten jednak zamknięto i ogrodzono – podobno konieczny jest remont
pękniętego wodociągu. Zezwolenie wprawdzie podtrzymano, ale tylko dla 300 osób.
Co gorsza, grożono sankcjom organizatorom, jeśli przyjdzie więcej uczestników.
Wreszcie osiągnięto kompromis. Wicemer Aleksandr Gorbienko poinformował, że
demonstrację przeniesiono na plac Bołotny, ale zgodzono się na 30 tys.
protestujących. Plac ten znajduje się również blisko Kremla, ale po drugiej
stronie rzeki Moskwy i nie ma przy nim stacji metra. Policja uważa jednak, że
jest najbardziej odpowiedni do zebrań publicznych ze względu na warunki
bezpieczeństwa. Zezwolenie ważne jest na cztery godziny: od 14.00 do 18.00. To
pierwszy przypadek, gdy stołeczne władze wydały zgodę na zorganizowanie tak
dużej manifestacji antyprezydenckiej i antyrządowej niemal pod oknami Kremla.
Wczoraj trwało zamieszanie. Organizatorzy za pośrednictwem internetu i
niezależnych mediów informowali o zmianie. Jednocześnie jednak pojawiły się
fałszywe strony internetowe informujące o jeszcze innych terminach czy
lokalizacjach, a także wzywające do przyjścia na poprzednio wybrany plac
Rewolucji. Gorbienko obiecał, że osoby, które z jakichś powodów zjawią się
jednak na placu Rewolucji, zostaną przez siły porządkowe bez przeszkód
skierowane na plac Bołotny. Federalna Służba Bezpieczeństwa próbuje wymusić na
właścicielach popularnych internetowych serwisów społecznościowych, takich jak
Facebook, Twitter i rodzime VKontakte.ru, adresy opozycjonistów i organizatorów
manifestacji. W środę telefony "Nowej Gaziety" blokował przez cały dzień
złośliwy automat obdzwaniający redakcyjne numery. Kobiecy głos mówił: "Putin
jest dobry. Putin jest bardzo dobry. Putin cię kocha. Putin uczyni twoje życie
szczęśliwym. Kochaj Putina, a twoje życie nabierze sensu. Putin zrobi dla ciebie
wszystko. Pamiętaj, że Putin robi to tylko dla ciebie. Putin to życie. Putin to
jest światło. Bez Putina życie nie ma sensu. Putin jest twoim obrońcą…". Atak
nastąpił wkrótce po tym, jak były prezydent ZSRS Michaił Gorbaczow,
współwłaściciel gazety, opowiedział się za anulowaniem wyborów parlamentarnych i
rozpisaniem nowych. Pismo obawia się powtórzenia ataku, który sparaliżował życie
redakcji. W czwartek w podobny sposób zaatakowana została służba prasowa partii
Jabłoko.
Organizatorem sobotniej manifestacji jest niezarejestrowana Partia Narodowej
Wolności "Rosja bez Afer i Korupcji" (Parnas) – koalicja, do której wchodzi
m.in. ruch Solidarność Borysa Niemcowa, Rosyjski Związek Narodowo-Demokratyczny
byłego premiera Michaiła Kasjanowa i Republikańska Partia Rosji Władimira
Ryżkowa. Można się też spodziewać obecności zwolenników innych ugrupowań
opozycyjnych, w tym Jabłoka czy Słusznej Sprawy, oraz tysięcy Rosjan dotąd
niezaangażowanych, a chcących wyrazić swój sprzeciw wobec nadużyć władzy.
Natomiast kompromis z administracją odrzuciły formacje skrajnie lewicowe oraz
"narodowi bolszewicy" Innej Rosji Eduarda Limonowa. Ci mają zebrać się mimo
wszystko na placu Rewolucji. Gorbienko już zapowiedział, że wszelkie akcje w tym
miejscu zostaną uznane za nielegalne ze wszystkimi wynikającymi z tego
konsekwencjami. Oznacza to po prostu brutalne rozpędzenie przez policję i OMON
oraz masowe zatrzymania aktywistów.
Uczestnicy manifestacji na placu Bołotnym będą się domagać unieważnienia wyborów
do Dumy z 4 grudnia i wyznaczenia nowych, odwołania przewodniczącego Centralnej
Komisji Wyborczej Władimira Czurowa oraz pociągnięcia do odpowiedzialności
karnej urzędników państwowych odpowiedzialnych za fałszerstwa. Będą też żądać
zarejestrowania wszystkich formacji politycznych, którym ministerstwo
sprawiedliwości w ostatnich pięciu latach odmówiło wpisania do rejestru partii,
w tym wykonania orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu,
nakazującego cofnięcie decyzji z 2007 roku o delegalizacji Republikańskiej
Partii Rosji. Wśród postulatów jest też zwolnienie więźniów politycznych i
zniesienie cenzury w państwowych środkach masowego przekazu.
Demonstracje przeciwko fałszerstwom wyborczym odbędą się również w wielu innych
miastach. W Sankt Petersburgu swój udział w podobnym proteście zapowiedziało 10
tys. osób. Po ostatnich wyborach zainteresowanie publicznym demonstrowaniem w
Rosji wyraźnie wzrosło. W poniedziałek po wyborach na bulwar Czistoprudny
przyszło dwa razy więcej ludzi, niż oczekiwali organizatorzy. Być może więc dziś
na placu Bołotnym odbędzie się wydarzenie na miarę społecznego przełomu. Władze
próbują bagatelizować ruch protestu i spodziewają się zaledwie 5-7 tys.
uczestników.
Prezydent Dmitrij Miedwiediew stwierdził w czwartek, że "w wydarzeniach po
wyborach nie widzi nic nadzwyczajnego". – Odbywają się również demonstracje, to
przejaw demokracji – dodał. Próbował przy tym odwrócić uwagę od kryzysu
politycznego w Rosji. – Bardziej niepokoi mnie kryzys strefy euro, ponieważ ma
ona wpływ na sytuację na całym świecie, w tym także w naszym kraju – oświadczył.
W cieniu powyborczego zamieszania minęła w Rosji 20. rocznica rozpadu Związku
Sowieckiego. Nawet komuniści, również zajęci protestami wyborczymi, nie
zorganizowali żadnych "uroczystości". W Rosji 56 proc. dorosłych obywateli (na
Ukrainie 46 proc.) deklaruje tęsknotę za ZSRS. Jako uzasadnienie podają
najczęściej stabilne warunki socjalne oraz wielkość, siłę i mocarstwową pozycję
państwa.
Piotr Falkowski
