Koalicja PO – PiS przeciw żołnierzom wyklętym
Radni Platformy Obywatelskiej zablokowali w Łukowie uhonorowanie
ronda imieniem żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Koalicjanci z Prawa i
Sprawiedliwości nie oponowali. Historycy są zażenowani. Łukowskim działaczom
przydałyby się solidne douczanki.
Jeden z radnych, nauczyciel historii, podpierając się tezami rodem z
komunistycznej propagandy, jako okoliczność obciążającą podał to, że formacja
Narodowe Siły Zbrojne zwalczała "lewą stronę" i współpracowała z Niemcami. "Lewa
strona" to dla polityka Platformy sowiecka agentura w postaci Gwardii Ludowej
czy Polskiej Partii Robotniczej. To argumenty rodem z podręcznika partyjnego
agitatora.
– NSZ walczyły przede wszystkim z Niemcami, to podstawowa informacja na ich
temat, a politycy, którzy kierowali NSZ w swojej podziemnej działalności, tym
się wyróżnili, że jako pierwsi już w 1939 r. jako cel wojny ustalili granicę
Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej, więc "antyniemieckość" była pierwszą i
najistotniejszą cechą NSZ – komentuje historyk Jan Żaryn. Dodaje, że od 1943 r.
NSZ wskazywały konsekwencje paktu Ribbentrop-Mołotow i groźbę pojawienia się w
Polsce dwóch okupantów: Niemiec i Związku Sowieckiego. – Nie było to do końca
akceptowane przez AK i rząd na emigracji. Dlatego Delegatura Sił Zbrojnych i AK
chętnie używały wywiadu NSZ w walce z PPR i GL, a więc z sowieckimi jaczejkami w
Polsce – podkreśla historyk. Leszek Żebrowski dodaje, że takie stawianie sprawy
sankcjonuje całe PRL-owskie bezprawie, grabieże, wysiedlenia, pacyfikacje
ludności cywilnej, które realizowali właśnie ci działacze PPR, którzy przejęli
władzę w 1944 roku. – Rozumiem, że tych radnych historia nic nie nauczyła, a
prawda historyczna jeszcze do niektórych osób w Łukowie nie dotarła – dodaje
historyk.
Głosowanie w sprawie nadania nazwy rondu u zbiegu ulic Wojska Polskiego i
Ławeckiej imienia Narodowych Sił Zbrojnych miało odbyć się w czwartek podczas
sesji Rady Miasta Łuków. Jednak przed przyjęciem porządku obrad sesji radny
miasta Mariusz Chudek z Platformy Obywatelskiej zgłosił wniosek o wycofanie tego
właśnie punktu z obrad. – Argumentował, że Narodowe Siły Zbrojne w porównaniu z
Armią Krajową czy Batalionami Chłopskimi nie są tak klarowną organizacją oraz że
NSZ do dziś wzbudzają wiele kontrowersji. Zaznaczył, że Brygada Świętokrzyska
oficjalnie współpracowała z Niemcami – relacjonuje Kamil Sulej, inicjator akcji
nadania rondu imienia NSZ. Miastem rządzi koalicja PiS – PO i choć radni
Platformy są w mniejszości, zdążyli przestraszyć działaczy PiS swoimi wydumanymi
wątpliwościami. A ci przychylili się do ich wniosku.
– Burmistrz popierał wniosek. Ale nie był w stanie zmotywować swoich kolegów
z koalicji do głosowania. Przestraszeni radni wnieśli więc o zdjęcie uchwały z
porządku obrad. Głosowanie ma się odbyć w kolejnym terminie – relacjonuje Sulej.
Ostatecznie projekt uchwały został zdjęty z porządku obrad. Decyzję tę poparło
14 radnych, 2 wstrzymało się od głosu. Tylko dwóch radnych, Marek Żurawski i
Edward Leśniak, głosowało za jej pozostawieniem. Co ciekawe, wniosek radnego
Chudka został poparty przez radnego Michała Zarzyckiego, który stwierdził, że
opinie naukowe dr. Mariusza Bechty, dr. Rafała Dobrowolskiego oraz Leszka
Żebrowskiego są "ściągnięte z Wikipedii" i nie zawierają rzetelnych argumentów w
tej kwestii. – Potraktowano nas jak prezydenta Komorowskiego, który by
dowiedzieć się czegoś, ściąga informacje z Wikipedii. Dla nas jest to oskarżenie
niepoważne i przykre. PRL nie umarła – podkreśla Leszek Żebrowski, historyk,
współautor monumentalnej trzytomowej publikacji "NSZ na Podlasiu".
Najbardziej przerażające jest jednak to, że to opinie wygłaszane przez
radnych Platformy brzmią nie tyle jak ściągnięte z sieci, ale jak rodem z
komunistycznej historiografii, która zarzucała żołnierzom NSZ wywołanie "wojny
domowej" i współpracę z Niemcami. Profesor Jan Żaryn jest autorem książki
"Taniec na linie nad przepaścią" traktującej o historii Brygady Świętokrzyskiej
NSZ, która ewakuując się z Polski przed nadciągającą armią sowiecką i oddziałami
NKWD, podjęła negocjacje z Niemcami. – Tytuł mojej publikacji myślę, że idealnie
oddaje sytuację, w której znalazła się ta jednostka. Dramat polegał na tym, że
albo Brygada Świętokrzyska NSZ mogła próbować przebijać się na Zachód przez
front niemiecki w celu dotarcia do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, albo –
podobnie jak Armia Krajowa w czasie akcji "Burza" – zostać wymordowana przez
Sowietów lub wysłana na Syberię – tłumaczy Żaryn. Historyk jest zażenowany
opiniami, jakie przy tej okazji wygłosili radni Platformy. – Postawienie takiego
oskarżenia przez radnych z Łukowa jest dla tych żołnierzy uwłaczające i
niezgodne z historycznymi ustaleniami. Gdyby nie negocjacje prowadzone z
Niemcami, po przejściu frontu nie przeżyliby tam ani jednego dnia. Prowadzili je
tak długo, by w maju 1945 r. tych samych Niemców zaatakować i móc wyzwolić
kobiety z obozu koncentracyjnego w Holiszowie – relacjonuje naukowiec.
Sprawa nadania rondu imienia żołnierzy NSZ nie jest na szczęście zamknięta.
Burmistrz miasta Łuków Dariusz Szustek zobowiązał się ostatecznie do
zorganizowania sesji naukowej, w której uczestniczyć będą radni w celu
zapoznania się z historią NSZ i wyrobienia sobie zdania na ten temat. Spotkanie
ma mieć charakter otwarty.
Przypomnijmy, że powiat łukowski był jedną z najsilniejszych struktur
wchodzących w skład podlaskiego okręgu NSZ. Narodowe Siły Zbrojne na tym terenie
stanowiły niezastąpioną organizację konspiracyjną, a ich oddziały
szkoleniowo-dywersyjne stacjonowały tam wśród bagien i lasów w uroczysku Jata. W
szczytowej formie NSZ liczyły ponad tysiąc dobrze uzbrojonych żołnierzy. Na
terenie powiatu łukowskiego znajdowała się szkoła podchorążych i sztab okręgu.
Oddziały NSZ na ziemi łukowskiej, oprócz tego, że prowadziły walkę z
najeźdźcami, chroniły miejscową ludność przed działalnością band rabunkowych.
Warto również wspomnieć, że to właśnie na terenie miasta Łuków przeprowadzono
brawurową akcję odbicia z więzienia dwóch żołnierzy NSZ: łączniczki Mieczysławy
Rapp-Kowalczyk i jej ojca.
Maciej Walaszczyk
